„They say everyone is born a hero”, czyli Marvels Jessica Jones.
Dobrze ale o czym jest ta Jessica Jones o której wszyscy mówią? Jeżeli nie wiecie - oto krótka wersja: serial bazowany jest na komiksie Marvela pt. Alias, który opowiada o Jessice Jones - nadnaturalnie silnej prywatnej detektyw, żyjącej w Nowym Jorku post-Avengers time. Jessica przechodzi PTSD po okresie, w którym była pod kontrolą Kilgrave'a - mężczyzny, który potrafi skłaniać ludzi do robienia czego tylko zapragnie poprzez... powiedzenie tego na głos. Jeśli chcecie wiedzieć więcej to zapraszam to lektury.
Należy powiedzieć, że Jessica Jones jest chyba najmroczniejszym serialem Netflixa. Na pewno przebija w tym wszystkie produkcje Marvela. Dlaczego? Otóż bohaterka nie walczy ze złem, które dręczy cały Nowy Jork (jak to było w przypadku większości filmów/komiksów marvelowskich) lecz z tym w środku niej. Jessica Jones porusza tematykę mroku naszych osobowości, co czyni serial bardzo osobistym, personalnym. Nie chodzi tu o obronę całego świata przed Wielkim Złem tylko o obronę siebie przed... sobą. Dlatego Jessica Jones przeraziła mnie bardziej niż np. Daredevil, bo mówi o mroku w środku nas ale też o utracie kontroli nad samym sobą, co jest czasem jedyną rzeczą, którą posiadamy. Kilgrave potrafi odebrać tę kontrolę. That's scary.
Poza tym, Jessica Jones porusza ważne psychologiczne tematy, np. gwałt. Someone finally said it: nieważne jakie są okoliczności, jeżeli ktoś mówi "nie" - jest to gwałt. Od samego początku domyślamy się, że Kilgrave nie naruszył tylko psychiki głównej bohaterki lecz przez pierwsze... 4 odcinki (?) nikt nie mówi tego otwarcie. Poza tym serial przedstawia również problem znęcania się nad dzieckiem, przemocy domowej, PTSD... krótko mówiąc: Jessica Jones nie jest lekką produkcją.
"People can change, Jessie,"
"It doesn’t make the bad shit you did go away"
Jessica jest cool; robi to, co chce i robi to dobrze. Jessica jest prywatnym detektywem, Jessica uprawia dobry seks z przystojnymi "nieznajomymi", Jessica nie przejmuje się zdaniem innych, Jessica jest supersilna zarówno fizycznie jak i psy... stop.
Jessica ma mroczną przeszłość. Jej rodzina zginęła w wypadku samochodowym, wychowywała się w patologicznym domu i do tego spędziła miesiące pod kontrolą socjopaty-mordercy. Jessica is not okay. But Jessica doesn't care - i to właśnie uwielbiam i podziwiam w tej postaci. Przed byciem poprawną, szanowaną, seksowną czy cool - Jessica po prostu jest sobą.
Krysten Ritter miała nie lada wyzwanie aktorskie, odgrywając postać tytułową. Jej postać jest twarzą (i tytułem, he he he*) serialu ale poza tym ma do wykonania trudne zadanie: pokazać emocjonalną burzę Jessiki, bowiem bohaterka to nie tylko twarda PI, wyrzucającą przez drzwi (dosłownie) gwałtownego męża zdradzanego przez żonę - Jessica to osoba straumatyzowana, przechodząca przez PTSD. Chociaż sama na początku nie uważa się za ofiarę - można powiedzieć nawet, że usiłuje walczyć z tym wizerunkiem, nie chce pojmować siebie jako "tej słabej", odcina się od tego co uczynił jej Kilgrave i wraz z postępowaniem wydarzeń powoli akceptuje traumę wyrządzoną przez antagonistę.
Jessica ma mroczną przeszłość. Jej rodzina zginęła w wypadku samochodowym, wychowywała się w patologicznym domu i do tego spędziła miesiące pod kontrolą socjopaty-mordercy. Jessica is not okay. But Jessica doesn't care - i to właśnie uwielbiam i podziwiam w tej postaci. Przed byciem poprawną, szanowaną, seksowną czy cool - Jessica po prostu jest sobą.
Krysten Ritter miała nie lada wyzwanie aktorskie, odgrywając postać tytułową. Jej postać jest twarzą (i tytułem, he he he*) serialu ale poza tym ma do wykonania trudne zadanie: pokazać emocjonalną burzę Jessiki, bowiem bohaterka to nie tylko twarda PI, wyrzucającą przez drzwi (dosłownie) gwałtownego męża zdradzanego przez żonę - Jessica to osoba straumatyzowana, przechodząca przez PTSD. Chociaż sama na początku nie uważa się za ofiarę - można powiedzieć nawet, że usiłuje walczyć z tym wizerunkiem, nie chce pojmować siebie jako "tej słabej", odcina się od tego co uczynił jej Kilgrave i wraz z postępowaniem wydarzeń powoli akceptuje traumę wyrządzoną przez antagonistę.
* I AM SO SORRY FOR MY BAD JOKES
Dobry villain nie jest zły
Moja psychika czuje się niezwykle zmanipulowana, aczkolwiek nie mogłam powstrzymać głębokich i gwałtownych uczuć do Kilgrave'a. Na początku myślałam, że to wina doboru aktora - I mean, David Tennant? Really? To jest możliwie najlepszy i najgorszy wybór w historii castingów. Tennant jest świetnym aktorem - udowodnił to wiele razy, chociażby swoim występem w Broadchurch czy Escape Artist i choć udowadnia wciąż i wciąż, że jest w stanie - i to bardzo dobrze - zagrać antagonistów to moje skojarzenia z nim zawsze będą pozytywne. Może dlatego właśnie od samego początku czułam sympatię do Kilgrave'a? A może po prostu Tennant tak świetnie sportretował potencjalnie złego do szpiku kości, aczkolwiek jednak ludzkiego antagonistę i od początku chodziło mu o to, byśmy walczyli ze sobą, zgadzając się z nim na przemian z potępianiem jego czynów? Ostatecznie odnalazłam wywiad z Melissą Rosenberg - scenarzystką Jessiki Jones - który uspokoił moje zmanipulowane myśli: I didn't want someone who was unlikable. I wanted someone who was delicious. Like Anthony Hopkins in "Silence of the Lambs." You want someone you can really sink your teeth into and love to hate.
I damn, jeżeli to nie opisuje moich uczuć do Kilgrave'a.
Poza tym Daredevil również pokazał nam, że antagonista jest przede wszystkim człowiekiem, kierują nim jakieś pobudki i ma powód dla bycia złym (cool motive, still murder? Ale o ileż ten cool motive czyni postać bogatszą!) i nie wszystkie jego działania są przesiąknięte złem.
I'm a slut for well-written antagonists, okay?
Trzeba przyznać że fakt, iż Kilgrave jest tak likeable czyni go jednym z najmroczniejszych antagonistów marvelowskiego uniwersum. Come on, jest osobą, która nie widzi różnicy między miłością a gwałtem - nie możemy tego usprawiedliwić. Poza tym to, że Kilgrave budzi sympatię a zarazem jest ucieleśnieniem abuse niezwykle mnie przeraża.
I damn, jeżeli to nie opisuje moich uczuć do Kilgrave'a.
Poza tym Daredevil również pokazał nam, że antagonista jest przede wszystkim człowiekiem, kierują nim jakieś pobudki i ma powód dla bycia złym (cool motive, still murder? Ale o ileż ten cool motive czyni postać bogatszą!) i nie wszystkie jego działania są przesiąknięte złem.
I'm a slut for well-written antagonists, okay?
![]() |
| (He looks so offended in this picture) |
Trzeba przyznać że fakt, iż Kilgrave jest tak likeable czyni go jednym z najmroczniejszych antagonistów marvelowskiego uniwersum. Come on, jest osobą, która nie widzi różnicy między miłością a gwałtem - nie możemy tego usprawiedliwić. Poza tym to, że Kilgrave budzi sympatię a zarazem jest ucieleśnieniem abuse niezwykle mnie przeraża.
Chciałabym wspomnieć jednak o pewnego rodzaju tragizmie w postaci Kilgrave'a. Mężczyzna nigdy nie będzie wiedział, czy ktoś rzeczywiście darzy go uczuciem, czy to wynik jego "talentu". Zawsze będzie się zastanawiał czy ktoś pomógł mu w trudnej chwili z czystej sympatii. Kilgrave również wspomina o tej niepewności, którą jest przepełniony całe życie i jest to moment, w którym mu współczujemy. Krótki moment.
[Jiggery-spoilery] Po obejrzeniu całego serialu obawiam się, że pozostaje jedno pytanie, które należy zadać: gdzie jest backstory antagonisty? Dobrze, wiemy, że Kilgrave był torturowany przez swoich rodziców-naukowców lecz nie wiemy, co robił po tym, gdy został przez nich opuszczony. Oczywiście jeżeli ktoś czytał komiks i kojarzy pana zwanego "Purple Man'em" to wie, kim jest i zna jego historię, aczkolwiek serial nawet nie próbuje dotykać przeszłości Kilgrave'a. [/Jiggery-spoilery]
...no właśnie! Obsada Jessiki Jones nie kończy się w końcu na Ritter i Tennancie. Jak mają się więc postaci drugoplanowe?
W rolę gender-bent Jeryna Hogartha wciela się Carrie-Anne Moss. Hogarth jest najlepszą prawniczką w mieście (Jessica nazywa ją "rekinem" prawa), zatrudniającą Jessicę, by odnajdywała prywatne brudy klientów. Przyznam szczerze, że spodobał mi się pomysł zmiany płci Jeryna, gdyż Netflix pokazał, że jednak można zepchnąć na bok heteronormatywność sytuacji rozwodowej ze zdradzającym partnerem w tle - na tym bowiem polega historia Hogarth.
Moss idealnie nadaje się na zimną, bezduszną panią prawnik i świetnie poradziła sobie w tej roli. Hogarth słynie z tego, że ma niewiele moralnych dylematów, aczkolwiek mam pewien niedosyt związany z tą postacią. Z jednej strony podoba mi się to, że postępuje tak, by czerpać korzyści z każdej sytuacji dlatego ciężko byłoby dać Moss coś więcej do zagrania poza poważnym wyrazem twarzy w stylu nie-mam-uczuć ale jest to jedyny wyraz twarzy jaki widzimy.
![]() |
Luke od samego początku przedstawia nam się jako mężczyzna z silnymi zasadami i kręgosłupem moralnym: nie akceptuje kłamstwa i zdrady ale tłumaczy to "niechęcią do bycia wmieszanym w skomplikowane sprawy". Z początku gdy widzimy Coltera w roli Luke'a bohater wydaje się być cool i opanowany. Colter jednak daje nam pokaz niezwykle uczuciowego mężczyzny ("You let me be inside you" - r e a l l y?). Jako nienasycony widz pozostaję trochę głodna jego postaci (nie wystarcza mi jedynie jako kochanek głównej bohaterki) i wyczekuję roku 2016.
W obsadzie pojawił się również niejaki Wil Traval, wcielający się w Willa Simpsona - policjanta i jednej z ofiar Kilgrave'a. Służy nam również jako kochanek najlepszej przyjaciółki głównej bohaterki, o której pisanie specjalnie odkładam, nie martwcie się. Simpson nie jest jednak zwykłym policjantem - ma bowiem mroczną przeszłość (jak każdy bohater tego serialu), mianowicie był uczestnikiem wojskowego eksperymentu narkotykowego, który opuścił poprzez brak kontroli nad ogarniającym go gniewem.
Lubiłam Simpsona. Naprawdę go lubiłam: szczery, podsiadający wysokie poczucie sprawiedliwości, przystojny, blondyn... niestety, scenarzyści postanowili wykorzystać go dla fabuły. [Spoiler] Dobry projekt postaci został spłukany w toalecie w momencie w którym ktoś pomyślał: "Czemu by nie zrobić z niego w pięć minut kolejnej przeszkody na drodze do pokonania Kilgrave'a?" Wątek jego szaleństwa i maniakalnej, morderczej fazy był zbyt krótki i bez sensu. Jeżeli twórcy rzeczywiście chcieli dodać ów pomysł do serialu to dlaczego otrzymał on... jeden odcinek? Simpson został perfidnie wykorzystany i stworzono z niego zapychacz fabuły. I protest. [/Spoiler]
![]() |
| Simpson też nie wie co robi w tym serialu. |
"I love you"
Jessica Jones cudownie portretuje przyjaźń Jessiki i Trish Thompson - dziewczyny, której matka adoptowała Jess po śmierci jej rodziny. Dla wprowadzenia Trish we wpis powiem tylko, że jest ona aktorką i obecnie prowadzi własny program w radiu. W dzieciństwie znęcała się nad nią matka, co w pewnym sensie ukształtowało Trish: bohaterka ma obsesję na punkcie kontroli, bezpieczeństwa, samoobrony. Dla ciekawskich, bardzo spoilerowate: w komiksie Trish ostatecznie staje się superbohaterką zwaną Hellcat! /koniec spoileru, mea culpa.
Jak już wspomniałam wcześniej: Jess i Trish przyjaźnią się. Od zawsze uważały na siebie nawzajem, had each others back i choć w dorosłym życiu nie są tak blisko (głównie z powodu PTSD Jess) nadal łączy je więź. Jessica Jones nie portretuje tej przyjaźni jako wieczornych imprez i pillow fights w pidżamach ale jako szczery, rzeczywisty związek osób, które kompletnie sobie ufają. [Spoiler] Szczególnie scena, w której Jess zwraca się do przyjaciółki i wypowiada pamiętne "I love you" - ten moment, te słowa znaczą wszystko. [/Spoiler]
Akapit dla wtajemniczonych: rozumiem dlaczego twórcy Jessiki postanowili wprowadzić postać Claire Temple do serialu. Był to moment, w którym przydałaby się pielęgniarka obeznana w superbohaterach i ktoś sobie przypomniał, że mają taką w tym uniwersum. Otóż... jej obecność w serialu trochę nie zgadza się z timeline'm Daredevile'a i jej obecność była dość... wymuszona. Or is it just me?
Wywiad z Melissą Rosenberg: Rape, adaptation and female sexuality
Czułam, że muszę nawiązać do wywiadu ze scenarzystką Jessiki Jones, mianowicie Melissą Rosenberg (znaną chociażby z serialu Dexter). Owa lektura bardzo pomogła mi zwerbalizować krążące już po mojej głowie pozytywne myśli na temat przedstawienia pewnych problemów w Jessice. Mówię "pozytywne" mając na myśli moją aprobatę wykonania owych przedstawień, oczywiście.
Podczas maratonu serialu Netflixa byłam pozytywnie zaskoczona nie odnajdując tam żadnej sceny gwałtu. Wiemy, że takie miały miejsce na Jessice oraz na Hope, jednak twórcy postanowili nie portretować tych wydarzeń, jedynie się od nich odnosili. Nikt nie kwestionuje traumy bohaterek, nikt nie kwestionuje zła jakie wyrządził Kilgrave, więc wizualne przedstawienie gwałtu nie było potrzebne. Podoba mi się również to jak na ten temat wypowiada się sama Rosenberg, mianowicie: It was not important to me, on any level, to actually see it. TV has plenty of that, way too often, used as titillation, which is horrifying.
Chciałam po prostu powiedzieć: dziękuję. That's all.
That was a wild ride
Maraton Jessiki Jones spowodował u mnie emocjonalny rollercoaster. Udało mi się zebrać wolne trzy dni i wciągnąć 13 odcinków na przemian grając w Far Cry 4 (połączenie nie zaszkodziło mojemu odbiorowi serialu, może jedynie utwierdziło w miłości do antagonistów). Do pisania tej recenzji zasiadłam od razu po obejrzeniu ostatniego epizodu, głównie po to, by się "wygadać". Podobnie jak podczas maratonu Dardevil'a bardzo emocjonalnie podchodziłam do losów postaci Jessiki Jones (głównie Kilgrave'a oraz Luke'a Cage), co tylko wpłynęło na ilość epizodów obejrzanych w ciągu dnia. Yup, ja nie mam życia.
Maraton Jessiki Jones spowodował u mnie emocjonalny rollercoaster. Udało mi się zebrać wolne trzy dni i wciągnąć 13 odcinków na przemian grając w Far Cry 4 (połączenie nie zaszkodziło mojemu odbiorowi serialu, może jedynie utwierdziło w miłości do antagonistów). Do pisania tej recenzji zasiadłam od razu po obejrzeniu ostatniego epizodu, głównie po to, by się "wygadać". Podobnie jak podczas maratonu Dardevil'a bardzo emocjonalnie podchodziłam do losów postaci Jessiki Jones (głównie Kilgrave'a oraz Luke'a Cage), co tylko wpłynęło na ilość epizodów obejrzanych w ciągu dnia. Yup, ja nie mam życia.
Na zakończenie cudowny opening.
PS. Luke i Jessica to oficjalnie jedna z moich ulubionych power couples. It is known.
PPS kinda spoiler-y. Dlaczego przed finałowym odcinkiem nikt nie pomyślał o tym żeby użyć słuchawek/zatyczek do uszu? Takie rzeczy sprawiają, że nie mogę spać po nocach!
PPPS. Była przerwa. Roczna przerwa. Chyba nie ma sensu się tłumaczyć - pożarło mnie życie prywatne, pożarła mnie uczelnia i przestałam pisać regularnie. Coś tam tworzyłam, tylko niekoniecznie rzeczy stworzone do bloga. Niestety, jak już wypadniesz z rytmu to ciężko jest powrócić. Myślałam o powrocie do regularnego pisania już od jakiegoś czasu, zaś Serialkon dał mi motywację. Pierwszą "powrotną notką" miały być wrażenia z tego właśnie wydarzenia but Jessica Jones happened. Dlatego Serialkon będzie drugi. Let's do this! ;)
PPS kinda spoiler-y. Dlaczego przed finałowym odcinkiem nikt nie pomyślał o tym żeby użyć słuchawek/zatyczek do uszu? Takie rzeczy sprawiają, że nie mogę spać po nocach!
PPPS. Była przerwa. Roczna przerwa. Chyba nie ma sensu się tłumaczyć - pożarło mnie życie prywatne, pożarła mnie uczelnia i przestałam pisać regularnie. Coś tam tworzyłam, tylko niekoniecznie rzeczy stworzone do bloga. Niestety, jak już wypadniesz z rytmu to ciężko jest powrócić. Myślałam o powrocie do regularnego pisania już od jakiegoś czasu, zaś Serialkon dał mi motywację. Pierwszą "powrotną notką" miały być wrażenia z tego właśnie wydarzenia but Jessica Jones happened. Dlatego Serialkon będzie drugi. Let's do this! ;)










Komentarze
Prześlij komentarz