And now for something completely different, czyli Monty Python Live (Mostly)


   Byłam bardzo szczęśliwym człowiekiem, gdy usłyszałam o seansie Monty Python Live (mostly) w Warszawie dwa miesiące temu (dwa, prawda?). Oczywiście zostałam zadowoloną posiadaczką biletu pięć minut później, czekałam dwa miesiące i z największym kiedykolwiek przez ludzkość widzianym uśmiechem na twarzy pohasałam na seans dziesiątego sierpnia.
Co usiłuję powiedzieć: moja przygoda z Monty Pythonem rozpoczęła się już w dzieciństwie; na szczęście moja najbliższa rodzina docenia dobry, brytyjski humor i dorastałam, oglądając Świętego Graala i Sens Życia wg Monty Pythona. Stałam się więc ich fanką już w okresie wczesnej młodości, zaś pozostałam nią do dnia dzisiejszego. Dziś Monty Python bawi mnie tak samo, jak dziesięć lat temu. Może jedynie rozumiem trochę więcej.
   
Nobody expects the Spanish Inquisition! Or rather everybody does but who cares anymore.

   Miałam niewielkie obawy odnośnie ostatniego występu słynnych brytyjskich komików. Jak powszechnie wiadomo (bądź niekoniecznie, dlatego zawiadamiam) zostało ich już tylko pięciu: John Cleese, Terry Gilliam, Eric Idle, Terry Jones i Michael Palin. Graham Chapman - autor Martwej Papugi, Nauki Latania - zmarł w 1989 roku. Pozostali członkowie Monty Pythona ogłosili, iż zbierają się ostatni raz z powodu niskich emerytur i problemów finansowych lecz definitywnie powrót na scenę nie został wymuszony. 
   Live (mostly) to show, w którym znajdziemy wszystko, co dusza zapragnie: dobry humor w postaci skeczów, balet, śpiew, animacje Terry'ego Gilliama, taniec popularny, mężczyzn i kobiety w pończochach, wybuchy, kontakt z publicznością i penisy. Tak, penisy. Reżyser znalazł idealny środek pomiędzy nowym i starym; udało mu się połączyć dawne skecze, które znamy i kochamy z nowym materiałem. Dodał też odrobinę brodwayowskich akcentów i jakimś cudem okazało się to być sukcesem. Jak? Nie mam pojęcia! Występy chóru i tancerzy rzeczywiście były na najwyższym poziomie, jednak sam fakt, że połączono skecze Monty Pythona z baletem jest komiczny.
  Monty Python ani trochę nie zardzewiał przez te wszystkie lata. Nowe skecze są równie zabawne, co poprzednie, zaś dawne zostały "odświeżone", przykładowo: przez połączenie (Martwa papuga x skecz z serem), przez co nie wydają się nudne. Często zastanawiam się, z którym diabłem komicy zawarli pakt, ponieważ Monty Python działa już pół wieku, zaś ich numery nadal pozostają aktualne.


Panie i Panowie: Terry Gilliam po raz pierwszy na scenie z Monty Pythonem. W sukience. Czego więcej potrzeba do szczęścia?

   Przed seansem obawiałam się, że komicy mogą podejść do występu ze znużeniem; w końcu komu by się chciało znów odgrzewać ten sam kotlet? Cóż, jedynie Monty Pythonowi. Na scenie nie było ani odrobiny znudzenia, widać, że cała piątka czerpała wielką przyjemność z występu przed publicznością. Przez cały czas zachowywali kontakt z widzami i między sobą, można było zauważyć, że niektóre teksty były improwizowane.
   Jak już wspomniałam wcześniej, jeden z członków Monty Pythona zmarł w 1989 roku. Komicy jednak nie chcieli tworzyć pożegnalnego show bez wspomnienia o Chapmanie i chciałabym powiedzieć, że zrobili to perfekcyjnie. Jeżeli można podchodzić do śmierci przyjaciela z humorem - Monty Python to uczynił. Przede wszystkim na samym początku show pojawia się napis: "One down, five to go". W skeczu z papugą Cleese oznajmia również, że papuga odeszła do doktora Chapmana. W tym momencie obaj komicy podnieśli kciuki w stronę nieba, co wywołuje zarówno wzruszenie jak i uśmiech na twarzy.



   Pięciu doświadczonych komików, którzy występują na scenie już pół wieku. Można by pomyśleć, że są w stanie zachować powagę w każdej sytuacji; przecież to Monty Python. Nic bardziej mylnego: Cleese nieraz zapomniał tekstu lub parsknął śmiechem, również zmuszając do tego kolegów, Gilliam spalił swój występ jako policjant otwarcie zaczynając się śmiać. Na skeczu z martwą papugą obaj komicy "nie wytrzymali" (prawdopodobnie widząc swoje miny). Pierwsza myśl, jaka powinna się nasunąć, to "nieprofesjonalizm", jednak atmosfera na scenie była naprawdę niesamowita i rozbawienie komików jedynie bardziej bawiło publikę, zmuszając do jeszcze głośniejszego śmiechu.

Rzeczywiście Michael Palin w pewnym momencie osiągnął szczyt rozbawienia :)

   Na scenie O2 pojawiło się również kilku bardzo brytyjskich gości. Mówię "bardzo brytyjskich", ponieważ zauważyłam, że wiele osób na sali nie rozpoznało kilku twarzy. Ujrzeliśmy ekipę Top Gear (których rozpoznała raczej większość publiki), Stephena Hawkinga, który miał okazję zaśpiewać kawałek The Galaxy Song i przejechać Briana Coxa. Mogliśmy ujrzeć go również na widowni. Jako gość specjalny pojawił się również Mike Meyers, który ogłaszał wszem i wobec swój zachwyt i podziw dla Monty Pythona. 
   Kilka osób również spojrzało na mnie dziwnie, gdy parsknęłam śmiechem na samym początku show. Otóż: miałam powód a było nim przybycie komików w niebieskiej budce policyjnej z napisem "Retardis". Doctor Who chyba jednak nie jest tak popularny, jak myślałam. 

One down, five to go.
   Czytałam u Zwierza Popkulturalnego, że polscy tłumacze powinni zostać zwolnieni i podpisuję się pod tym planem. Rzeczywiście nieraz miałam ochotę uderzyć głową w ścianę, gdy czytałam tłumaczenia piosenek. Nie będę wspominać o pełnych humoru tekstach, które przecież komicy rzucali non stop, zaś tłumacze nadali kompletnie odmiennego znaczenia. Nie jestem w stanie przytoczyć żadnego przykładu, ponieważ ignorowałam linijki tekstu pod obrazem (a przynajmniej starałam się, by nie załamać się całkowicie). 

   Postanowiłam dodać spis utworów, które pojawiły się w Live (mostly), ponieważ warto dzielić się takim dobrem ze światem. Na szczęście ci, którzy nie widzieli transmisji będą mogli zakupić sobie show na DVD (co ja prawdopodobnie również uczynię). Szczerze powiedziawszy to wychodziłam z kina, nucąc All the sperm is sacred, ponieważ ta piosenka za każdym razem zostaje ze mną przez godziny po usłyszeniu. Osobom dookoła mnie wydało się to nie przeszkadzać. 

Komentarze

Popularne posty