Why Supergirl is important.
Wszyscy, którzy
oglądali Supergirl wiedzą, że nie
jest to najlepszy serial na świecie. Nienajlepsze CGI, sceny walki pozostawiające
wiele do życzenia i czemu-latanie-wygląda-tak-sztucznie. Przyznam, że moje
pierwsze podejście do tego serialu zakończyło się porażką: po obejrzeniu dwóch
odcinków poddałam się, zażenowana i zawiedziona, ponieważ wiązałam wielkie
nadzieje z Supergirl, jednak po
obejrzeniu dwóch sezonów Flasha
postanowiłam dać Karze jeszcze jedną szansę ze względu na wspólne odcinki Supergirl/Flash w
przyszłości.
Jeżeli wasza
przygoda z Supergirl wyglądała
podobnie do mojej to zachęcam do ponownego podejścia do tytułu. To prawda, że
pierwsze odcinki nie należą do najlepszych, aczkolwiek dalej jest tylko lepiej,
a mówiąc „lepiej” mam na myśli to, że Supergirl
jest niezwykle ważnym serialem, ponieważ
porusza istotne kwestie społeczne (i nie tylko!).
Indeed, Supergirl ma wiele minusów - między innymi wyżej przeze mnie wspomniane CGI i wieczna shaky-camera, starająca się zrekompensować kiepskie sceny walk - nie można jednak zaprzeczyć temu, że Melissa Benoist jest idealnym wyborem zarówno na socially awkward zabieganą sekretarkę Karę jak i silną, odpowiedzialną Supergirl i właściwie jest największym pozytywem, który ratuje pierwsze odcinki serialu. Postać Kary jest jedną z najlepszych w scenariuszu, z własnymi - realnymi for once - problemami. Tytułowa bohaterka popełnia błędy ale też bierze za nie odpowiedzialność. Kara przechodzi własne kryzysy, które nie są jednak końcem całego świata - kryzysy się zdarzają. Należy je przeżyć i ruszyć dalej.
Oczywiście, Supergirl nosi ciężar całego miasta na swoich ramionach i posiada cechy, których nie można odebrać superbohaterom: empatię czy pragnienie ratowania każdego życia i można powiedzieć, jest to najlepszy aspekt Supergirl. Serial jest bowiem at its best w momencie, gdy Kara ratuje ludzi z opresji... niekoniecznie przy użyciu swoich super-umiejętności (patrz: odcinek, w którym bohaterka traci swoją moc i przekonuje kryminalistę do oddania jej broni bez użycia siły). Najlepsze odcinki Supergirl to właśnie "the superhero stuff": ratowanie pociągów, samolotów i powstrzymywanie rabunków. Mam wrażenie, że wszystko rozpada się w momencie gdy Supergirl dostaje własną kwaterę służb specjalnych - o wiele bardziej pasuje do niej opuszczone biuro w CatCo.
Kolejnym plusem Supergirl jest przedstawienie więzów rodzinnych. Związek Kary i Alex został bardzo dobrze przedstawiony: bohaterki rzeczywiście mają siostrzaną więź, pomimo paru petty kłótni. Do tego dochodzi J'onn J'onzz, który w pewnym sensie przybiera figurę ojca dla sióstr Danvers. Wzajemna miłość tej trójki nie jest wymuszona i sztuczna, David Harewood (Hank/J'onn), Chyler Leigh (Alex Danvers) i Melissa Benoist (Kara/Supergirl) świetnie odgrywają przywiązanie i miłość rodzinną.
Jeśli chodzi o antagonistów, niestety Supergirl pozostawia wiele do życzenia, co jest chyba największym minusem serialu. Mam wrażenie, że pierwszy sezon nie przedstawił żadnego "big bad". Astra i - szczególnie - Non prowadzą do punktu kulminacyjnego sezonu, aczkolwiek nie można ich tak naprawdę nazwać nemezis Kary. Brak rozbudowanego backstory, kiepskie wytłumaczenie kierujących nimi pobudek... właściwie prawdziwe spustoszenie zaczął siać dopiero mąż Astry w ostatnim odcinku, jednak kryzys został szybko zażegnany. Jak już wspomniałam wcześniej, serial sprawdzał się o wiele lepiej przedstawiając "codzienne" zmagania Supergirl w postaci ściągania kotów - węży - z drzew.
...jednak nie dlatego powstał ten post. Po wstępie (który miał być krótki a wyszło jak zwykle) chciałabym przejść do meritum, mianowicie:
Supergirl = Superwoman
Indeed, Supergirl ma wiele minusów - między innymi wyżej przeze mnie wspomniane CGI i wieczna shaky-camera, starająca się zrekompensować kiepskie sceny walk - nie można jednak zaprzeczyć temu, że Melissa Benoist jest idealnym wyborem zarówno na socially awkward zabieganą sekretarkę Karę jak i silną, odpowiedzialną Supergirl i właściwie jest największym pozytywem, który ratuje pierwsze odcinki serialu. Postać Kary jest jedną z najlepszych w scenariuszu, z własnymi - realnymi for once - problemami. Tytułowa bohaterka popełnia błędy ale też bierze za nie odpowiedzialność. Kara przechodzi własne kryzysy, które nie są jednak końcem całego świata - kryzysy się zdarzają. Należy je przeżyć i ruszyć dalej.
Oczywiście, Supergirl nosi ciężar całego miasta na swoich ramionach i posiada cechy, których nie można odebrać superbohaterom: empatię czy pragnienie ratowania każdego życia i można powiedzieć, jest to najlepszy aspekt Supergirl. Serial jest bowiem at its best w momencie, gdy Kara ratuje ludzi z opresji... niekoniecznie przy użyciu swoich super-umiejętności (patrz: odcinek, w którym bohaterka traci swoją moc i przekonuje kryminalistę do oddania jej broni bez użycia siły). Najlepsze odcinki Supergirl to właśnie "the superhero stuff": ratowanie pociągów, samolotów i powstrzymywanie rabunków. Mam wrażenie, że wszystko rozpada się w momencie gdy Supergirl dostaje własną kwaterę służb specjalnych - o wiele bardziej pasuje do niej opuszczone biuro w CatCo.
Jeśli chodzi o antagonistów, niestety Supergirl pozostawia wiele do życzenia, co jest chyba największym minusem serialu. Mam wrażenie, że pierwszy sezon nie przedstawił żadnego "big bad". Astra i - szczególnie - Non prowadzą do punktu kulminacyjnego sezonu, aczkolwiek nie można ich tak naprawdę nazwać nemezis Kary. Brak rozbudowanego backstory, kiepskie wytłumaczenie kierujących nimi pobudek... właściwie prawdziwe spustoszenie zaczął siać dopiero mąż Astry w ostatnim odcinku, jednak kryzys został szybko zażegnany. Jak już wspomniałam wcześniej, serial sprawdzał się o wiele lepiej przedstawiając "codzienne" zmagania Supergirl w postaci ściągania kotów - węży - z drzew.
...jednak nie dlatego powstał ten post. Po wstępie (który miał być krótki a wyszło jak zwykle) chciałabym przejść do meritum, mianowicie:
Supergirl = Superwoman
Supergirl to serial feministyczny. Z
wielką radością oznajmiam, że zdaje Bechdel test, postaci kobiece są zaś
rozbudowane, mają własne cele życiowe i są przede wszystkim realistyczne. Do
tego scenarzyści nie bali się poruszać w Supergirl
istotnych problemów patriarchalnego społeczeństwa i zmieniać podtekstu w tekst.
Zdecydowanie najlepiej napisaną postacią w Supergirl jest Cat Grant –
założycielka i CEO CatCo Worldwide Media. Cat to kobieta, która – zaczynając od zera – wspięła się na szczyt kariery
dziennikarskiej, obecnie zaś kieruje swoim własnym imperium, wspiera kobiety i udostępnia środki, by pomóc
im na rynku pracy i poza nim. Cat jest superbohaterką, która walczy z
patriarchatem (tak jak może, gdyż nie jest to łatwe) i mówi jak wygląda
rzeczywistość na rynku pracy.
Women have to work twice as hard to accomplish half as
much as men – ancient proverb (Cat Grant)
Cat Grant pomaga utalentowanym
kobietom wspinać się po szczeblach kariery ale nie prowadzi ich za rękę. Wie,
że same muszą walczyć o swoje twice as
hard as men. Właścicielka CatCo również jest tą, która wspiera Supergirl w momencie, gdy ta jest
atakowana przez media w najbardziej żałosny sposób z możliwych, czyli przez
ocenianie wyglądu czy obrażanie doboru stroju (przecież Supergirl jest kobietą więc jej wygląd jest najistotniejszy).
Wiemy, że właścicielka CatCo ma wiele warstw, od wrednej szefowej rodem z Devil Wears Prada, komentującej strój Kary czy kochającej matki do największego fana Supergirl. To właśnie czyni z niej świetnie napisaną postać, bardzo dobrze zagraną przez Calistę Flockhart (nie tylko ze względu na jej fantastyczne soczewki).
Wiemy, że właścicielka CatCo ma wiele warstw, od wrednej szefowej rodem z Devil Wears Prada, komentującej strój Kary czy kochającej matki do największego fana Supergirl. To właśnie czyni z niej świetnie napisaną postać, bardzo dobrze zagraną przez Calistę Flockhart (nie tylko ze względu na jej fantastyczne soczewki).
Girl power!
Supergirl porusza takie tematy jak stereotyp kobiety i ocenianie jej pod jego względem („girls can’t get angry, because they’re automatically perceived as unprofessional if they do” - Cat, „girls are supposed to smile and be polite” – Kara). W Supergirl Kara “pozwala sobie” na gniew, zaś serial podejmuje kwestię stereotypu, że w momencie gdy kobieta zaczyna krzyczeć lub traci cierpliwość jest postrzegana jako niepoczytalna, nieprofesjonalna a nawet szalona. W Supergirl otwarcie mówi się o gender stereotypes i otwarcie się z nimi walczy. Jak już mówiłam: serial zamienia podtekst w tekst i scenariusz każdego odcinka porusza problemy społeczne. Go, Supergirl.
Powiecie: who
cares? Kobiety to też ludzie, wszyscy o tym wiedzą, blah blah blah. Cóż… chciałabym,
by było to prawdą. Wbrew wszystkiemu to, że „kobieta też człowiek” nie jest
powszechnie wiadome: wyobraźcie sobie reakcję otoczenia, gdy kobieta założy sukienkę i nie ogoli nóg.
Reprezentacja jest niezwykle ważna – popkultura daje nam możliwość przedstawienia problemu szerokiej liczbie odbiorców i zmuszenia ich do pomyślenia nad poruszonym tematem.
Reprezentacja jest niezwykle ważna – popkultura daje nam możliwość przedstawienia problemu szerokiej liczbie odbiorców i zmuszenia ich do pomyślenia nad poruszonym tematem.
Pomimo, że Supergirl daje świetną reprezentację kobiet to,
niestety, postaci męskie wypadają przy nich bardzo słabo. Serial nie zdaje tzw.
„reverse Bechdel test” (if it’s really a thing) i postaci męskie wydają się
istnieć na zasadzie postaci żeńskich w serialach i filmach z głównym
bohaterem-mężczyzną: jako support
głównej bohaterki bez własnych pobudek i własnego życia. Do tego trójkąt miłosny Kara-James Olsen-Lucy Lane wcale nie pomógł scenariuszowi Supergirl ani kreacji postaci nie tylko ze względu na to, że jest to bardzo tani zabieg fabularny ale też ze względu na kompletny brak chemii pomiędzy Karą i Jamesem i wytłumaczenia dla istnienia jakiegokolwiek romantycznego uczucia, poza patrzeniem na siebie maślanymi oczami raz na jakiś czas.
Rozumiem, dlaczego twórcy mogli skonstruować np. postać Jamesa tak, by służył jako eye candy (tak uczynił np. nowy Ghostbusters), aczkolwiek marzy mi się produkcja, która ustawiłaby się ponad to wszystko. No gender stereotypes, dobrze napisane postaci zarówno żeńskie jak i męskie. Warto pamiętać, że feminizm ma doprowadzić do równości płci, nie odwrócenia sytuacji. A girl can dream.
Rozumiem, dlaczego twórcy mogli skonstruować np. postać Jamesa tak, by służył jako eye candy (tak uczynił np. nowy Ghostbusters), aczkolwiek marzy mi się produkcja, która ustawiłaby się ponad to wszystko. No gender stereotypes, dobrze napisane postaci zarówno żeńskie jak i męskie. Warto pamiętać, że feminizm ma doprowadzić do równości płci, nie odwrócenia sytuacji. A girl can dream.
Z nadejściem drugiego sezonu w końcu możemy mieć nadzieję, gdyż do
obsady dołączył Tyler Hoechlin, który radzi sobie świetnie w dobrze napisanej roli Supermana. Supergirl nie boi się ujawniać wad superbohatera ale też przedstawia jak świetnym duo jest Kara i Clark. Do tego w końcu serial przedstawia nam różne odcienie szarości w związku Alex-Kara-Clark czy w sporze pomiędzy J'onnem i Supermanem.
Kamerzysta - w końcu - przestał używać "shaky camera" dla efektu, Kara odnajduje swoją rolę w CatCo, wydaje się, że nawet James przyjmie bardziej ambitną rolę niż love interest... można więc powiedzieć, że sezon drugi zapowiada się obiecująco. Zobaczymy co dalej.
Yuzu out!
Kamerzysta - w końcu - przestał używać "shaky camera" dla efektu, Kara odnajduje swoją rolę w CatCo, wydaje się, że nawet James przyjmie bardziej ambitną rolę niż love interest... można więc powiedzieć, że sezon drugi zapowiada się obiecująco. Zobaczymy co dalej.
Yuzu out!






Komentarze
Prześlij komentarz