James Dashner - The Maze Runner


   O przeczytaniu Maze Runner myślałam już od pierwszego zwiastunu ekranizacji tej powieści. Zdarzyło się tak, że nigdy nie słyszałam o trylogii Jamesa Dashnera, więc o jej istnieniu zawiadomił mnie dopiero film z Dylanem O'Brianem w roli głównej. Po zapoznaniu się z fabułą powieści poczułam tak dobrze mi znane uczucie ciekawości, niestety do aktualnego zapoznania się z lekturą musiałam czekać parę miesięcy. 
   Akcja powieści odbywa się w post-apokaliptycznym świecie (prawdopodobnie Ameryka), aczkolwiek jest ograniczona do jednego miejsca, mianowicie Strefy, zamieszkanej przez kilkudziesięciu młodych chłopców oraz otoczonej przez monstrualny Labirynt. Maze Runner zalicza się do gatunku zwanego dystopią, który nie jest powszechnie znanym rodzajem powieści. Dystopia to książka, która przedstawia przerażającą lecz prawdopodobną (bowiem uzasadnioną logicznymi argumentami) wizję przyszłości człowieka i świata. Do dystopii zaliczamy m.in. Matrix, czy Hunger Games, do których często porównywany jest Maze Runner
   Thomas - główny bohater powieści - budzi się pewnego dnia w żelaznym pudle (które okazuje się być windą prowadzącą właśnie do Strefy) ubogi w jakiekolwiek wspomnienia, z wyjątkiem własnego imienia. Okazuje się, że wszyscy nastolatkowie zostali "wygnani" do Strefy, by przeżyć i pokonać Labirynt. Nie jest to jednak łatwe, gdyż konstrukcja codziennie zmienia swój kształt, ponadto w mrocznych korytarzach Labiryntu czają się Bóldożercy (tłumaczenie zwaliło mnie z nóg) - żelazne, inteligentne monstra rodem z koszmarów.  

   Pięćdziesięciu nastoletnich chłopców, żyjących w odosobnionej społeczności - wydawałoby się, iż jest to przepis na katastrofę. Mieszkańcy Strefy są jednak niezwykle zorganizowaną grupą, gdzie każdy ma swoje miejsce. Chłopcy podzieleni są na kucharzy, medyków, rolników, również grabarzy - jednak naszego bohatera interesuje jedynie najbardziej specyficzna i tajemnicza grupa: Biegacze - grupa, która codziennie naraża życie, badając Labirynt w celu znalezienia drogi ucieczki. Thomas pragnie być jednym z nich; czuje, że jego zadaniem jest rozwiązać zagadkę Labiryntu i pomóc nastolatkom uciec ze Strefy. 
   Przed przybyciem Toma chłopcom udało się przetrwać dwa lata - głównie dzięki zapasom wysyłanym przez "Twórców" (osoby odpowiedzialne za porwanie nastolatków), comiesięcznej "dostawie" w postaci nowego mieszkańca oraz świetnej organizacji, jednak gdy Thomas trafia do Strefy wszystko ulega zmianie. Następnego dnia bowiem w żelaznej windzie ukazuje się kolejna osoba: młoda dziewczyna w śpiączce, zwiastująca "diametralne zmiany". Okazuje się, że czasu na rozwiązanie Labiryntu zostało niewiele - zapasy się skończyły, Strefa stała się ulubionym miejscem Bóldożerców... zegar tyka coraz szybciej, zapowiadając rychłą śmierć mieszkańców Strefy.

   Przygotowując się do dzisiejszego wpisu przeczytałam sporo recenzji The Maze Runner. Wszystkie zgadzały się do jednego: początek powieści jest nudny. Cóż, najwyraźniej czytaliśmy różne książki. Możliwe, że po długiej książkowej abstynencji (miesiąc) tak łaknęłam słowa pisanego, że pochłaniałam każde zdanie jednym haustem, jednak Maze Runner wciągnął mnie od samego początku. Warto zaznaczyć, że czytałam powieść w oryginale, mianowicie po angielsku, więc może to polskie tłumaczenie było nudne? James Dashner posiada interesujący styl pisania: nie przyznaje zbyt wielkiej uwagi otoczeniu ale każda emocja przedstawiona jest w niezwykle szczegółowy sposób i na tym właśnie opiera się pierwsza połowa powieści: opisywanie emocji, wprowadzenie czytelnika do Strefy, ukazanie związków między nastolatkami. Może na pierwszy rzut oka nie wydaje się to oczywiste lecz Dashner wymaga czytania między linijkami tak, że wczuwamy się w rolę Thomasa i patrzymy na Strefę oraz Labirynt jego oczyma. 

   Pomimo tego, że powieść czytało mi się dość szybko (została przeze mnie pochłonięta w dwa dni) to moja przygoda z nią była dość frustrująca. Oto jest: genialny pomysł na powieść, powierzchownie wykonanie również wydaje się perfekcyjne, Dashner powoli rozpoczyna wprowadzać nas do Strefy i... no właśnie: i co? Mamy bardzo dobre wprowadzenie do akcji - tylko akcji trochę zabrakło. Bo gdzie ten punkt kulminacyjny? 
- Na końcu powieści.
Punkt kulminacyjny, do którego na przestrzeni stuleci przyzwyczaili nas pisarze w pierwszej części trylogii Jamesa Dashnera ma miejsce... na ostatnich stronach powieści. Prawdę mówiąc jedyna "akcja" (używam cudzysłowu, ponieważ wydarzenia niestety nie były opisane dynamicznie), jaka występuje w Maze Runner również zawiera się w ostatnich stronach. Czytałam całą powieść z zaciekawieniem, zachwycając się opisem przeżyć, atmosferą, postaciami i psychologią uwięzionych chłopców, czekając aż rozwinie się akcja. Ta jednak jakby... nigdy nie nadeszła? 
Dashner bawi się z czytelnikiem, co jednak zauważamy dopiero po skończeniu Więźnia Labiryntu. Ostatecznie wszyscy wychodzimy na idiotów, czytając Maze Runner'a. 
  Maze Runner jest powieścią modną w dzisiejszych czasach. Mam na myśli rok 2014 i wielką obsesję na punkcie Igrzysk Głodowych, do których - jak już wspomniałam na początku wpisu - powieść Dashnera jest często porównywana. Prawdą jest, że to Hunger Games ukazały się po Maze Runner lecz między nimi jest jedynie rok różnicy, więc jakikolwiek plagiat byłby raczej niemożliwy. 

   Gadu, gadu a tu same plusy. Aż tak powieść mi się chyba nie podobała? Co irytowało mnie w książce Dashnera to slang mieszkańców Sfery. Co prawda odmienne słownictwo definiuje chłopców jako oddzielną społeczność ale jednak myślę, że przekona to jedynie młodszych odbiorców, którzy mogą uznać slang nastolatków za zabawny, bądź interesujący. Maze Runner napisany jest dość prostym językiem i autor często "rani" dialogi, maksymalnie je upraszczając, przez co czyni je dość nieskładnymi w odniesieniu do całości. Owszem, Dashner każe nam czytać pomiędzy wierszami, jednak czasem zastanawiam się, czy to jedynie mój osobisty wymysł wymagający głębszego sensu wymyślił sobie szczególne znaczenie ukryte za prostym językiem powieści? Jak wtedy usprawiedliwić kiepską interakcję pomiędzy postaciami?

   Więzień Labiryntu jest zdecydowanie bardzo dobrym pomysłem zrealizowanym w... umiarkowanie dobry sposób. Dashner idealnie przedstawił psychologiczną część powieści oraz atmosferę utworu, będącego dystopią, trochę gorzej jednak poszło mu w kwestii technicznej powieściopisarstwa. Jestem jednak przekonana, że każdy, kto ukończy Maze Runner sięgnie po kontynuację powieści. Historia naprawdę wciąga czytelnika, który łaknie wiedzy o celowości eksperymentu, któremu poddano nastoletnich chłopców. Jak wypadła zaś cała trylogia - o tym napiszę niedługo, więc dojdzie do bezlitosnego porównania :)



PS. Jestem szczerze zdziwiona, iż polscy tłumacze nie nazwali ekranizacji Maze Runner "Tajemnicą Labiryntu". Wielki plus dla polskich tłumaczy. Yuzu out!

Komentarze

Popularne posty