"Ja też chcę smoka!" - czyli How to Train your Dragon 2


   Na obejrzenie How to train your dragon 2 musiałam czekać prawie miesiąc. Niestety mieszkam w bardzo małym mieście, którego kino nie prosperuje najlepiej (szczerze powiedziawszy to nie wiem nawet, czy w ogóle prosperuje) i do najbliższego szanującego się kina mam 1,5 jazdy samochodem. Zwykle premiera filmu wiąże się z całodniową wycieczką, dlatego też na seans Jak wytresować smoka 2 wyczekiwałam tak długo. 
   Zwykle bajki oglądam w 2D. Na nowy twór DreamWorks postanowiłam jednak wybrać się w 3D i przyznam, że nie żałowałam swojej decyzji. Animacja nie jest wymuszona, by popisać się i dopasować do 3D. Widać, że owa technologia została dopasowana do filmu, a nie na odwrót. W ostatnich latach pojawiła się tendencja kręcenia filmów wyłącznie, by pochwalić się efektami - na szczęście HTTYD2 nie ma tego problemu. 
   Jak zwykle na seans wchodziłam z lekką obawą. Miałam właśnie obejrzeć sequel jednej z najlepszych bajek ostatnich lat, zaś wszyscy wiemy jak to jest z kontynuacjami dobrych produkcji: rzadko kiedy natykamy się na naprawdę porządny ciąg dalszy. DreamWorks jednak mnie zaskoczył i stworzył kolejny świetny film o smokach na których bawiłam się tak dobrze, jak na poprzednim. Może nawet lepiej?




   Akcja HTTYD2 dzieje się 5 lat po wydarzeniach z poprzedniej części. Czkawka skończył dwadzieścia lat i stał się mężczyzną. Ostatnie 5 lat zdecydowanie były dla niego łaskawe, gdyż niezdarny chłopiec przerodził się w przystojnego, pewnego siebie młodzieńca. Z piegowatych pikseli przeszliśmy do naprawdę powalających pikseli (wybaczcie, odzywa się mój wewnętrzny fangirl). Stał się genialnym wynalazcą i osobą szanowaną przez mieszkańców wioski. Wszyscy oczekują, że w przyszłości zostanie następnym wodzem, jednak sam Czkawka nie jest fanem tego pomysłu. Swoje dni spędza odwiedzając nowe krainy razem ze Szczerbatym. 
   Hiccup jest bohaterem, którego polubiłam od razu już na początku pierwszego filmu. Drugi film pozwolił podtrzymać tę sympatię, gdyż bohater ma w sobie wiele z rzeczywistego człowieka. Może brzmi to dość dziwnie, dlatego wytłumaczę. Chodzi mi o to, że Hiccup nie jest kolejną przerysowaną postacią bajkową. Bohater ma bardzo realną osobowość. Jest inteligentny, posiada nadzwyczajny talent (wynalazczość), jest uprzejmy i przede wszystkim dobry. Nie szuka wojny i stara się rozwiązywać konflikty pokojowo. To wszystko są bardzo szlachetne cechy, jednak poza tym Czkawka jest niezwykle ciekawy świata i możemy dostrzec jego wewnętrzne dziecko - zwłaszcza, gdy poznaje swoją matkę. 



   Wszystkie emocje, które definiują Czkawkę i pozwalają nam go poznać są idealnie przedstawione na obrazie. Świadczy to o naprawdę wysokiej jakości animacji. Nie potrzeba nam muzyki ani słów, by wiedzieć o czym myśli bohater, gdyż jest to idealnie odzwierciedlone na jego twarzy. Przykładem takiej sceny jest chociażby moment, w którym Hiccup ogląda tańczących rodziców z odrobiną niedowierzania lecz z wielką radością i wzruszeniem, jednak gdy czasem spogląda na matkę widzimy ból w jego oczach, gdyż - bądź co bądź - Valka opuściła go w dzieciństwie i chłopiec czuje się zdradzony. Animacja postaci rzeczywiście jest pierwszorzędna, czego zabrakło chociażby w ostatnich bajkach Disneya. 
   How to train your dragon skupiał się przede wszystkim na historii Czkawki i Szczerbatego oraz ich rosnącego zaufania i przyjaźni. W drugiej części twórcy postanowili jednak opowiedzieć o pozostałych postaciach i choć głównym bohaterem pozostał Czkawka - akcja nie skupia się całkowicie na nim i poznajemy najróżniejsze rodzaje smoków oraz ich jeźdźców. Dzięki temu sequel nie stał się monotonny a my dostajemy ogromną dawkę dobrej zabawy, oglądając perypetie postaci drugoplanowych. 

No tak - Hiccup jest już mężczyzną i ma dziewczynę. 

   Wielkim plusem How to train your dragon 2 jest to, że związek Czkawki i Astrid nie jest wpychany nam do gardeł - jak to czasem bywa w bajkach. Romans nie jest na pierwszym planie, postać Astrid zaś nie została napisana, by była dziewczyną głównego bohatera - Astrid ma własną osobowość. Dziewczyna jest sympatyczna, twarda i w zupełności zdolna poradzić sobie bez Czkawki. Ich związek jest niezwykle uroczym dodatkiem do filmu, gdyż w filmie nie ma miejsca na przerysowane sceny romantyczne. Astrid wspiera Czkawkę i na sali rozbrzmiewa okazjonalne "awwww", gdy przelotnie całuje go w policzek, czy plecie mu warkoczyki :) jednak wyraźnie zaznaczono, że żeńskie postaci HTTYD2 są w stanie walczyć i bronić się bez pomocy mężczyzn.



   W HTTYD2 liczą się smoki, smoki i jeszcze raz smoki. Tekstem, który moja przyjaciółka słyszała najczęściej podczas seansu był: "Ja też chcę smoka!". Rzeczywiście, smoki są po prostu fantastyczne. Jest ich mnóstwo, poznajemy nowe gatunki, mnóstwo nowych osobowości i przede wszystkim otrzymujemy tonę przezabawnych sytuacji. W każdej scenie rozmawiających ludzi warto zwrócić uwagę na smoki na drugim planie, gdyż te zawsze robią coś interesującego. Animatorzy spędzili mnóstwo godzin, by wygląd tych stworzeń zapierał dech w piersi i udało im się. Do tego w HTTYD2 dostajemy bardzo dużo scen powietrznych akrobacji i pięknych widoków. Do tego dodajmy naprawdę kawał dobrej muzyki, szczególnie zaś wspominam piosenkę, którą Stoik śpiewał swojej żonie, której nie mogę przestać nucić do dziś. Cóż więcej można uczynić, by zadowolić widza?

Eret syn Ereta był świetną nutką parodii od twórców HTTYD2.
   Dawno, dawno temu ostatnio tak długo płakałam na filmie. Wchodząc na salę nie byłam przygotowana na scenę rodem z Króla Lwa, jednak takową otrzymałam razem z pamiętnym "Tato, tato!", które było ciosem poniżej pasa. Płakałam jak dziecko (a prawdę mówiąc gorzej, gdyż dzieci na sali nie wydawały się tak poruszone sceną śmierci Stoika - najwyraźniej nie przypominała im dziecięcej rany w postaci Króla Lwa). Jak wytresować smoka 2 okazał się filmem tak poruszającym, że w pewnym momencie płakałam z żalu, by w następnym płakać ze wzruszenia, później zaś ze szczęścia, że wydarzenia nabrały takiego a nie innego obrotu. Z sali wychodziłam, pociągając nosem i szczerze powiedziawszy miałam gdzieś, czy pracownicy Cinema City patrzą na mnie ze zdziwieniem, czy nie.
 Moim jedynym zawodem w filmie była nagła zmiana decyzji Czkawki odnośnie zostania wodzem wioski. Od początku filmu byłam przekonana, że Astrid zostanie następcą Stoika i wydawał mi się to pomysł bardzo dobry. Hiccup jest typem wolnego ducha i powinien zwiedzać odległe krainy i odkrywać świat razem z Szczerbatym. Pod koniec filmu jednak bohater nagle zmienia zdanie i zostaje przywódcą wioski wikingów. Czy to znaczy, że jego osobowość nagle uległa zmianie o 180 stopni? Czy to znaczy, że bohater "wydoroślał"? Ta idea nie przypadłaby mi do gustu, gdyż głównym aspektem osobowości Czkawki było jego wewnętrzne dziecko, którego nie wyzbył się nawet jako dwudziestolatek. Cóż, przekonamy się w następnej części.
   
   Czy warto więc obejrzeć How to train your dragon 2? Jeżeli nie chciało wam się czytać całego wpisu i zaglądacie jedynie w ostatni akapit - hell yes! Moje zdanie może jest nieco przesadzone (w końcu jestem naprawdę wielkim fanem filmów animowanych), jednak chyba każdy, kto obejrzał ten film wyszedł z niego z nadzieją, iż znajdzie własnego smoczego przyjaciela. Jest to chyba jedyny minus dotyczący wrażeń z filmu - nieopisane pragnienie posiadania latającego gada. Gwarantuję, że na HTTYD2 będziecie bawić się świetnie i film wzbudzi w was ciepłe uczucie gdzieś głęboko w środku, które poprawi wam humor na najbliższe parę dni. Jak już wspomniałam wcześniej - ja sama do dziś nie jestem w stanie wyrzucić z głowy jednej szczególnej melodii, przez którą moja rodzina znów musi przeżywać ból głowy.



PS. Jakość polskiego dubbingu naprawdę mnie zdziwiła (to oznacza wielki plus), gdyż film oglądało się bardzo przyjemnie. Nie mogę się jednak doczekać, by obejrzeć go w oryginale (oczywiście, jak zwykle).
PPS. Ach, na blogu nastąpiła długa przerwa. Moim jedynym wytłumaczeniem są wakacje i to, że będąc poza domem po prostu nie miałam kiedy napisać notki. Ta również napisana została jedną ręką, gdyż na "wczasach" nadwyrężyłam sobie nadgarstek, który w tej chwili umieszczony jest w dość irytującym usztywniaczu. Life is brutal.

Komentarze

Popularne posty