Serialkon 2015, czyli jak odpowiednio spędzić weekend w Krakowie


   Jeżeli siedzicie w popkulturalnym środowisku wystarczająco długo na pewno słyszeliście o Serialkonie. Jest to - jak sama nazwa wskazuje - konwent przeznaczony dla fanów seriali telewizyjnych. Serialkon odbył się "już" po raz drugi, zaś ja miałam okazję odwiedzić Kraków oraz jego Bibliotekę Publiczną po raz pierwszy. 
   Serialkon w niczym nie przypomina fantastycznych i mangowych konwentów na których bywałam całe moje życie. Przede wszystkim średnia wieku wynosiła tu mniej-więcej 20-24 lata (nie czternaście), co jednak nie czyni Serialkonu niesamowicie poważnym. Oj nie, jeżeli chodzi o humor to jego na prelekcjach nie zabrakło!
Większość uczestników po prostu zawodowo zajmuje się badaniem popkultury, co postawiło prelekcje na trochę innym poziomie niż na "zwykłych" konwentach, chyba że są to konwenty dla wyspecjalizowanych odbiorców.

Śniadanie ze zniżką w Piekarni i Kawiarni "Lajkonik" ;)

   Na samym początku chciałam zwrócić uwagę na cudowną lokalizację Serialkonu. Cała impreza miała bowiem miejsce w dwóch budynkach Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Krakowie (w samej Bibliotece oraz Artetece), położonej od siebie odległością zaledwie paru kroków. Owszem, byłoby cudnie gdyby cały konwent mógł mieścić się w jednym budynku (preferowanie w Artetece z cudownym klimatem, sporą ilością miejsca, nowoczesnym sprzętem i kawiarnią w piwnicy!) ale coś mi mówi, że jest trochę za mała, by pomieścić taką liczbę osób. Poza tym, kawiarnia w Bibliotece oferowała cudowną dyniową latte - wiecie, taką co rzeczywiście smakuje dynią a nie syropem dyniowym, fu (tak, jestem kawowym smakoszem, sue me). I mean, Arteteka ma pufy. Do siedzenia. Kolorowe. I'm gameDo tego Biblioteka jest położona 10 minut spacerkiem od serca Krakowskiej Starówki, więc jeżeli nocowaliście w hostelu w tamtych okolicach to mieliście szczęście. 
Właśnie: ważny aspekt Serialkonu? Nie ma noclegu. Przyznam, że nie mogłam narzekać, gdyż udało mi się znaleźć naprawdę uroczy pokój w hostelu za który może zapłaciłam więcej niż zapłaciłabym za konwent (Serialkon jest bezpłatny! Możecie w to uwierzyć? Brzmię jakbym robiła reklamę, powinni mi za to płacić) ale było warto. Dostałam w końcu wi-fi i prysznic. 

   Zacznijmy jednak od początku. O godzinie 11:00 pod Arteteką stała już urocza, mała kolejka (wydaje mi się, że stał za mną nawet Zwierz Popkulturalny i byłam pod wrażeniem, że potrafię go rozpoznać po głosie) i właściwie z akredytacją poszło bardzo łatwo. Dostałam program, identyfikator i pełno ulotek. Najwyraźniej jednak helperzy rozdawali "upominki" wybiórczo, gdyż osoba z którą byłam dostała czasopismo CD-Action za 16 zł (!) a ja nie (zostanie mi trauma do końca życia). A tak na poważnie: po prostu ciekawi mnie w jaki sposób wybierano special people, którym podarować fajne rzeczy czy robiono to kompletnie randomowo? Moving on



   Chyba pierwszą rzeczą jaką zrobiłyśmy z moją towarzyszką to bieg do stanowisk z geekowymi gadżetami, koszulkami i grami planszowymi. Niestety, tu pojawia się jedna z niewielu wad Serialkonu: mało stanowisk. "Sklepów" było w sumie... osiem? Nie jestem do końca pewna, mogę się mylić w niewielkim stopniu. Wszystkie również były w podobnych pulach cenowych (od drogich do bardzo drogich przedmiotów). Skończyłam nie kupując niczego, choć koszulka "Don't ask my favourite character just died" bardzo mnie kusiła. 
W pewnym momencie wystawiono komiksy, co trochę poprawiło mi humor aczkolwiek ostatecznie mój portfel nie schudł. That should be a good thing, right?


   

   Po tegorocznym konwencie widać, że celem organizatorów jest ekspansja - bądź raczej rozsławienie - konwentu na inne kraje, ponieważ wiele prelekcji prowadzonych było w języku angielskim i wielu zaproszonych gości było anglojęzycznych. Nie wiem, czy moja opinia jest mało popularna, aczkolwiek moim zdaniem jest to bardzo dobra rzecz. Dzięki temu mogliśmy wysłuchać świetnej prelekcji Rowan Ellis Stereotypes and Subversion: Queer characters on TV, bądź wcześniejszą debatę TV characters and the importance of representation. Cóż począć, musiałam być na każdym panelu związanym z feminizmem i gender - to zboczenie zawodowe. 


Kiepskie zdjęcie z Myszowej prelekcji (mr Chandler w sweterku!!!)

   Na bloku anglojęzycznym odbyła się też cudna prelekcja zestresowanej Myszy (autorki bloga MyszaMovie), która do samego końca pozostała moją ulubioną i najlepszą pod względem research'u i pun'ów! ;) 
   Prelekcja Inność w czasach apokalipsy. Rasizm, otherness i feminizm w serialu The Walking Dead trochę mnie zagotowała. Trzeba przyznać, że na wszystkie issues Walking Dead nie było czasu ale prowadzący radził sobie świetnie do momentu, w którym stwierdził, że Michonne nie jest kobieca i twórcy sprowadzili ją do roli "babochłopa" dlatego, że nie ma dziecka, nie uprawia seksu i nie miała kontaktu romantycznego z żadnym z bohaterów. Taki pogląd idealnie przedstawia to, co jest n i e  t a k  z pojęciem kobiecości. 
1. Twórcy i tak wcześniej "dali jej dziecko".
2. ...czy to, że Michonne nie uprawia seksu i nie biega w obcisłych koszulkach sprawia, że nie jest kobietą? Michonne is a goddess!
3. "Michonne nie jest prawdziwą kobietą, bo nie nosi staników, krótkich spódniczek, nie ma dziecka, nie uprawia seksu i nosi dredy/koraliki we włosach" (actual quote). Czyli nie jest "prawdziwą kobietą", bo nie jest sprowadzana jedynie do obiektu pożądania? Swoją drogą to chciałabym wiedzieć, kim jest "prawdziwa kobieta". Rozumiem, że jest zrobiona z prawdziwego estrogenu, nie tego fałszywego, podrabianego? ;)
Może nie zdenerwowałoby mnie to tak bardzo, gdyby prowadzący pięć minut wcześniej nie opowiadał o tym jak bardzo seksualizowana jest Espinoza, ponieważ nosi bez przerwy krótkie spodenki i podwinięty obcisły top. What is right, then?
Plus: jeśli mówimy o tym, że gender jest zły, to nie używamy sentencji (cytowane dosłownie): Glenn stał się lepszą postacią - bardziej męską
Chcę się trochę wytłumaczyć, że nie chodzi mi o zniesławienie prelektanta, bo wdałam się z nim w dyskusję na prelekcji i okazał się niezwykle sympatyczny, po prostu gender to swoisty temat przewodni mojej kariery (jestem na drodze do zostania antropologiem specjalizującym się w feminizmie/gender studies), więc lubię, gdy ktoś robi dobry research do swojej prelekcji (patrz: MyszaMovie).
   Muszę powiedzieć, że miałam też problem z debatą Filmy vs Seriale  - zacieranie granic pomiędzy gatunkami i obecnością na niej osoby (bez wymiany nazwisk, nie chcę, by było niemiło), która clearly seriali nie ogląda i nie interesuje się nimi w takim stopniu jak pozostali debatowicze. Z sali wyszłam przedwcześnie dosyć zawiedziona.
   Wiele osób odwiedziło też panel dyskusyjny o wzorcach męskości w serialach, aczkolwiek uczestniczki większość czasu spędziły na dyskutowaniu o kobiecych bohaterkach seriali - nie o mężczyznach. Chociaż przyznam, że dyskusja o wpływie kobiet z Orange is the new black na mężczyzn była rzeczywiście ciekawa i pomimo "lekkiego" odejścia od tematu uważnie słuchałam uczestniczek.


Cudna kawa z Columbus Coffee, którą polecam każdemu. Znalazłam ich knajpkę w Warszawie i robią tak samo dobre pumpkin spice latte <3

   Na koniec chciałabym jeszcze wspomnieć o małej technicznej uwadze, mianowicie mam wrażenie, że 10 minut przerwy pomiędzy prelekcjami to za mało. Można się wyrobić jeśli biegniesz (ale nie myśl o pójściu do toalety i dojściu do drugiego budynku) ale uważam, że 15 minut byłoby idealne, dodatkowo prelektanci mieliby więcej czasu na przygotowanie i wszyscy byliby szczęśliwi! 
   Podsumowując: na Serialkonie bawiłam się świetnie. Jedynym minusem całego konwentu była mała ilość stanowisk do wydawania pieniędzy, co oczywiście można przeżyć i nie jest wcale dużym minusem. Brak noclegu może odrzucać, aczkolwiek wstęp jest darmowy, więc wynajęcie pokoju w hoteliku kosztuje prawdopodobnie niewiele więcej niż wstęp na każdy inny konwent.
Serialkon jest konwentem, który bardzo przypomina serialową konferencję naukową, ponadto cechują go cudna atmosfera, sympatyczni ludzie, którzy interesują się tym samym co Ty... czego chcieć więcej? Ach - dodatkowego dnia! Let's go crazy i zróbmy z tego konwent na cały weekend. 

PS. Stwierdziłam, że opanuję się przed wymienianiem i opisywaniem wszystkich paneli, które odwiedziłam, ponieważ ta notka nie miałaby końca. Ograniczyłam się do tych, które zrobiły na mnie największe wrażenie.

PPS. Relacja baaardzo spóźniona. Zrzucam to na szał przedświąteczny (który u mnie zaczął się właśnie w listopadzie, ponieważ postanowiłam kupować prezenty nieco wcześniej) oraz szał grania w gry komputerowe, który napadł mnie w ostatnich tygodniach. Chyba nawet pojawią się ich recenzje jak tylko zbiorę myśli (nadal płaczę po Grze o Tron i zastanawiam się co myśleć o Life is Strange). 

Komentarze

  1. Hej :) Fajna relacja. Chciałabym wyjaśnić parę rzeczy:
    - pakiety dostawali ci "ważniejsi" czyli zaproszeni goście, prelegenci, media itp, jeżeli były rozdawane "zwykłym" uczestnikom, to tylko na początku (kto pierwszy ten lepszy) i mogłaś podejść do stanowiska na którym akurat brakło
    - wystawców tylko kilku bo zwyczajnie nie było miejsca na więcej
    - dłuższa przerwa jest dobrą propozycją, ale wtedy sypie się cały układ - punkty programu zaczynają się o pełnych godzinach, które łatwo zapamiętać, gdyby zrobić przerwę 15/20 min , te godziny zaczęły by się przesuwać i nastałby chaos :), poza tym wtedy prelekcji byłoby o 1/2 mniej
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty