The Hunger Games - trylogia Suzanne Collins


   Od bardzo dawna zabierałam się do przeczytania Igrzysk Śmierci. Niestety, gdy wychodziła pierwsza część ekranizacji powieści, razem ze swoją kumpelą postanowiłam wybrać się do kina. Oczywiście, jak można się domyślić, okazało się to totalną porażką, bowiem po raz pierwszy w życiu chciałam dostać swoje pieniądze za seans spowrotem. Trzeba przyznać, że wynudziłyśmy się na filmie strasznie, gdyż trwał definitywnie zbyt długo, akcja zaś rozwijała się wolno, bohaterowie (oprócz Katniss, która okazała się ciekawsza, niż ta w książce oraz Haymitcha, jak wyżej) byli nijacy. Cały film był zaś zbyt patetyczny, zbyt "amerykański", jak to zwykła mawiać moja rodzicielka. Według mnie w filmie było za dużo przesadzonego patriotyzmu - niestety, o to właśnie chodziło, dlatego prawdopodobnie nie umierałam z zachwytu również nad trylogią Suzanne Collins. 
   Autorka wpasowała się w okres szaleństwa, zwanego "potteromanią" - w dzisiejszych czasach jest wielki popyt na książki młodzieżowe tego typu. Wiele cech powieści wskazuje na to, że pani Collins rzeczywiście udało się napisać trylogię godną Harry'ego Pottera, jednak gdy przyjrzymy się dokładniej - pisarka nie wnosi do gatunku "powieści młodzieżowe" nic nowego, poza silną, żeńską bohaterką.

   Serię oczywiście "połknęłam" w cztery dni. Nie zrozumcie mnie źle, nie staram się być hipokrytką, jednak to przyznaję pani Collins: potrafi pisać w taki sposób, by wciągnąć czytelnika. Niestety, talent ów posiada również autorka Zmierzchu oraz Pięćdziesięciu Twarzy Greya, gdyż obie te powieści również przeczytałam w zadziwiającym tempie, a zdecydowanie nie należą one do tych, które określiłabym jako warte przeczytania. Nie znaczy to, iż porównuję Igrzyska Śmierci do Zmierzchu, o nie. Trylogia pani Collins jest o wiele lepsza, niż wypociny pani Meyer.
   Jednym z największych plusów utworu Suzanne Collins jest oczywiście główna bohaterka. Katniss to silna, szesnastoletnia dziewczyna, która szczerze nie znosi swej słabej matki lecz poświęca się kompletnie młodszej siostrze, dla której gotowa byłaby zginąć. Los nie był łaskawy dla młodej mieszkanki Dwunastego Dystryktu; straciła ojca w młodym wieku, co poskutkowało brakiem pieniędzy na życie i przymieraniem głodem. Wieczna walka o życie nauczyła Katniss, jak polować, handlować na czarnym rynku, szantażować... podsumowując: dziewczyna stała się twarda.
   Ostatnio coraz rzadziej czytamy o tego typu bohaterkach. Zwykle główne żeńskie postacie w literaturze młodzieżowej to słabe, nieśmiałe, niczym wyróżniające się dziewczęta, które ni z tego ni z owego spotykają miłość swego życia, która oczywiście niedługo okaże się wampirem, upadłym aniołem, bądź kto wie czym jeszcze - na pewno czymś supernaturalnym i seksownym. Nie chodzi mi o to, że mam coś przeciw supernaturalnym, seksownym bohaterom powieści - jestem zakochana w hrabii Draculi, Lokim (bóg też supernaturalny, nie?), Thorze, Magnusie Bane, czy takim banalnym Damonie Salvatore. Co mnie boli to fakt, że te postaci bez przerwy się powielają, autorki usiłują dodać coś do siebie, jednak to i tak zawsze pozostanie ten sam, jeden projekt. Nudne. Podobnie jest z żeńskimi heroinkami. Uwielbiam bohaterki, które potrafią sobie w życiu poradzić. Ba, całe dzieciństwo grałam, oglądałam Larę Croft, moim ulubionym filmem o wampirach (zaraz za Draculą) był Underworld. Kurczę, nawet Arya z Gry o Tron jest moją ulubioną żeńską bohaterką całego cyklu, ponieważ jest twarda jak skała i poradziła sobie w życiu. Jak jednak można stworzyć silną heroinę, gdy ta zakochuje się w Tym Jedynym zwykle w momencie, gdy Cud Chłopak ratuje ją z opresji? Wciąż i wciąż? Mam szczerze dosyć i jestem wdzięczna za Katniss, doprawdy, bowiem ta - przez cały cykl powieści - nie utraciła hartu ducha. Niestety, nie mogę powiedzieć, że do końca lubię tę postać.
   Mam do Katniss bardzo mieszane uczucia. Z jednej strony bowiem jest to bohaterka silną psychicznie, teoretycznie zdolną poradzić sobie w każdej sytuacji. Z drugiej strony jednak Katniss wydaje się wiecznie niezdecydowana w pewnych kwestiach, często z premedytacją udaje ślepą, bądź z czystej naiwności, na którą u twardej osoby miejsca być nie powinno, nie zauważa oczywistych rzeczy. Pomimo swojej dojrzałości psychicznej w najgłupszych sprawach zachowuje się jak rozwydrzona nastolatka. Pani Collins prawdopodobnie chodziło o uczynienie Katniss bardziej ludzką - szesnastoletnia dziewczyna nie może przecież zachowywać się jak robot - bohaterka jednak nigdy nie usiłowała zachować pozorów osoby dojrzałej. Częste wybuchy złości, kapryśne odzywki, bądź czasem nawet pojawiające się fochy - tak przecież zachowują się normalne nastolatki. Katniss nie jest jednak normalna. Katniss zabijała ludzi. Czy nastolatki, mordujące z zimną krwią, ciągle strzelają fochy? Czy mają prawo strzelać fochy?
Biada mi, bo naprawdę nie wiem.
    
    Trzeba przyznać autorce, że wymyśliła bardzo dobry świat przedstawiony. Ups, zapomniałam: ten motyw pojawia się w literaturze od co najmniej trzydziestu lat, więc autorka go nie stworzyła, lecz "użyła". Nie przeszkadza to recenzentom, gdy piszą: "Unikalny pomysł Suzanne Collins, pierwsza powieść tego gatunku!", co jest po prostu s m u t n e. 
Po wielkiej wojnie zostaje stworzone dwanaście dystryktów, których stolicą jest bogaty, arystokratyczny Kapitol. Po krwawych buntach dystryktów, by "uczcić pamięć osób w nim poległych" Kapitol co rok organizuje Głodowe Igrzyska, w których ma wziąć udział jedna para z każdego dystryktu. Wszyscy wybrani będą walczyć na śmierć i życie ze sobą nawzajem na wybranej przez twórców Igrzysk arenie, co dla zabawy będzie oglądało wszystkie dwanaście dystryktów, oczywiście.
   Gdy pierwszy raz usłyszałam o Igrzyskach Śmierci i ich mechanice - nasunęło mi się skojarzenie z Battle Royale. Powstało mnóstwo japońskich nowel, mang oraz kilka filmów tego typu; nie możemy więc powiedzieć, iż jest to pomysł nowy. Suzanne Collins jednak wykorzystała coś, co już było i była w stanie wymyślić alternatywną wersję, co w sumie czyni to większość pisarzy. Prawdziwą wartość pisarza cechuje jednak pomysłowość, wymyślanie czegoś nowego, nie odgrzewanie kotleta w innej panierce. Dlatego - choć klaszczę autorce Igrzysk Śmierci za dobrze napisaną powieść - nie będę się jej kłaniać, bowiem nie wymyśliła całkowicie nowego i zaskakującego uniwersum.

   Oczywiście, The Hunger Games to trylogia skierowana do młodzieży, więc nie mogło w niej zabraknąć wątku romantycznego. Pani Collins postanowiła iść na całość i poczęstowała nas jakże popularnym trójkątem miłosnym. Dlaczego, och, dlaczego? Fandomy się skolidowały, powieść zyskała popularność dzięki wiecznej wojnie "Team Peeta" vs "Team Gale", co było bardzo na rękę autorce powieści. W pierwszej części na szczęście wątek miłosny nie wydawał się tak istotny. Poza tym wszystko byłoby w porządku, ponieważ z początku relacje Katniss x Peeta, Katniss x Gale były interesujące. Bohaterka postanawia "grać" kochankę Peety dla publiczności, zaś w rzeczywistości czuje coś do swojego przyjaciela - Gale'a. Tak przynajmniej myślą czytelnicy. W rzeczywistości w pierwszych dwóch częściach Katniss nie kocha nikogo - ma zbyt dużo na głowie i nie ma czasu, by myśleć o mężczyznach - tak przynajmniej chciałam myśleć, czytając Igrzyska Śmierci. Niestety, "im dalej w las"... 
   W momencie, gdy akcja zyskała impetu, wojna z Kapitolem trwa, wciągamy się w Kosogłos, wczytujemy się w plan ataku, znakomity comeback, sukcec buntowników... dostajemy pięć stron przemyśleń głównej bohaterki: Gale czy Peeta? Sytuacja "życie i śmierć", a Katniss rozmyśla nad swoim życiem miłosnym: kogo kocha w rzeczywistości? Myśl szybko Katniss, bo chłopcy się gniewają! 

   Największym plusem całej trylogii jest brak optymizmu w powieści. Nie chcę zabrzmieć jak osoba, która poszukuje w książkach najczarniejszych scenariuszy, smutnych zakończeń, śmierci, okrucieństwa i tortur. Po prostu miło jest przeczytać książkę, w której ukazano realizm ludzkości. Nader patriotyczna pierwsza część trylogii jest przesadzona, owszem, lecz w miarę, gdy wczytujemy się w Catching Fire i Mockingjay tego przesadzonego patriotyzmu jest coraz mniej (co nie znaczy, że znika całkowicie). Autorka przedstawia realia okrucieństwa, reżimu i reakcję ludu: choć pierwszą reakcją jest bunt - duży procent pragnie jedynie przetrwania, co prowadzi do zdrady opozycji, przerażenia, morderstw... człowiek jest istotą samolubną, zaś jeżeli w grę wchodzi jego przetrwanie - zawsze będzie myślał o sobie.
   Może trochę przesadziłam, gdyż trylogia Suzanne Collins wydaje się teraz cyklem godnym Orsona Scotta Carda (autor Cyklu o Enderze -przyp. aut.). Pomimo właściwie umieszczonego w powieściach Collins realizmu - otrzymujemy oczywiście dawkę bohaterstwa, poświęceń i miłości godną cyklu dla młodzieży. 

[Spoilery] Suzanne Collins pod koniec trylogii przedstawia nam również prawdziwy obraz władzy: tyran został obalony, teoretycznie lud powinien żyć długo i szczęśliwie - w końcu dostali to, o co walczyli. Kto jednak zajmie jego miejsce? Przecież bez jednostki rządzącej zapanuje chaos. Autorka pokazuje prawdziwe oblicze człowieka: na miejsce poprzedniego tyrana - wchodzi następny. A przynajmniej ma zamiar, do czego ostatecznie nie dojdzie dzięki naszej niezrównoważonej psychicznie (określenie użyte z sympatią, w końcu tak została określona Katniss, nieprawdaż?) bohaterce.
   Cykl Igrzysk Śmierci zyskał moją sympatię głównie dzięki zakończeniu. Słodko-gorzkie zwycięstwo skłania nas do refleksji po ukończeniu powieści. Buntownicy bowiem wygrali: Kapitol został obalony, prezydent Snow pojmany... ale jakim kosztem? [Koniec spoilerów]

   Podsumowując moje wypociny o cyklu stworzonym przez Suzanne Colins: są to trzy powieści godne uwagi, które wciągną każdego czytelnika. Powiedziałabym, że - choć jest to trylogia przeznaczona dla młodzieży - zainteresuje bardziej osoby powyżej osiemnastego roku życia, gdyż - moim zdaniem - osoby dojrzałe wyniosą z powieści trochę więcej. Jeżeli ktoś oczekuje jednak "pierwszej powieści tego gatunku" lub pomysłu, którego jeszcze nie było" (cytuję przeczytane przeze mnie recenzje) to zawiedzie się - tak jak ja. Trylogia The Hunger Games jest godna uwagi i dobrze napisana, zabierze nam kilka wieczorów, sprawi, że odłożymy plany ze znajomymi na później i będziemy dobrze się bawić lecz nie jest unikalna. I choć wydaje się, że powieści Suzanne Collins nie zostały odebrane przeze mnie pozytywnie - to nieprawda. Moje zdanie o Igrzyskach Śmierci pozostaje dobre i szczerze polecam trylogię każdemu bibliofilowi.


PS. Ciężko było mi stworzyć ten wpis, który rozpoczęłam prawie pół roku temu. Został dokończony dopiero teraz, gdyż miałam naprawdę mieszane uczucia w temacie The Hunger Games. Postanowiłam odłożyć pisanie go na okres, w którym ułożę sobie wszystko w łebku i szczerze o nim zapomniałam. Został odkopany i może troszkę zbyt nasycony jadem, aczkolwiek cieszę się, że byłam w stanie go ukończyć. Yay! Jednak można kończyć pięciomiesięczne notki.

Komentarze

  1. Bardzo lubię te książki. Mimo że ten pomysł już gdzieś był, to autorka potrafiła go wykorzystać i przerobić na swoje potrzeby, co jej się chwali. Czytając książki byłam pod dużym wrażeniem tego, jak fajnie można było odnieść tę sytuację z mediami, transmisją igrzysk do tego co się dzieje w naszej telewizji - reality shows itd. A pierwszy film nawet lubię, nie był zły, mimo że wycięli kilka ciekawych rzeczy z książki, za to "Catching Fire" wyszedł twórcom bardzo dobrze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Catching Fire był zdecydowanie lepszy, niż poprzednia część. Różnił się chociażby taką najzwyklejszą atmosferą - co już robi różnicę. Również podobały mi się książki, co mam nadzieję przedstawiłam w recenzji i nie odniosłaś wrażenia, że mam same negatywne odczucia z czytania :) po prostu wiele recenzji ukazywało trylogię jako Ósmy Cud Świata i wydawało się to trochę wyolbrzymione. Jeśli chodzi o ukazanie mediów w powieści - cud, miód i orzeszki. Jestem wielką fanką show Ceasara - jego sztuczność mnie urzekła i rozkochała w sobie. Moje ulubione momenty z książek to chyba właśnie sceny występów.

      Usuń
    2. Ceasar jest świetną postacią w książce, ale mam wrażenie że Stanley Tucci tknął w nią na ekranie zupełnie nowe życie. Uwielbiam go jako Ceasara ;)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty