Hate w Internetach - od tego się nie odpędzisz


   Przeglądając przeróżne tagi na Tumblr, odwiedzając rozmaite fora internetowe nie sposób nie natknąć się na haterów. Wchodzą w zestawie każdego portalu społecznościowego i nic na to nie poradzimy. Możemy apelować o spokój na sali, szacunek dla siebie, szacunek dla twórców gier/filmów, czy aktorów lecz hejterzy nie znikną jak za dotknięciem magicznej różdżki. Najlepszym sposobem jest po prostu ignorowanie postów przepełnionych hate'm, brak odpowiedzi na nienawistne komentarze, by nie podjudzać ich kreatorów do dalszego wygłaszania opinii. 
Skąd cały ten hate? Otóż, jak powszechnie wiadomo: ludzie uwielbiają wyrażać swoje opinie. Dlatego zakładamy blogi, tematy na forach, strony na Tumblr, dlatego komentujemy pod wiadomościami na gazecie.pl. Nie wszystkie opinie są jednak pozytywne; nieraz coś nam się nie spodoba, nieraz coś nas zirytuje i czujemy niewypowiedzianą ochotę na podzielenie się swoją negatywną opinią ze światem (patrz: autorka tego bloga). Nie każdego jednak obchodzi pojęcie konstruktywnej krytyki i wiele wypowiedzi zaliczanych jest po prostu do czystego hejtu


Czym różni się hate od konstruktywnej krytyki? Przede wszystkim poważna krytyka nie zawiera obrażających określeń w stronę twórców, aktorów, producentów etc. etc. Opinia nie jest krytyką, jeżeli nazwiemy reżysera idiotą, aktorów określimy tępymi mułami, zaś muzykę "kretyńską" - to czysty hate. Wbrew powszechnemu poglądowi, poważną opinią nie jest również wypowiedź typu: "Film mi się nie podobał, był głupi". Owszem, nie jest to hejt - jest to pewnego typu opinia, jednak nie dzieliłabym się nią publicznie. Jaki jest sens w wypowiadaniu się, jeżeli nie potrafimy podać konkretnego powodu dla naszej antypatii poza "film był głupi"? Jeśli już musimy (np. jak ja po obejrzeniu finału Dextera) wyrazić publicznie swoje zdanie - powinniśmy poprzeć je jakimś argumentem. Najlepiej takim, który posiada więcej, niż trzy słowa. Gdyby było to kilka zdań - byłoby znakomicie!

Oops. Ja nie znoszę Fanty! Co teraz?

   Do napisania tego postu skłonił mnie fandom Dragon Age, gdyż - jak wiecie, jeśli czytacie bloga regularnie - Dragon Age: Inkwizycja wychodzi za dwa miesiące i z tygodnia na tydzień Bioware prezentuje nam nowe informacje o grze. Fandom zachowuje się, jakby nie obchodziły go grafiki i screeny, świadczące o nowym silniku i jakości obrazu (z drugiej strony: ileż można oglądać drzewa i krzewy?), system walki wydaje się dla nich nie ważny - nawet wiadomość o dostępnym multiplayerze nie miała takiego rozgłosu jak... ujawnione romanse.

źródło: Tumblr, ukrywam nazwę użytkownika z oczywistych powodów
   Bioware jest firmą komputerową znaną z dużej tolerancji odnośnie orientacji seksualnych i w swoich grach umieszczają postaci hetero, bi oraz homoseksualne. Wydaje się w porządku, bardzo tolerancyjnie i nie powinno być hejtu, bowiem każdy w grze znajdzie coś dla siebie: żadna część nie zawiera tylko hetero, bądź tylko homoseksualnych postaci. Niestety, fani zaczęli wyrabiać już pewne oczekiwania do nowej gry Bioware i jej postaci. Ten na pewno jest gejem, ta musi być hetero, a najlepiej gdyby wszyscy byli biseksualni i nie mieli rasowych ograniczeń. Niedawno ujawniono, że Solas - elfi mag - będzie opcją romansu jedynie dla kobiet i do tego tylko elfich kobiet. Wybuchła dosłownie wojna: przecież to rasizm! 
*mała przerwa, bowiem muszę uderzyć parę razy głową w ścianę*
A może Solasa po prostu kręcą elfki? Może nie leci na wielkie kobiety Qunari a fakt, że elfy w większości państw są ludzkimi niewolnikami sprawia, że ludzie też mu nie podpadają romantycznie?
Trochę się zapędziłam: miał to być wpis o hejcie, nie o Dragon Age.

   A tu mamy rzecz dość popularną w fandomach, których członkowie zwykle stanowią pewną mniejszość, przykładowo: homoseksualiści, osoby aseksualne panseksualne czy biseksualne. Mniejszości nauczyły się od ogółu społeczeństwa wyrażania nienawiści, więc w każdym wolnym momencie przedstawiciele innej orientacji seksualnej, niż heteroseksualizm, postanowili hejtować hetero mężczyzn, narzekających na zbyt dużą ilość gejów w grze. Ja również uważam, że takie skargi nie powinny mieć miejsca i twórcy mają prawo umieścić w grze samych homoseksualistów, jeśli mają taki kaprys i nikt nie powinien na to narzekać. Oczywiście ludzie są, jacy są i to raczej się nie zmieni. Boli mnie jednak fakt, że ci, którzy całe życie doświadczają nienawistnych komentarzy w ich stronę robią dokładnie to samo, bowiem tego nauczyli się od ogółu społeczeństwa. Zamiast potraktować sprawę "po dorosłemu" i po prostu zignorować narzekających na gejów w tej nieszczęsnej grze - obrzucają ich błotem.

Konstruktywna krytyka filmwebowiczów.
Filmweb - w poszukiwaniu hejtu, którego mogłabym użyć jako przykład zauważyłam, że Filmweb zaczął usuwać wulgarne bądź nienawistne posty z dużym skutkiem. Brawo! Chyba każdy użytkownik tego portalu zgodzi się ze mną, iż jest to najbardziej przepełniona hate'm polska strona internetowa. Przeglądając filmwebową stronę Romana Polańskiego i tematy, zakładane przez użytkowników można zauważyć dziesiątki usuniętych przez administratorów postów. To samo na stronach każdego filmu o np. homoseksualistach. Jak powszechnie wiadomo: Polacy nie są najbardziej tolerancyjnymi istotami ludzkimi (przepraszam za uogólnienie ale jestem tylko dzieckiem, za którym koledzy z klasy podążali po szkole i krzyczeli "szatanistka!") i uwielbiają wyrażać swoje obrzydzenie wszystkim, co inne... publicznie.


   Już dawno przestałabym korzystać z Filmwebu, gdyby nie wielki sentyment, jaki posiadam do tego portalu. Na forach tej strony poznałam sporo wspaniałych ludzi z różnych zakątków Polski, z którymi utrzymuję kontakt do dziś. Filmweb pomógł mi - jako dwunastolatce - poszerzyć filmowe horyzonty jeszcze bardziej, poznać mnóstwo znakomitych filmów i również był pierwszym forum internetowym, na którym regularnie się wypowiadałam. Dlatego nadal korzystam z tego portalu, kompletnie ignorując wypowiedzi użytkowników pod stronami filmów oraz potwierdzając informacje również w innych źródłach. 


Epoka hejtu. Zauważyliście, że ostatnimi czasy hate stał się m o d n y? Zaobserwowałam to nie tylko w Internecie lecz również u moich znajomych. W dzisiejszych czasach jesteś cool, jeżeli na pytanie "Jak podobał ci się film?", odpowiadasz: "Był kiepski. Ten i ten nie umie grać, muzyka do dupy, cienka scenografia". Ba, dobrze jeżeli ktoś wspiera swoją wypowiedź takimi szczegółami jak opiniowanie scenografii, jednak właśnie takowe wypowiedzi czynią z nas wielkich znawców kinematografii w oczach znajomych. +10 do szacunu.
Czytając recenzje dzisiejszych dziennikarzy, blogerów, bądź nie-blogerów nie sposób nie zauważyć tendencji do negatywnego opiniowania. Może to wina filmów - może w ostatnich latach wychodzą same "gnioty"? Ja nie zgodzam się z tą opinią. Prawdą jest, że ostatnimi czasy reżyserowie często skupiają się jedynie na efektach specjalnych (w końcu żyjemy w epoce 3D) i zapominają o istnieniu zjawiska takiego jak fabuła lecz nadal powstają dobre filmy. Poza tym - nawet o "gniotach" można czasem powiedzieć dobre słowo. "Film miał kiepski scenariusz, aktorzy byli niewyraźni? Prawda! Ale była akcja - bawiłem się świetnie." Można? Można.


   Czekam, aż na moim blogu pojawi się hate ale chyba nie jest jeszcze wystarczająco popularny. Albo odwiedzają go cywilizowani ludzie (ach!). Mam nadzieję, że potraktuję ów hejt z uśmiechem i nie będę się nim przejmować, choć kto wie: może rzucę się z rozpaczy z najbliższego klifu? (moje rodzinne miasteczko mieści się w kotlinie - z klifem byłby problem.) Oczywiście jestem otwarta na krytykę i w każdym poście jest opcja komentowania, jeżeli chcecie podzielić się ze mną swoją pozytywną bądź negatywną opinią o temacie wpisu lub moim sposobem wypowiedzi. 

Haters gonna hate - potatoes gonna potate, czyli nie należy się przejmować prymitywnym hate'm. Haterzy istnieć będą zawsze, gdyż są nieodłączną częścią Internetu.
Oficjalnie możemy zacząć się przejmować, jeżeli ludzie zaczną rozwijać swoje wypowiedzi konstruktywnymi argumentami - wtedy robi się poważnie i zwykle jest w wypowiedziach ziarno prawdy - możemy zastanowić się więc nad swoją pracą. Nie musimy - w końcu opinie są jak... ekhm. Kto zna cytat - ten wie. Nasz blog, opowiadanie, rysunek, czy chociażby zwierzątko nie musi podobać się wszystkim! Najważniejsze, by podobały się wam. Chyba, że chcecie na nich zarobić. 
Tym głębokim przemyśleniem - godnym wielkiego Mistrza Yody - kończę dzisiejszą notkę, która miała na celu wyżalenie się światu i danie upustowi swej frustracji. Ten blog jednak ma przeznaczenie, które czasem jest osiągane takimi właśnie postami.



PS. A co jest jutro? Jutro jest 10 września. Wielki Dzień, który wzbudza we mnie dumę. O tym jednak... dziesiątego września.


Komentarze

Popularne posty