Przygodę z Dwunastym czas zacząć! - Doctor Who 8x01 - Deep Breath
Zacznę od uniwersalnego stwierdzenia, rozpoczynającego duży procent moich wpisów: obawiałam się nowego odcinka Doctora Who. Uwielbiam ten serial; stał się nieodłączną częścią mojego życia i często do niego powracam. Moim ulubionym Doktorem jest Dziesiąty. Jedenasty i Dziewiąty zaś zajmują specjalne miejsce w moim sercu. Niestety, w ciągu ostatnich kilku lat Stephen Moffat zaczął nieco przesadzać ze swoją wyobraźnią, niespójnością w ciągu wydarzeń i dynamiką serii. Nie darzę Moffata wielką nienawiścią, co czyni duża liczba fanów serialu, więc nie będę go obrażać, po prostu trochę ponarzekam - od tego w końcu jest mój blog (w pewnym stopniu) . Jestem fanem Doctora Who lecz nie jestem fanem siódmej serii, której oglądanie sprawiało mi wręcz fizyczny ból.
Stąd właśnie moje obawy: czy ósma seria będzie kontynuowała niepowodzenie poprzedniej? Czy Moffat się opanował? Czy Moffat nadal chce tego, co najlepsze dla Doctora Who? Czy może Capaldi go okiełznał? Wierzcie lub nie, Peter Capaldi jest wielkim fanem Doktora i zaraz po przyjęciu roli jako Dwunasty rozpoczął dodawanie swoich trzech groszy gdzie popadnie... tak przynajmniej głoszą plotki. Jak jest w rzeczywistości - wiedzą jedynie twórcy serialu. Miejmy nadzieję, że Capaldi będzie w stanie nakierować Moffata na tor poprzednich serii, które znamy i kochamy i ósmy sezon będzie wielkim sukcesem.
Nowy odcinek Doktora Who nie skupia się na fabule; chodzi w nim bardziej o przedstawienie nowego Doktora, jego zmaganiu się z nowym ciałem - dynamiczne wydarzenia tworzą swoiste tło w Deep Breath. Odcinek rozpoczyna się od T.Rexa atakującego wiktoriański Londyn. Pomyślmy: jeżeli akcja dzieje się w wiktoriańskiej Anglii to kto może brać w niej udział? Oczywiście: Vastra, Jenny oraz Strax, którzy pomagają Clarze uporać się ze zmianą Doktora.
Bardzo lubię Vastrę i z przyjemnością oglądałam każdy epizod, w którym pojawiła się ta silna, feministyczna jaszczurzyca. Strax również jest niezwykle zabawną postacią i zazwyczaj otwarcie śmiałam się z jego kwestii. Niestety, Deep Breath kompletnie zepsuł tych bohaterów, którzy wydają się być wepchnięci na siłę do scenariusza. Już tłumaczę, dlaczego. Jak wiadomo: Vastra i Jenny są parą. Nikt temu nie zaprzeczył, wszyscy o tym wiedzieli. Plus dla Doctora Who: "yay, mają lesbijskie postaci!" Jednak w nowym odcinku dowiadujemy się, że kobiety wzięły ślub. Wszystko w porządku, way to go girls, tylko dlaczego zawiadamiają nas o tym w każdym wypowiedzianym przez nie zdaniu? Poważnie, widziałam odcinek dwa razy, więc potwierdzam. Moffat wydaje się wpychać widzom do gardeł fakt, że wspiera małżeństwa homoseksualne. Okay, rozumiemy, w porządku, możesz przestać (ja również jestem za ale nie wspominam o tym w każdej rozmowie). Ponadto Vastra przez cały epizod okrutnie czepia się Clary (nie darzę jej sympatią ale bez przesady), co czyni z niej osobę (jaszczurkę) irytującą i po prostu wredną. Strax również stracił cały humor, jaki posiadał. Owszem, dostajemy jedno uderzenie gazetą po głowie, które zmusiło mnie do chichotu (może dlatego, że oberwała Clara), reszta scen z ziemniakowatym kosmitą jest jednak wymuszona. Scena "badania" Clary jest kompletnie zbędna, nie jest ani zabawna ani nie wnosi niczego nowego do scenariusza. Pytam: po co to wszystko?
'I am Scottish, I can complain about things!'
Peter Capaldi zadebiutował jako dwunasty Doktor i wszystko uległo zmianie. Doktor skończył bowiem swój "okres dojrzewania" i w końcu dorósł; z młodzieńca, kochanka przerodził się w... ojca? Ba, taką właśnie postawę przyjmuje Dwunasty: nie jest już czarującym, lekko infantylnym flirciarzem, tylko poważnym, doświadczonym człowiekiem, gotowym do poświęcenia i naginania swoich cennych zasad dla dobra sprawy. Nowy Doktor zmienił twarz na starszą: jego włosy są teraz siwe (nadal nie rude!), brwi groźne, a zmarszczki wyraźnie widoczne. Oczywiście zmiana nastąpiła również wewnątrz naszego kochanego szaleńca z budką. Moffat oświadcza nam, iż Doktor przestał się przejmować, jakie robi wrażenie na ludziach; właściwie całkowicie zmienił się jego stosunek do rasy ludzkiej. Dwunasty już nie jest kochającym, ciepłym przyjacielem człowieka - Dwunasty jest wkurzony, Dwunasty ma dość ludzi i sprzątania po nich bałaganu. I to właśnie jest fantastyczne.
Poznajemy nową twarz Doktora: twarz, która ma dosyć i z którą nie należy zadzierać. Dwunasty wzbudza w nas lekki strach, który wzrasta z minuty na minutę. Jest w nim bowiem pewna niebezpieczna, przerażająca nuta, z której nie da się otrząsnąć. Takiego Doktora jeszcze nie było, zaś ciężko jest się przestawić z uroczego Matta Smitha na Capaldiego z Atakującymi Brwiami.
Sfrustrowana towarzyszka
Clara Oswald nie widzi Doktora w Doktorze. Nie rozumie, dlaczego nastąpiła regeneracja i nie poznaje Dwunastego. Przez cały odcinek dziewczę narzeka na to, jak Doktor staro wygląda, jak to nie jest już Jedenastym, zmienił się, blablabla. I nadchodzi ten moment, w którym mówię: Moffat... please stop.
/strefa spoilerów/ Czego dowiadujemy się w odcinku: Clara kochała Jedenastego, ponieważ wyglądał młodo. Jedenasty wyglądał młodo, bo miał dzięki temu laski (oczywiście). Teraz, gdy Doktor wygląda staro - wydaje się Clarze odrzucający.
Stop! Czekajcie! Ponieważ Clara miała na ścianie zdjęcie jednego dojrzałego mężczyzny - dojrzali mężczyźni nie są dla niej odrzucający ale totalnie seksowni! Przecież sama tak powiedziała!
...czy któryś z twórców ma kryzys wieku średniego? /koniec strefy spoilerów/
W regeneracjach Doktora zawsze chodziło o zmianę szalonego właściciela niebieskiej budki. Widzowie (oraz towarzysze) poznawali jego nową osobowość, twórcy ukazywali Doktora jako innego (choć w pewnym sensie nadal tego samego) człowieka. Dlatego - moim zdaniem - błędem było umieszczenie w odcinku Matta Smitha.
Deep Breath powinien być odcinkiem Capaldiego. Epizod, w którym żegnaliśmy się z Doktorem już był (fantastyczny): czas poznać Dwunastego i ruszyć dalej. Tak było zawsze i tak widzowie są w stanie przekonać się do każdego nowego Doktora (stopniowo - ale zawsze). Po co więc ten Smith? Ach, dla Clary! Oczywiście. Ponieważ dziewczyna nie jest w stanie przekonać się do siwego Doktora.
Zostawię to bez komentarza.
Nie lubię Clary Oswald
There it is, I said it. Nie wiem, czy jestem jedynym fanem Doctora Who, który nie lubi "nowej" towarzyszki Doktora, czy jest nas więcej. Nie jestem też pewna, czy nie podoba mi się sposób przedstawienia bohaterki przez Jennę Coleman, czy po prostu sama postać, stworzona przez Moffata mnie odrzuca. Przyznam, że Stephen Moffat nie ma talentu do tworzenia doktorowych towarzyszek; wszystko zaczęło "walić się" od czasu Amy, którą jednak darzyłam sympatią. Amy miała charakter, potrafiła się postawić Doktorowi lecz była też użyteczna: wspierała go nie tylko psychicznie (co przyznam - czyni Clara) ale też rozwiązywała z nim tajemnice, czy ratowała Doktora "z opresji". Ponadto: Amy Pond miała własne życie. Oczywiście: jest "dziewczyną, która czekała", jednak w tym czasie była w stanie zbudować sobie życie. Clara Oswald jest bez koloru, mam wrażenie, że bez Doktora byłaby bez osobowości.
Jest to bardzo subiektywna opinia, jednak moim zdaniem Clara jest najnudniejszą towarzyszką. "Dlaczego?", zapytacie. "Przecież Clara ma niesamowitą historię, umiera kilka razy, ratuje Doktorowi życie..." STOP. Najbardziej żałosny zabieg Moffata: Clara okazuje się być tą towarzyszką, która ratuje Doktora. WRONG
Co stało się z Rose Tyler, Donną Noble, Amy Pond, River Song...?!
Wybaczcie okazjonalny "hejt", jednak szalony pomysłodawca bardzo nabroił, podczas tworzenia siódmej serii Doktora Who i nie wiem, czy będę w stanie mu to kiedykolwiek wybaczyć.
Stąd właśnie moje obawy: czy ósma seria będzie kontynuowała niepowodzenie poprzedniej? Czy Moffat się opanował? Czy Moffat nadal chce tego, co najlepsze dla Doctora Who? Czy może Capaldi go okiełznał? Wierzcie lub nie, Peter Capaldi jest wielkim fanem Doktora i zaraz po przyjęciu roli jako Dwunasty rozpoczął dodawanie swoich trzech groszy gdzie popadnie... tak przynajmniej głoszą plotki. Jak jest w rzeczywistości - wiedzą jedynie twórcy serialu. Miejmy nadzieję, że Capaldi będzie w stanie nakierować Moffata na tor poprzednich serii, które znamy i kochamy i ósmy sezon będzie wielkim sukcesem.
Nowy odcinek Doktora Who nie skupia się na fabule; chodzi w nim bardziej o przedstawienie nowego Doktora, jego zmaganiu się z nowym ciałem - dynamiczne wydarzenia tworzą swoiste tło w Deep Breath. Odcinek rozpoczyna się od T.Rexa atakującego wiktoriański Londyn. Pomyślmy: jeżeli akcja dzieje się w wiktoriańskiej Anglii to kto może brać w niej udział? Oczywiście: Vastra, Jenny oraz Strax, którzy pomagają Clarze uporać się ze zmianą Doktora.
Bardzo lubię Vastrę i z przyjemnością oglądałam każdy epizod, w którym pojawiła się ta silna, feministyczna jaszczurzyca. Strax również jest niezwykle zabawną postacią i zazwyczaj otwarcie śmiałam się z jego kwestii. Niestety, Deep Breath kompletnie zepsuł tych bohaterów, którzy wydają się być wepchnięci na siłę do scenariusza. Już tłumaczę, dlaczego. Jak wiadomo: Vastra i Jenny są parą. Nikt temu nie zaprzeczył, wszyscy o tym wiedzieli. Plus dla Doctora Who: "yay, mają lesbijskie postaci!" Jednak w nowym odcinku dowiadujemy się, że kobiety wzięły ślub. Wszystko w porządku, way to go girls, tylko dlaczego zawiadamiają nas o tym w każdym wypowiedzianym przez nie zdaniu? Poważnie, widziałam odcinek dwa razy, więc potwierdzam. Moffat wydaje się wpychać widzom do gardeł fakt, że wspiera małżeństwa homoseksualne. Okay, rozumiemy, w porządku, możesz przestać (ja również jestem za ale nie wspominam o tym w każdej rozmowie). Ponadto Vastra przez cały epizod okrutnie czepia się Clary (nie darzę jej sympatią ale bez przesady), co czyni z niej osobę (jaszczurkę) irytującą i po prostu wredną. Strax również stracił cały humor, jaki posiadał. Owszem, dostajemy jedno uderzenie gazetą po głowie, które zmusiło mnie do chichotu (może dlatego, że oberwała Clara), reszta scen z ziemniakowatym kosmitą jest jednak wymuszona. Scena "badania" Clary jest kompletnie zbędna, nie jest ani zabawna ani nie wnosi niczego nowego do scenariusza. Pytam: po co to wszystko?
'Look at those eyebrows, those are Attack Eyebrows, you could take bottle tops off with these!'
'I am Scottish, I can complain about things!'
Peter Capaldi zadebiutował jako dwunasty Doktor i wszystko uległo zmianie. Doktor skończył bowiem swój "okres dojrzewania" i w końcu dorósł; z młodzieńca, kochanka przerodził się w... ojca? Ba, taką właśnie postawę przyjmuje Dwunasty: nie jest już czarującym, lekko infantylnym flirciarzem, tylko poważnym, doświadczonym człowiekiem, gotowym do poświęcenia i naginania swoich cennych zasad dla dobra sprawy. Nowy Doktor zmienił twarz na starszą: jego włosy są teraz siwe (nadal nie rude!), brwi groźne, a zmarszczki wyraźnie widoczne. Oczywiście zmiana nastąpiła również wewnątrz naszego kochanego szaleńca z budką. Moffat oświadcza nam, iż Doktor przestał się przejmować, jakie robi wrażenie na ludziach; właściwie całkowicie zmienił się jego stosunek do rasy ludzkiej. Dwunasty już nie jest kochającym, ciepłym przyjacielem człowieka - Dwunasty jest wkurzony, Dwunasty ma dość ludzi i sprzątania po nich bałaganu. I to właśnie jest fantastyczne.
Poznajemy nową twarz Doktora: twarz, która ma dosyć i z którą nie należy zadzierać. Dwunasty wzbudza w nas lekki strach, który wzrasta z minuty na minutę. Jest w nim bowiem pewna niebezpieczna, przerażająca nuta, z której nie da się otrząsnąć. Takiego Doktora jeszcze nie było, zaś ciężko jest się przestawić z uroczego Matta Smitha na Capaldiego z Atakującymi Brwiami.
Nie wiem, czy Peter Capaldi został dopasowany do nowego Doktora, czy też nowy Doktor do Capaldiego, jednak nikt nie zaprzeczy, że aktor nie odnajduje się w swojej roli. Występ Szkota zapiera dech w piersi; Capaldi jest genialny, zaś oglądanie Dwunastego było dla mnie czystą przyjemnością.
Moment, w którym Dwunasty zaczął chwalić swoje niebieskie nerki był chwilą, w której zrozumiałam, że Capaldi będzie świetnym Doktorem. Pierwsza scena Deep Breath, w której pojawia się Dwunasty pozwoliła mi go szczerze pokochać, zaś miłość ta rosła z każdą minutą.
Clara Oswald nie widzi Doktora w Doktorze. Nie rozumie, dlaczego nastąpiła regeneracja i nie poznaje Dwunastego. Przez cały odcinek dziewczę narzeka na to, jak Doktor staro wygląda, jak to nie jest już Jedenastym, zmienił się, blablabla. I nadchodzi ten moment, w którym mówię: Moffat... please stop.
/strefa spoilerów/ Czego dowiadujemy się w odcinku: Clara kochała Jedenastego, ponieważ wyglądał młodo. Jedenasty wyglądał młodo, bo miał dzięki temu laski (oczywiście). Teraz, gdy Doktor wygląda staro - wydaje się Clarze odrzucający.
Stop! Czekajcie! Ponieważ Clara miała na ścianie zdjęcie jednego dojrzałego mężczyzny - dojrzali mężczyźni nie są dla niej odrzucający ale totalnie seksowni! Przecież sama tak powiedziała!
...czy któryś z twórców ma kryzys wieku średniego? /koniec strefy spoilerów/
W regeneracjach Doktora zawsze chodziło o zmianę szalonego właściciela niebieskiej budki. Widzowie (oraz towarzysze) poznawali jego nową osobowość, twórcy ukazywali Doktora jako innego (choć w pewnym sensie nadal tego samego) człowieka. Dlatego - moim zdaniem - błędem było umieszczenie w odcinku Matta Smitha.
Deep Breath powinien być odcinkiem Capaldiego. Epizod, w którym żegnaliśmy się z Doktorem już był (fantastyczny): czas poznać Dwunastego i ruszyć dalej. Tak było zawsze i tak widzowie są w stanie przekonać się do każdego nowego Doktora (stopniowo - ale zawsze). Po co więc ten Smith? Ach, dla Clary! Oczywiście. Ponieważ dziewczyna nie jest w stanie przekonać się do siwego Doktora.
Zostawię to bez komentarza.
Nie lubię Clary Oswald
There it is, I said it. Nie wiem, czy jestem jedynym fanem Doctora Who, który nie lubi "nowej" towarzyszki Doktora, czy jest nas więcej. Nie jestem też pewna, czy nie podoba mi się sposób przedstawienia bohaterki przez Jennę Coleman, czy po prostu sama postać, stworzona przez Moffata mnie odrzuca. Przyznam, że Stephen Moffat nie ma talentu do tworzenia doktorowych towarzyszek; wszystko zaczęło "walić się" od czasu Amy, którą jednak darzyłam sympatią. Amy miała charakter, potrafiła się postawić Doktorowi lecz była też użyteczna: wspierała go nie tylko psychicznie (co przyznam - czyni Clara) ale też rozwiązywała z nim tajemnice, czy ratowała Doktora "z opresji". Ponadto: Amy Pond miała własne życie. Oczywiście: jest "dziewczyną, która czekała", jednak w tym czasie była w stanie zbudować sobie życie. Clara Oswald jest bez koloru, mam wrażenie, że bez Doktora byłaby bez osobowości.
Jest to bardzo subiektywna opinia, jednak moim zdaniem Clara jest najnudniejszą towarzyszką. "Dlaczego?", zapytacie. "Przecież Clara ma niesamowitą historię, umiera kilka razy, ratuje Doktorowi życie..." STOP. Najbardziej żałosny zabieg Moffata: Clara okazuje się być tą towarzyszką, która ratuje Doktora. WRONG
Co stało się z Rose Tyler, Donną Noble, Amy Pond, River Song...?!
Wybaczcie okazjonalny "hejt", jednak szalony pomysłodawca bardzo nabroił, podczas tworzenia siódmej serii Doktora Who i nie wiem, czy będę w stanie mu to kiedykolwiek wybaczyć.
Jeśli kiedykolwiek posiadałam wątpliwości odnośnie umiejętności aktorskich Petera Capaldi - w tej scenie zostały rozwiane całkowicie. Ta scena jest mistrzostwem.
To jak w końcu z tym nowym Doktorem Who?
Odważny, awanturniczy, pewny siebie, niezwykle inteligentny... po prostu hipnotyzujący Peter Capaldi łączy w sobie najlepsze cechy Doktorów z lat siedemdziesiątych z własną, świeżą interpretacją Doktora XXI-go wieku. Dzięki niemu Deep Breath ogląda się z czystą przyjemnością, gdyż jego występ zapiera dech w piersi. Okazjonalnie czujemy rozczarowanie scenariuszem (ten dinozaur był niepotrzebny), o czym szybko zapominamy, gdyż Dwunasty ponownie pojawia się na ekranie i kradnie nasze serca. 80-minutowy odcinek mija w niezwykłym tempie i pozostawia przyjemny niedosyt: cechy dobrego odcinka wstępnego. Mam nadzieję, że oznacza to powrót do złotych czasów Doktora Who i będziemy mogli cieszyć się kolejną genialną serią o nowym lecz przecież tak dobrze przez nas znanym szaleńcu z niebieską budką.
PPS. Chciałam zaznaczyć, że nie nienawidzę Stephena Moffata. Mam mu za złe parę zabiegów, których używa regularnie w swoich scenariuszach, jednak nie mogę odmówić mu świetnego mózgu do intryg i wyobraźni, która pomaga mu tworzyć cholernie dobre odcinki.








Komentarze
Prześlij komentarz