Sin City: A Dame to Kill for
Dzisiejsza notka będzie swoistą odpowiedzią na niektóre recenzje, które przeczytałam w Internetach. Jest pisana na poważnie (no dobrze, może część o Marvie niekoniecznie, aczkolwiek nadal uważam, że jest genialny) i mam nadzieję, że nikogo nią nie urażę.
Należy podejść do tego postu z lekkim dystansem lecz z przeświadczeniem, że wszystko, co napisałam jest moją prawdą.
Na Sin City: A dame to kill for składają się cztery epizody: Just Another Saturday Night, The Long Bad Night, Dame to kill for i Nancy's Last Dance. Spoiwem wszystkich historii jest zemsta: na ojcu, na byłej kochance, czy na mordercy ukochanego. Niestety, duo reżyserskie Rodrigueza i Franka Millera nie do końca poradziło sobie ze scaleniem czterech wątków, tak jak uczynili to w Sin City. Widz, który nie zna komiksowego uniwersum bardzo łatwo może się pogubić. Przecież Marv nie żyje, co on tu robi? Polecam tę stronę dla rozjaśnienia, w jakim porządku znajdują się epizody Sin City.
Rodriguez i Miller najwyraźniej postanowili wybrać najciekawsze (ich zdaniem) wątki komiksowe i umieścili je w Dame to kill for, nie dbając za bardzo o zdezorientowanych widzów, którzy jednak nie interesują się komiksem Sin City, bo w końcu przyszli obejrzeć film.
"Gwiazdozbiór" nowego Sin City to czyste arcydzieło: powracają Mickey Rourke, Jessica Alba, Bruce Willis, Rosario Dawson, Jamie King, w roli Dwighta występuje Josh Brolin, w zastępstwie za cudownego Clive'a Owena (too bad). Niestety uważam, że można by pozbyć się Bruce'a Willisa, ponieważ ze swoimi złotymi myślami nic nie wnosi do filmu - wręcz przeszkadza widzowi w percepcji sceny.
Pojawiają się też nowe twarze: genialny Joseph Gordon-Lewitt, cudowna Eva Green oraz - zaskoczenie - Lady Gaga nawet odgrywa epizodyczną rólkę. Dlaczego? Nie wiem, pewnie jak Alba: dla zwiększenia popularności, choć uważam, że naga Eva Green całkowicie wystarczy, by wizualnie skusić widza do obejrzenia Dame to kill for.
Damulka warta grzechu nadal ma mroczny nastrój Sin City: muzyka jest klimatyczna z perfekcyjnym motywem przewodnim, który dobrze znamy, scenografia znakomita. Jak zwykle otrzymujemy wizualną orgię: cały film utrzymany jest w czarno-białej tonacji z miejscową barwą wściekłej czerwieni, żółci, bądź zieleni dla kontrastu. W kwestii wizualnej nie można zarzucić Dame to kill for niczego złego, to fakt. Jak na mój gust reżyserowie trochę przesadzili z ilością wybuchów - wydaje się, że twórcy nieco przeszarżowali, by wszystko robiło większe wrażenie w 3D.
Jak długo oddycham tak będę wychwalać tego mężczyznę. Marv jest ideałem: niezbyt subtelny - nie będzie używał zawiłych aluzji, popiera równouprawnienie - zabija wszystkich jak leci: winny czy niekoniecznie, jego ulubioną bronią są shotgun'y - moimi również, nieprzystojny - żadna kobieta nam go nie zabierze, opiekuńczy... po prostu ideał.
A teraz na poważnie lub mniej: Marv jest chyba moją ulubioną postacią uniwersum Sin City. Mogę tylko dziękować twórcom Dame to kill for za tak dużo linijek należących do tego właśnie bohatera i wybranie epizodu, w którym Marv jeszcze żyje. Mickey Rourke jest oczywistym wyborem do tej roli, gdyż dodaje jej jedynie uroku. A jako, że Rourke to jednak cholernie dobry aktor - oglądanie mordującego Marva jest jedynie bardziej przyjemne, o ile to możliwe.
![]() |
| Ava czyni z mężczyzn niewolników... ale czy bierze też kobiety? I volunteer! |
Eva Green to prawdziwa "dame to kill for"; w tej roli kompletnie przeszła moje oczekiwania i sprawiła, że nie mogłam oderwać oczu od ekranu. Aktorka jest przecudowna w czerni i bieli Sin City; emanuje seksapilem na kilometr i jest uosobieniem piękna: czarne włosy, krwistoczerwone wargi, zielone oczy i to wspaniałe ciało to kill for. Eva Green to nie tylko piękna twarz i niebiańskie ciało; aktorka spisała się świetnie jako żądna władzy i pieniędzy femme fatale, manipulantka i bogini mężczyzn. Możemy narzekać, że Dwight to idiota za darzenie Avy tak ślepym uczuciem, jednak ja wcale mu się nie dziwię.
Nancy's last dance
Niestety, Jessica Alba nie podołała metamorfozie Nancy Callahan. Po śmierci ukochanego striptizerka nie jest w stanie żyć dalej i popada w alkoholizm, przeplatany szaleństwem. Powoli dojrzewa do zemsty na Senatorze Roarku i... no właśnie. Alba zagra seksowną tancerkę, jednak nie należy do aktorek nadających się do roli z drugim dnem. Sceny, w której Nancy jest targana emocjami wychodzą kiepsko, dziewczyna wydaje nam się pusta i nieszczera. W scenie finałowej powinno dojść do napięcia, (następuje punkt kulminacyjny jakby nie patrzeć) jednak otrzymujemy tylko Albę wijącą się po podłodze -podobnie jest z "ostatnim tańcem" na scenie, który miał przedstawiać burzę uczuć bohaterki, ja zaś odniosłam wrażenie, że dziewczę ma padaczkę.
...ale szczerze powiedziawszy: czego oczekują widzowie? Widzowie chcieliby zapomnieć, że widzieli pierwszą część i obejrzeć ponownie po raz pierwszy, by znów przeżyć to samo. Też chciałabym to uczynić z paroma filmami: wymazać je z pamięci, by wszystkie emocje przeżyć jeszcze raz, na nowo. Niestety, nieważne, jak dobry byłby sequel (nie mówię, że Dame to kill for jest sequelowym arcydziełem, bo nie jest) nigdy nie dorówna części pierwszej. Wszystkie recenzje Dame to kill for twierdzą, że film jest "gorszy niż poprzedni", "nie ma tego samego klimatu" - jedno Sin City już jest. Nawet jeżeli ktoś stworzyłby kolejne - osoba, która widziała oryginał będzie niezadowolona.
Nie można nie zauważyć również, że Dame to kill for posiada niedostatek szokujących, skrajnych postaci typu Roark Junior. Owszem, jest Senator Rourke ale nie jest on nawet w połowie tak szalony i obrzydliwy, jak jego syn. Rodriguez i Miller usiłowali zastąpić szokujący element Sin City w postaci ohydnych, gorszących osobowości obrzydliwymi scenami, typu wyrywanie oczu. To jednak trochę za mało.
O to chodzi! Czy nie widzieliście Sin City? Jeśli widzieliście i nadal uważacie, że Dame to kill for jest przerysowana to boy, have I got news for you. Magia Sin City tkwi w owym komiksowym przerysowaniu - tu każdy przesadza i w tym chowa się właśnie cały klimat: aktorzy pokazują, na co ich stać, odgrywając niemal teatralne (w teatrze często odgrywane są niezwykle "przesadzone" sceny, tak dla informacji) role. Green, Gordon-Lewitt i przede wszystkim Rourke pokazują, że potrafią przesadzać w niezwykle rzeczywistym stylu.
Może Dame to kill for wcale nie jest takim dobrym filmem? Niestety (bądź "stety") mam prawo być subiektywna w moich wpisach, w końcu nie piszę ich po to, by nie dzielić się własną opinią i oceniać filmy bez przymrużenia oka.
Jako wielki fan Sin City (które widziałam pewnie... 20 razy) Damulka Warta Grzechu okazała się być godnym sequelem. Cóż mogę powiedzieć: od pierwszych minut po prostu zatraciłam się w ponurej narracji i utonęłam w obskurnym Sin City. Sequel nie jest arcydziełem lecz dla fana uniwersum powinien być to film satysfakcjonujący. Nie mogę napisać nic więcej, poza zachęceniem każdego, kto Sin City jeszcze nie widział do maratonu obydwu części (do telewizorów, już!) i ocenienia, czy jest to "film dla niego" :)
PS. Damulka warta grzechu to naprawdę dobre tłumaczenie. Pierwszy plus dla translatora w historii mego blogowania!








Komentarze
Prześlij komentarz