1 urodziny bloga za nami!

Achievement unlocked: write a blog for a year.

   Nie mogę uwierzyć, że to już rok. Rok ciągłego blogowania. Sześćdziesiąt opublikowanych wpisów. Dwanaście miesięcy żalę się na tej stronie, opowiadam o moich wrażeniach z seansów filmowych, o emocjach przeżywanych podczas czytania dobrej książki, dwanaście miesięcy zachwycania się ludźmi filmu. Jest to dla mnie spory achievement, gdyż zaczynałam już wiele, wiele blogów. Zwykle kończyło się na maksymalnie pięciu notkach i strona została zapomniana. Niestety, zdiagnozowano mnie jako osobę cierpiącą na "słomiany zapał" - jedyne co notorycznie w życiu zapisywałam to dziennik gdzieś do 17 roku życia. Bo który nastolatek nie pisał dziennika?
Ku memu zaskoczeniu w przypadku tego bloga było inaczej. 




   Często ponoszą mnie emocje, wypisuję głupoty, bądź hiperbolizuję. Znajdziecie tu pewnie mnóstwo błędów interpunkcyjnych, ponieważ im więcej czytam i mówię po angielsku - tym gorsza jestem w polskiej interpunkcji. Moje notki również są przepełnione tym obcym językiem, gdyż posługuję się nim na co dzień, każdy czytany przeze mnie tekst (poza polskimi blogami) jest po angielsku. Właściwie myślę już w tym języku, więc czasem wydaje mi się bardziej odpowiednim wyrazić daną myśl właśnie w angielszczyźnie. Przepraszam, jednak to raczej nie ulegnie zmianie. Mogę jedynie mieć nadzieję, że w tej chwili większa część społeczeństwa posługuje się językiem angielskim w godnym stopniu, więc moje małe nawiązania, bądź komentarze zostaną zrozumiane.
   Nie jestem sumienna - obiecałam pisać notki trzy razy w tygodniu, jednak wyszło bardziej trzy razy na miesiąc. Niestety, studia mnie pochłonęły, życie mnie pochłonęło (gry mnie pożarły) i choć ostatnio jest lepiej i wychodzi nawet sześć notek na miesiąc - nigdy nie wiadomo, co będzie dalej. Nadal mam mnóstwo pomysłów - pełno zaczętych wpisów, które czekają na moją uwagę i za każdym razem, gdy otwieram bloggera z nową ideą - krzyczą do mnie, bym je ukończyła. Podobno pierwszy rok regularnego pisania jest najgorszy. 
Ja jednak znalazłam sposób. Wydrukowałam sobie jakiś czas temu pewien obraz i powiesiłam nad biurkiem i gdy na niego spoglądam... cóż, zobaczcie sami.


Motywator do pisania bloga: jest.

   Zaczęłam bloga z tego powodu, z którego chyba wszyscy blogerzy piszą swoje: by wyżalić się światu. Blogerzy mają dziwne przeświadczenie, że ich zdanie się liczy (mówię to ze stuprocentową sympatią) i ja nie jestem inna. Mam wrażenie, że ktoś chce znać moją opinię, wow, cóż za wysokie mniemanie! Niestety, tak to już jest. Kolejnym powodem oczywiście jest poznawanie nowych ludzi. Przyznam, że gdybym nie dostała żadnego komentarza pod notką, bądź maila - pewnie blog już by nie istniał. Dziękuję więc regularnym odwiedzającym (Tobie, drogi czytelniku, nieważne czy jest to moja pierwsza, dziesiąta, czy pięćdziesiąta notka, którą czytasz) za uwagę i podniesienie mnie na duchu. 


Ale w końcu wy nie jesteście tacy randomowi, skoro czytacie mego bloga :)

   Na pewno zaznaczyłam to już kilka razy lecz nie trzymam się recenzowania najnowszych produkcji. Czasem mam ochotę wypowiedzieć się na temat mojego ulubionego filmu/książki, który darzę uczuciem od lat,  bądź wyrazić głębokie uczucie do pewnego reżysera, czy kompozytora. Mam dwadzieścia lat oglądania filmów do nadrobienia i nie ma opcji, żebym ograniczała się jedynie do tegorocznych produkcji :)

   Od początku prowadzenia bloga planowałam stworzyć swego rodzaju rocznicową listę zrecenzowanych przeze mnie tytułów w danym roku. "Najlepsze", "najgorsze"... wyszło trochę inaczej, niż planowałam, gdyż okazała się to być lista zrecenzowanych produkcji, którymi po prostu chciałam się podzielić. Nie są to pewnie moje najlepsze notki, mam dziwne przeświadczenie, że moje "najlepsze" wpisy dotyczą najgorszych filmów (oprócz mojej pierwszej całkowicie negatywnej notki, która wyszła troszkę nieskładna). 
Oto cała lista - miejmy nadzieję, że w przyszłym roku będzie dłuższa i ciekawsza. Do usłyszenia w następnym poście!

Wrzesień 2014 - wrzesień 2014

Rok 2013: 

Pierwszy wpis konwentowy, czyli Copernicon 2013
Największy zawód finałowego odcinka serialu, który uwielbiam od lat: finał Dextera
...Zakładam Tumblr, czyli: żegnaj, życie osobiste!
Z cyklu: poszłam na bajkę samotnie, co nie przeszkodziło mi w ekscytacji Disney'em: Frozen
Kocham Marvela, lecz tym razem między nami nie zaiskrzyło: Thor 2
Najlepiej wyglądający w rurkach mężczyzna: Ichabod Crane -Sleepy Hollow (swoją drogą muszę napisać notkę o całej serii - zanotować)
Jak bardzo myliłam się w kwestii serialu animowanego, but everything changed when the fire nation attacked, czyli: Avatar - the last Airbender
Największa rozpacz podczas oglądania pojedynczego epizodu: Doktor Who: pożegnanie z Jedenastym


Rok 2014:


Jak bardzo myliłam się w kwestii serialu, czyli: Merlin
Moffat sprawił mi urodzinowy prezent, czyli: Sherlock, sezon 3
Najbardziej uroczy podróżnik w czasie: About Time
Największy zawód - czemu, och dlaczemu, Jackson?! Hobbit: Pustkowie Smauga
Największe guilty pleasure roku: Teen Wolf
Najlepsza obsada, muzyka i atmosfera w filmie: Only lovers left alive
Produkcja, która wywołuje we mnie największą ekscytację, czyniąc ze mnie piszczącą fangirl: Dragon Age Inquisition
Z cyklu: poszłam na bajkę i w drodze powrotnej szukałam marketu ze smokami: Jak wytresować smoka 2
Marvel + dobry humor + świetna muzyka = Guardians of the Galaxy
Widziałam komików i płakałam, czyli: Monty Python Live (mostly)

Komentarze

  1. Gratuluję i życzę Ci dalszej motywacji do pisania :) Sama wiem ile satysfakcji przynosi regularne pisanie i to kiedy ktoś zostawi po sobie ślad na blogu ;)
    PS. Ja nigdy nie pisałam dziennika :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo :) A myślałam, że każdy w pewnym momencie usiłował pisać jakiś dziennik ^^

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty