I waited 3 years... In Azkaban! Czyli Dragon Age: Inquisition


   O Dragon Age Inquisition wspominałam na moim blogu wiele razy (i jeszcze więcej). Dragon Age studia BioWare to jedna z moich ulubionych gier wszechczasów i choć jej kontynuacja (Dragon Age II) pozostawiła wiele do życzenia (nowa mechanika walki, odmienny kreator postaci, wiecznie powtarzające się lokacje, czy nawet sama fabuła i rozwój wydarzeń doprowadzał fanów do białej gorączki), fani nadal godzinami biegali po Kirkwall jako Hawke, gdyż nawet jeśli wykonanie było słabe - liczył się pomysł i dalsze odkrywanie uniwersum Dragon Age
Trzecia część sławnego tytułu przypomina jak zdolni są developerzy BioWare, ponieważ po niezadowalającym (delikatnie ujmując) tytule potrafili stworzyć perełkę, która okazała się najlepszą częścią trylogii.

   Fabuła Inkwizycji ma miejsce 10 lat po wydarzeniach z poprzedniej części. Magowie i Templariusze, którzy od lat prowadzą wojnę, niszczącą cały świat zebrali się w Haven, by omówić pokój pod okiem Zakonu i Divine Justinii. Konklawe zostało jednak przerwane nagłą eksplozją, która rozdarła niebo na pół, tworząc przejście pomiędzy światem rzeczywistym a Pustką, z której masowo wylewają się demony. Nasz bohater - jedyny ocalały po owej tragedii - budzi się pośrodku ruin bez wspomnień z dziwnym, zielonym znakiem na lewej dłoni, który posiada moc zamykania szczelin do Pustki.
   Zamknięcie Wyłomu - bo tak nazywa się wielka dziura na niebie - nie jest jednak proste. By walczyć z armią demonów potrzeba ludzi, tym bardziej jeśli cały świat jest w stanie wojny, co postanawia wykorzystać The Elder One - główny antagonista Inkwizycji.
Dlatego wraz z lewą i prawą ręką Boskiej - Poszukiwaczką Cassandrą Penthagast oraz Lelianą a.k.a Siostrą Nightingale - zakładasz Inkwizycję - organizację, której głównym celem jest zebranie armii, by przywrócić Thedas pokój, zamknięcie Wyłomu oraz pokonanie Starożytnego. W Dragon Age: Inquisition nie jesteśmy już liderem bandy outsiderów: nasz bohater staje się przywódcą wielkiej armii, podejmuje decyzje na światową skalę, które z postępem fabuły mogą ugryźć go w tyłek (i to całkiem mocno, be prepared), zaś nasi towarzysze to potężni i szanowani wojownicy, gotowi poświęcić się, by uratować świat.

Dlaczego oni wszyscy są tak atrakcyjni?
   Na czym polega Dragon Age: Inquisition? Cóż, jest to gra o ogromnej skali; każdy gracz znajdzie tu coś dla siebie. Za główny cel możemy obrać sobie odkrywanie nowych ziem i wykonywanie questów, jakie oferują. Możemy hasać po górach, zabijając niewinne fenki lub baranki, zbierać elfroot (elfi korzeń), polując na bandytów, Templariuszy, czy smoki (więcej o smokach przeczytacie niżej), jednak nie samym hasaniem i siepaniem przerośniętych jaszczurek wraz ze swoimi niezwykle atrakcyjnymi towarzyszami Inkwizytor żyje. Jakoś musimy przecież prowadzić tę Inkwizycję.
   Od "sterowania" Inkwizycją mamy War Table, przy którym wykonujemy najróżniejsze operacje, wydając rozkazy naszym doradcom. Do każdego zadania możemy użyć siły (wojska), dyplomacji, bądź szpiegów, pamiętając, że każda decyzja ma znaczenie i sposób, w jaki wykonamy operację również się liczy. Poza podejmowaniem istotnych decyzji przy stole wojennym, możemy wcielić się w rolę sędziego, osądzając przestępców w sali tronowej. Kogo wygnać, kogo stracić, kogo wykorzystać? Muszę przyznać, że siadając na tronie Inkwizycji czułam się wyjątkowo powerful i z wrednym uśmiechem decydowałam o losie ludzi, którzy zaszli mi za skórę.

Przepraszam, jeśli zatrzymam się na pół godziny i zacznę podziwiać scenerię.
   Inquisiton jest jedną z najpiękniejszych gier, w jakie grałam. Jeżeli narzekaliśmy na Dragon Age II  w stylu: "mam wrażenie, że już tu byłem" przy eksplorowaniu świata (jeżeli w DAII można mówić o jakiejkolwiek eksploracji) w nowej części nieraz pogubimy się, biegając po lasach, bagnach i miastach, które swoją urodą i unikalnym dla siebie klimatem zapierają dech w piersi. Fallow Mire jest przerażającym bagnem, z którego wyłażą żywe trupy, Hinterlands to urocza, słoneczna kraina, otaczająca miasto i wioskę Redcliffe, gdzie jednak zagnieździli się Bandyci, Magowie i Templariusze, którzy zakłócają spokój mieszkańców. Val Royeaux to wspaniała stolica Orlais - państwa stworzonego na podobę Francji - gdzie rządzi zadufana i okrutna szlachta.
W Inkwizycji nie znajdziecie dwóch identycznych lokacji: krainy są ogromne, każda zaś oferuje masę questów i gwarantuję, że spędzicie długie godziny, badając kolejno ziemie Thedas, z każdą następną rozgrywką odkrywając coś nowego.



Witamy w Hinterlands, spędzisz tu resztę swojego życia.
   Pierwszą lokacją, jaką poznajemy w Inquisition są Hinterlands (Zaziemie). Ten kawałek Fereldenu już na samym początku gry pokazuje nam, jak wielka jest mapa w nowym Dragon Age i ile czasu zajmie nam jej poznawanie. Każdy, kto zaczyna Inquisition ma wrażenie, że nigdy z Hinterlands nie wyjdzie - ta kraina się po prostu nie kończy. 50 questów, 100 questów... a to dopiero pierwsza lokacja! Ja chcę grać dalej! Spokojnie, Zaziemie nigdzie nie ucieknie, jeśli chcemy kontynuować podążanie main questami i wrócić do krainy później.
   Inkwizycja nie posiada otwartego świata typu Skyrim (tak zapowiadali developerzy) lecz liczbę ogromnych lokacji w Fereldenie i Orlais i będziemy musieli naprawdę się postarać, by je wszystkie odkryć w stu procentach. 

Location, location, location... exploration.
   Fortece do zajęcia, jaskinie i starożytne ruiny do zbadania... eksploracja staje istotnym elementem nowego tworu BioWare. Poboczne questy nie nudzą i przede wszystkim nie wydają się fillerami. Owszem, na początku dostajemy questy typu "potrzeba nam mięsa (baraniny), zabij więc dziesięć rogaczy" lecz są one niezbędne, by pozwolić nam oswoić się z grą (oraz - w tym wypadku - craftowaniem, gdyż z baraniej skóry tworzymy zbroje). Ja osobiście uwielbiam odkrywać krainy Thedas i zajmuje mi to długie godziny. Mój drugi playthrough będzie miał 100% wykonanych questów (taki jest mój cel) i powiem szczerze, że świetnie się bawię, odkrywając nowe wpisy do kodeksu i wykonując nowe zadania poboczne, które pozwalają nam poznać rzeczywistość przestawioną w Inkwizycji

Prawdziwa zabawa zaczyna się po 15 godzinach.
   Czułam, że warto zaznaczyć tę cechę Inkwizycji. Rozpoczynając moją zabawę z nową grą BioWare (oczywiście z wielkimi oczekiwaniami i jeszcze większą ekscytacją) z początku byłam nieco zawiedziona: wszystko ładnie, pięknie, tylko... nudno trochę. Grałam jednak dalej i to radzę wszystkim, którzy nie są pewni swojej sympatii do DA:I. Musicie być cierpliwi. Inkwizycja rozwija się powoli, jednak 15 godzin gry to taki wyznacznik pewnego momentu w fabule (albo raczej jej początku), który wciąga w wir gry sprawiając, że nie można się oderwać.
   Przeciętna rozgrywka Dragon Age: Inquisition ma od 80 do 100 godzin. Jeżeli przechodzimy grę w 100%, zabawa zajmie nam nawet 120-140 godzin. Jest to największa gra, jaką Bioware kiedykolwiek stworzyło, dlatego powolne rozwinięcie akcji jest w pewnym sensie usprawiedliwione.


Dragon Age i smoki
   W Dragon Age nigdy nie występowało wiele smoków, więc gdy je pokonujemy mamy wrażenie, że doszliśmy już do pewnego końcowego momentu - dalej nie zajdziemy, nie ma potężniejszego bossa. Jednak po pokonaniu pierwszej ziejącej ogniem kreatury w nowym Dragon Age w rogu ekranu pojawia się informacja: Dragons slayed: 1 out of 10. Witamy w Inkwizycji :) Smoki to jedne z najtrudniejszych do pokonania stworzeń w całej grze. Mnie każda bitwa z wielką, latającą jaszczurką zajęła co najmniej 40 minut, zabrała wszystkie mikstury i wymagała mnóstwo kombinowania. Warto wspomnieć, że każdy smok jest inny, posiada różne "właściwości" (na co jest wrażliwy i jakich ataków używa). Mamy oczywiście te klasyczne: ziejące ogniem i wrażliwe na zimno, jednak poza tym spotykamy smoki, używające błyskawic oraz wyverny (śnieżne i "zwykłe").
Mała rada: na polowanie na smoki polecam zabrać ze sobą Iron Bulla. Okrucieństwem byłoby odebrać mu tę przyjemność.
Mały off-topic: wiele osób narzeka na to, że gra zwie się Dragon Age, zaś w każdej części smoki można policzyć na palcach jednej ręki. Otóż "dragon age" to nazwa obecnej ery w Thedas (świat, w którym ma miejsce akcja DA), która otrzymała swe imię przez to, iż w poprzedniej erze było mnóstwo smoków. Te latające kreatury były jak plaga i łowcy smoków, tacy jak rodzina Pentaghastów mieli ręce pełne roboty. Z nadejściem "nowej" ery smoki wyginęły lecz dlatego właśnie została nazwana erą smoków. Ba dum tss, jestem dragonejdżowym nerdem.

   W miarę upływu czasu nasza rola jako Inkwizytora zaczyna nabierać znaczenia; im więcej władzy zdobywamy, tym nasze wybory są istotniejsze. Po kilkudziesięciu godzinach rozglądamy się dookoła i zauważamy, że nasz wpływ na otaczający świat rzeczywiście jest widoczny, co daje naprawdę sporą satysfakcję, ponieważ wybór nabiera nowego znaczenia. Wszystkie poprzednie gry BioWare krzyczały, iż wybór ma znaczenie, "masz wpływ na otaczający cię świat"! Cóż, zagrajcie w Inkwizycję a zobaczycie, jaki wpływ na rozgrywkę może mieć gracz.

Solas dokumentuje swoją podróż po Thedas przy pomocy selfies.

What do you mean: there's no applause?!
   Jak w każdej grze BioWare: najsilniejszym aspektem Dragon Age są postaci. Grupa pisarzy pod przywództwem Davida Gaidera spisała się znakomicie, tworząc niezwykle realistyczne i zarazem wyraziste postaci. Przez sto godzin poznajemy, zaprzyjaźniamy się, romansujemy i tworzymy więzi z towarzyszami, do których naprawdę można się przywiązać. W Inkwizycji poznajemy nowe osoby ale też towarzyszy nam parę znanych twarzy: Leliana, Cassandra, czy Varric Tethras. Od wydarzeń poprzednich części minęło jednak trochę czasu i sporo się wydarzyło, nasi przyjaciele więc nie pozostali tacy sami po okrucieństwie wojny.
Właśnie to czyni postaci Dragon Age realistycznymi: nie mamy broszurowych osobowości. Dorian nie jest najlepszym przyjacielem-gejem, Sera "typową" lesbijką, nienawidzącą mężczyzn, Solas elfim mędrcem, czy Bull podręcznikowym Qunari, nawracającym wszystkich dookoła na Qun. Każda z postaci reaguje różnie na różne sytuacje lecz nadal pozostają sobą. Nawet jeśli nie lubimy jakiejś postaci to czasem przyznamy jej rację, uznamy, że ma prawo zachować się w taki a nie inny sposób. Ja nie zgadzam się do końca z Vivienne lecz szanuję ją i rozumiem jej tok myślenia. Nie hejtuję, bo nie mam powodu: żadnemu z bohaterów nie możemy zarzucić nierealnych cech, nie ma więc czego hejtować
   Chciałabym poruszyć bardzo kontrowersyjny temat odnośnie jednego z bohaterów Inkwizycji, mianowicie Doriana Pavusa. Nie bójcie się, postaram się nie rozpisywać za mocno. Otóż, Dorian został ogłoszony pierwszym otwarcie homoseksualnym bohaterem gry komputerowej (bądź gry BioWare, nie pamiętam). No więc... WRONG. 
1) Dorian został sprowadzony jedynie do bycia gejem, w tej postaci jest zaś o tyle więcej, niż jej orientacja seksualna! Owszem, Dorian ma niesamowite backstory, bowiem jest świetnie napisany, jest jedną z moich ulubionych postaci Inkwizycji i zmaga się problemami, które są dobrze znane w naszej rzeczywistości, przez co utożsamiamy się z nim i czyni to maga bardziej realnym ale też bardziej się do niego przywiązujemy.
2) Co ze Steve'm Cortez'em, pilotem w Mass Effect 3? Co z Ellie z The Last of Us? Nagle te postaci nie istnieją? Przecież identyczne kontrowersje wzbudzał właśnie Cortez, bądź romansowany Alenko, czy Fenris/Anders/Zevran w Dragon Age, choć oni byli biseksualni, bądź bardziej "playersexual".
3) Completnie off topic, aczkolwiek warto wspomnieć, że w Inkwizycji zostały uwzględnione również postaci transseksualne i biseksualne. Wcale nie jest to najistotniejsza cecha gry, jednak cieszę się, że w grach powoli uwzględnia się reprezentantów różnych orientacji. Może niektórym wyda się to trywialne i zbędne, jest jednak zupełnie odwrotnie, gdyż odpowiednia reprezentacja "nawet w grze" jest potrzebna. To tyle. Nie rozwodzę się nad tym dlaczego owa reprezentacja jest potrzebna, bowiem nie ma tu na to miejsca. Warto się jednak nad tym zastanowić.


   Nie samym Dorianem człowiek żyje, jednak jest to postać naprawdę genialna. Pewny siebie mag z Tevinteru z podkręconym wąsem, zawsze modnie ubrany i uczesany, posiadający pierwszorzędne poczucie humoru... w tyle nie pozostają jednak Solas, Varric, bądź Iron Bull. Solas jest elfim apostatą, posiadającym sporą wiedzę o demonach i Pustce. Byłam przekonana, iż mag okaże się nudnym, elfim mędrcem w pidżamie lecz Solas jest kompletnie inny, niż oczekiwano. Elf jest przezabawny, nie obce mu imprezy, bądź seks, jest genialny w odgryzaniu się innym towarzyszom. Bull to nietypowy najemnik Qunari, sypiający ze wszystkim, co się rusza. Nie możemy jednak sprowadzić go do tych dwóch cech, gdyż jest kimś o wiele więcej. 
Każda z postaci ma "drugie, głębsze dno", każdą z nich ukształtowała przeszłość, którą poznajemy w miarę postępu fabuły i uzyskiwania od nich aprobaty. Mogłabym pisać o każdym z towarzyszów po kolei: ich problematyce, osobowości i moich zachwytach nad nimi, jednak obawiam się, iż ten wpis stałby się dłuższy o dwie strony... i tak przeraża mnie jego długość, a końca nie widać! Mam nadzieję, że zwięzły opis dał wam pewien przedsmak, bądź nadzieję na genialne postaci, które poznacie, gdy sami zagracie w Dragon Age: Inquisition.
   Charakteru każdej postaci nadają voice actors, którzy odwalili kawał dobrej roboty, zwłaszcza James Norton, który powinien dostać jakąś nagrodę za rolę Cole'a, Freddie Prinze Jr. (Iron Bull), czy Gareth David-Lloyd (Solas). Miło usłyszeć również kochanego Varrica (Brian Bloom), czy Claudię Black (Morrigan), której syn również pojawił się w obsadzie (Dragon Age zamienia się w rodzinny projekt). 
   Jak w poprzednich częściach każdy towarzysz ma własne questy, które pozwalają uzyskać jego aprobatę (bądź pogardę). System aprobaty jest jednak trochę inny niż wcześniej i nie polega na dodawaniu, bądź odejmowaniu punktów. W Inkwizycji jest to bardziej intuicyjne i - moim zdaniem - wygodniejsze.




   Widok taktyczny pozwala na wiele lecz z początku jest dość irytujący. Zajęło mi chyba 10 godzin, by całkowicie się z nim oswoić, ponieważ gdy zaczynałam poznawać Inkwizycję, walka zajmowała naprawdę długie minuty, jednak gdy zapoznamy się już z jej mechaniką gra staje się naprawdę przyjemna. Po raz pierwszy możemy wykorzystywać przewagę taktyczną, jak np. ustawienie łuczników na wzniesieniu, łotrzyka za wrogiem, bądź wojownika w przejściu, by utrzymywał pozycję, uniemożliwiając ominięcie go w celu przykładowo: zaatakowania maga.
Poza przyjemną mechaniką, którą można wykorzystać dla własnej przewagi, niezwykłe efekty każdego z zaklęć czynią walkę piękną i jeszcze bardziej ekscytującą. W Inkwizycji połączono najlepsze apekty walki z pierwszej i drugiej części Dragon Age: taktykę Origins oraz prędkość (choć opanowaną) i styl jej kontynuacji.

   Największy minus DA:I to główny wątek fabularny. Jak już wspomniałam wcześniej: musimy się trochę namęczyć, by gra się rozwinęła lecz nawet po tym rozwój wydarzeń nieco zawodzi. Jest to bezspoilerowy wpis, dlatego nie będę nikomu psuć zabawy, jednak przed premierą Inkwizycji niecierpliwie wyczekiwałam poznania nowego antagonisty: wielkiego, złego Elder One, z własnymi spekulacjami kim ów Starożytny może być. Powiem szczerze, że zawiodłam się nieco, tym bardziej na zakończeniu (ostatnim starciu), które wcale nie było wyzwaniem. Ostatnia scena zaś wryła mnie w fotel (dziękuję, BioWare za stany przedzawałowe, jakie u mnie wywołaliście, jesteście niezastąpieni) i do dziś mam po niej traumę.



   Oczywiście Inkwizycja ma swoją masę bug'ów, które irytują graczy, bądź po prostu wywołują u nich śmiech. Moim ulubionym bug'iem zostają biegające spodnie (należące do któregoś z towarzyszy, którego ciała nie widzimy, jego spodnie jednak poruszają się w tle). Największym bug'iem jest zmniejszanie ilości banter'u (rozmów pomiędzy towarzyszami - w które czasem możemy się wtrącić - w trakcie eksploracji). Voice aktorzy nagrali setki godzin banter'u, więc odbiera to 100% radość z gry (towarzysze prawie nie powinni się zamykać), jednak developerzy już pracują nad łatką. Są sposoby na zminimalizowanie problemu, wystarczy włączyć wujka Google :)
   Wbrew powszechnej opinii Inkwizycja nie potrzebuje najnowszego i najlepszego sprzętu, by chodzić płynnie i dodatkowo wizualnie zaskakiwać. Ja grałam na moim ukochanym laptopie (który ma 1,5 roku) z kartą Nvidia GeForce 730, 8GB ramu i 4-rdzeniowym procesorem i grałam na wysokich teksturach. Cała reszta - ku płynności walki - była na średnich ustawieniach, jednak wizualnie nie mogę nic zarzucić. Jedyne, co rzeczywiście irytuje na średnich ustawieniach to świecące włosy i "oczojebne" brody, które czynią rozmowę z Blackwallem niemożliwą z obawy o utratę wzroku, jednak wystarczy ustawić 3D meshes na "high" i świecące włosy znikają. Alleluja!




   Powinnam napisać również coś o muzyce skomponowanej przez Trevora Morrisa. Jeśli czytaliście poprzednie wpisy o Inkwizycji to wiecie, że ubolewałam nad zmianą kompozytora (Inon Zur był niezastąpiony), jednak Morris poradził sobie nieźle. Główny motyw Inkwizycji jest niezwykły i klimatyczny, cały soundtrack zawiera również takie perełki jak motyw Val Royeaux, Orlais, czy The dawn will come. Reszta utworów jest - niestety - jedynie adekwatna do klimatu, nic więcej powiedzieć nie mogę. Inkwizycja znacznie różni się od poprzednich tytułów, co równa się nowemu klimatowi gry, jednak nie zapiera tchu tak, jak kompozycje Inon'a Zur.

   Przyznaję, że miałam świra na punkcie tej gry jeszcze przed jej premierą. Byłam na bieżąco z każdym newsem, obejrzałam wszystkie streamy developerów, również obserwuję ich na twitterze. Do czego zmierzam? Cóż, miałam naprawdę spore jeśli chodzi o Dragon Age: Inkwizycję i po spędzeniu z nią dwóch tygodni nie jestem zawiedziona. Inquisition to najlepsza część Dragon Age, choć przynaję to ze swoistym bólem serca, gdyż Origins zawsze było moją ulubioną pozycją. Owszem, gra ma parę minusów, które zawodzą (głównie ta nieszczęsna fabuła i antagonista, którego zapominamy po pięciu minutach) lecz niewymuszone plot twisty (nieraz musiałam zrobić sobie przerwę, bo moja szczęka wylądowała piętro niżej) i dobry scenariusz (okazuje się, że ostatecznie wszystko jest logicznie połączone, co robi wrażenie) tworzą grę fantastyczną, do której na pewno będę powracać wiele razy, nawet jeśli łamie mi serce (plot twist'y, nie rozgrywka ). W końcu Gotye powiedział: You can get addicted to certain kind of sadness (patrz: Mass Effect, Dragon Age ;)

   Dragon Age: Inquisition to zdecydowanie najlepsza gra roku oraz najlepszy tytuł BioWare od pierwszej części Mass Effect i Dragon Age: Origins. Po stu godzinach zabawy trafia do moich ulubionych pozycji, do których będę powracać wiele razy z taką samą ekscytacją. Teraz powracam jednak do rozgrywki drugą postacią. Czekam, aż Inkwizycja mi się znudzi, na razie jednak się na to nie zapowiada.


A tak cieszyłam się po odebraniu gry z Empiku :)

Komentarze

Popularne posty