...bo żaden geniusz nie jest tuzinkowy, czyli 'Frank'


   Chciałabym na początku zaznaczyć, że Frank nie jest filmem o człowieku chodzącym w głowie z paper marche. Bliższym opisem byłoby określenie produkcji jako film o muzyce, choć również nie jest to właściwe określenie. Frank to film o psychice ludzkiej, chorobach psychicznych i kontaktach międzyludzkich. Jest to również produkcja opowiadająca o prawdziwym talencie i tworzeniu sztuki. Wbrew opiniom wielu czasopism, Franka nie można zaliczyć do żadnego gatunku filmowego, gdyż nie jest to do końca komedia, dramat, film muzyczny ani psychologiczny, choć ten ostatni pewnie najwierniej oddaje definicję filmu. Lenny Abrahamson bawi się percepcją widza i przewraca ją do góry nogami nawet kilka razy w trakcie seansu. We Franku nic nie jest tym, czym się wydaje, o czym przekonujemy się po dwóch godzinach.


   Film rozpoczynamy spacerem głównego bohatera, którym - ku zdziwieniu widowni - nie jest Frank lecz Jon (Domhnall Gleeson). Jon jest pracownikiem biurowym, który całe życie usiłuje stworzyć wspaniałą piosenkę, więc przechadza się ulicami miasta w poszukiwaniu inspiracji. Pewnego razu, spacerując po plaży natyka się na scenę samobójczą keyboardzisty - członka zespołu "Soronprfbs" - który ostatecznie zostaje odtransportowany do szpitala. Jako, że Jon na keyboardzie grać potrafi, zostaje mu zaproponowany udział w dzisiejszym występie. 
I tak szary, marzący o wielkiej karierze muzycznej lecz przede wszystkim o wspaniałym talencie Jon poznaje Franka (Michael Fassbender) - mężczyznę, noszącego maskę z paper marche, wokalistę Soronprfbs oraz największą inspirację zespołu. 



   Jon wyjeżdża z Soronprfbs, by nagrać płytę, tworzyć wspaniałą muzykę. Niedoświadczony piosenkopisarz ma nadzieję, że udzieli mu się geniusz Franka i dowiedzie swojego talentu. Miesiące mijają i Jon zaczyna odczuwać frustrację; zastanawia się, dlaczego nadal eksperymentuje z zespołem, który nie nagrał niczego od 11 miesięcy. Zaczyna kwestionować zachowanie członków Soronprfbs, czuje się niedoceniony zwłaszcza, że przeznaczył własne pieniądze na utrzymanie zespołu, które powoli się wyczerpują.
   Przez cały pobyt na odludziu z Soronprfbs, Jon zdaje dokładne relacje z każdego dnia na Twitterze i udostępnia wideo z procesu twórczego muzyków na Youtube. O dziwo, zespół staje się popularny, ilość wyświetleń na Youtube wzrasta i Soronprfbs dostaje propozycję, by zagrać na festiwalu muzycznym SXSW: szczyt marzeń dla Jona, co jednak z resztą zespołu?

     Soronprfbs jest zespołem grającym muzykę eksperymentalną. Franka fascynuje każdy dźwięk, wydawany nawet przez codzienne przedmioty, które normalnie ignorujemy. Członkowie Soronprfbs to "wielcy artyści", "hipsterscy muzycy", z których dziś nabija się większość społeczeństwa. Zespół potrafi spędzić tygodnie, nagrywając dźwięk wody przelewanej z wiadra do wiadra, szelestu liści bądź otwieranych drzwi. Abrahamson jednak nie ironizuje procesu tworzenia, ani muzyki członków Soronprfbs. W Franku nie o to chodzi - reżyser po prostu przedstawia autentyczny obraz zespołu, który eksperymentuje z dźwiękami, bierze muzykę na poważnie a nawet utożsamia z nią całe życie. Frank jest inspiracją i mózgiem całego projektu; niezaprzeczalnie posiada największy talent i najciekawszą osobowość, dlatego jest on jednostką utrzymującą zespół razem - pozostali członkowie lgną do niego niczym pszczoły do miodu. Frank fascynuje Jona, który pragnie tworzyć równie wspaniałe utwory jak on.
   Jon jest przekonany, że członkowie zespołu posiadają tak nieograniczoną wenę i wielki talent ze względu na ich traumatyczną przeszłość: Frank i Don byli razem w szpitalu psychiatrycznym zaś Clara - ze względu na swoją nieprzyjemną osobowość - z pewnością ma za sobą negatywne doznania - bezsprzecznie wszyscy są chorzy psychicznie. Jon wychowywał się w normalnej, zdrowej rodzinie i z pewnością to jest przyczyną jego artystycznej blokady. Twórcy Franka głoszą, że najwięksi artyści zawsze mają problemy psychiczne i czemu nie? Mamy mnóstwo wielkich talentów, którzy zmagają się z tego typu problemami. Frank potwierdza to założenie i dowodzi, że talent jest wielkim ciężarem i nie sposób być "normalnym", posiadając tego typu dar.



   Frank jest niezwykłym studium ludzkiej psychiki i zachowania grupowego. Film perfekcyjnie przedstawia relacje pomiędzy grupą ludzi, zafascynowanych jednostką wyższą (Frank), ponieważ tego typu stosunki wcale nie są normalne. Wiemy, że członkowie zespołu są razem jedynie ze względu na Franka, który z powodu swojego muzycznego geniuszu i niekończącej się kreatywności jest postrzegany jako swoisty guru. W to wszystko wchodzi Jon - nowa osobowość, człowiek przeciętny i normalny, wiecznie zmagający się z brakiem weny twórczej, bez nowych pomysłów, które może wnieść do projektu. Stosunki pomiędzy Jonem i resztą zespołu są chore, nienormalne, ich zachowania - jako artystów oraz obcych ludzi - skrajne. Zarówno Jon jak i Clara pragną mieć Franka "tylko dla siebie", są zazdrośni o niego niczym kochankowie, wszystko zaś obraca się ciągle wokół muzyki. 



   Michael Fassbender jest genialny w roli Franka. Należy przyznać, iż ostatnimi laty aktor stał się niezwykle popularny, więc jest zatrudniany do ról skupiających się bardziej na atrakcyjności, co przeszkadza nieco w ocenieniu jego umiejętności aktorskich. Nikt jednak nie zaprzeczy, że casting Fassbendera na Franka był cholernie dobrym wyborem. Możemy założyć mu maskę na głowę i tym samym uniemożliwić komunikację na scenie za pomocą wyrazu twarzy, a on i tak da świetny występ i pokaże, że jednak mimikę posiada. Normalnie aktor z zakrytą twarzą posługuje się mową ciała, Fassbender jednak ogranicza się do stania w miejscu, portretując społecznie wycofanego, skomplikowanego człowieka, którego pełno na ekranie, nawet jeżeli się nie rusza i nie odzywa. Aktor ponownie udowadnia, że jest w stanie zagrać człowieka "zepsutego", chorego psychicznie i czyni to bezbłędnie. Zwłaszcza w ostatnich minutach filmu, Fassbender używa nawet ruchu mięśni (seriously!), by przedstawić człowieka próbującego znaleźć ochronę przed światem, człowieka, który czuje się obco we własnej skórze.
     W tyle nie pozostaje również odtwórca głównej roli - Domhnall Gleeson. Ostatnio widziałam go w About Time, gdzie grał uroczego, niepewnego i niezdarnego młodego mężczyznę, we Franku jego rola jest jednak bardziej skomplikowana, ponieważ pod koniec filmu dowiadujemy się, że postać ma "drugie dno". Gleeson jednak idealnie portretuje bohatera, który wydaje się najnormalniejszy z całej grupy jednak przez to ukarany absencją talentu artystycznego, przez co cierpi, pracując z muzykami.
Warto wspomnieć również o Maggie Gyllenhaal, która również zaskoczyła mnie, odgrywając Clarę. Jej postać również była dość ciężka do zagrania, gdyż - jak już wcześniej wspomniałam - posiada skomplikowaną psychikę. Mam jednak wrażenie, że można było coś więcej dodać do portretu Clary, jednak tu wina leży bardziej po stronie scenarzystów, ponieważ stworzyli świetny koncept bez ostatecznej "wisienki" na szczycie. Ostatecznie jednak Frank należy do Fassbendera, który kompletnie kradnie film pozostałym członkom obsady swoim znakomitym występem. 



   Wspomniałam już o tym na wstępie lecz postanowiłam nieco rozwinąć ów wątek: w tym filmie nic nie jest tym, czym wydaje się być. Rozpoczynając seans odczuwamy wielką sympatię do głównego bohatera (jak można nie lubić rudego Irlandczyka, śpiewającego pod nosem o paniach w czerwonych płaszczach?), Clara jest niezrównoważoną suką i nienawidzimy jej od pierwszych minut na ekranie, sam film zaś wydaje nam się muzyczną komedią. Lenny Abrahamson uczy nas, że nic nie jest takie, jakim się wydaje. Frank zmienia nasze opinie diametralnie i przewraca odbiór poruszanej problematyki do góry nogami.
   Czy niezrównoważony, aspołeczny i kreatywny geniusz muzyczny może (lub powinien) zostać gwiazdą? Frank odpowiada na to pytanie w sposób nietuzinkowy, który zdecydowanie sprawi, że zaczniecie intensywnie rozważać tę kwestię. Ja już mam swoją odpowiedź, a wy?




PS. Warto wspomnieć, iż Frank jest postacią autentyczną. Frank Sidebottom - gwiazdor Wielkiej Brytanii, który często parodiował Beatlesów i został wymyślony przez Chrisa Sievey'a z The Freshies. 

Komentarze

Popularne posty