"Nie taki diabeł straszny...", czyli Maleficent


   O planach powstania Maleficent usłyszałam jeszcze w 2011 roku. Jako bardzo podekscytowany fan postaci złej królowej ze Śpiącej Królewny: jej rogów, wiernego kruka, cierniowego lasu oraz smoczej postaci z niecierpliwością wyczekiwałam premiery. I did my waiting. 13 years. In Azkaban! - można by powiedzieć. Dlatego, gdy Maleficent w końcu weszła do polskich kin - postanowiłam wydać pieniądze na bilet.
   Gdy człowiek czeka trzy lata na daną produkcję, zaczyna wyrabiać sobie pewne oczekiwania. Za każdym razem jednak powtarzam sobie, że nie powinnam wymagać zbyt wiele i ekscytować się za mocno, gdyż wtedy każda wersja będzie dla mnie zawodem. Dlatego postanowiłam stworzyć listę oczekiwań bazowanych na trailerze, ponieważ wtedy na pewno moje oczekiwania się spełnią.
Do tej pory widziałam kilka zwiastunów Maleficent i każdy zawierał tę mroczną atmosferę, tajemniczą muzykę i niesamowitą Angelinę Jolie, oczywiście. Wchodząc do sali kinowej byłam więc przygotowana na film o złej królowej Maleficent. Zamiast tego otrzymałam bajkę o oszukanej, zranionej wróżce Maleficent. 
Wpis zawiera spoilery, czytasz na własną odpowiedzialność.
Spoiler do wpisu: Negatywny wstęp nie czyni negatywnej recenzji! 


Niezaprzeczalnie - największym atutem 'Maleficent' jest Angelina Jolie.

   Po pierwsze: chciałabym zaznaczyć, że mój zawód nie dotyczy jakości filmu. To nie jest tak, że Maleficent nie przypadła mi do gustu. Początek wpisu może sygnalizować, że uważam twór Stromberga za zły film - nie ma nic bardziej mylnego. Już wyjaśniam.
   Jak już wcześniej wspomniałam: myślałam o Maleficent o pewnego rodzaju filmie dla dorosłych, w pewnym stopniu bazowanym oczywiście na oryginalnej Śpiącej Królewnie. W końcu wszystkie zwiastuny były naprawdę mroczne (Swoją drogą: trailery Maleficent pokazują jak nie tworzyć zwiastunów. Dosłownie wszystkie najlepsze sceny zostały umieszczone w zwiastunach: jeżeli spodziewałeś się czegoś nowego  i równie dobrego - masz pecha)
Sam theme (mam na myśli niezwykłą wersję Once upon a dream Lany Del Ray) nadawał zwiastunom ten tajemniczy, złowrogi klimat. Trailery utrzymane zostały w ciemnej tonacji, do tego dodano złorzeczącą Maleficent... ja zaraz przypominałam sobie tę przerażającą scenę z zielonym światełkiem z oryginału. Brrr.
Przez to wszystko nie spodziewałam się aż tak wysokiej frekwencji młodych dusz na seansie. Oczywiście wiedziałam, że na sali będą dzieci: w końcu polski tytuł filmu to Czarownica, aczkolwiek spodziewałam się, iż większość rodziców obejrzy trailer do filmu, na który zamierzają zabrać swoje pociechy. Gdybym obejrzała zwiastun do Maleficent i miała pięcioletnie dziecko - raczej wybrałabym inny seans. Jednak oto i była - sala pełna rodziców z dziećmi! Na - rzekomo - mrocznym filmie!



  Jednak już sam początek (dzieciństwo Maleficent, otaczający ją bajkowy świat, urocze gnomy i wróżki) wskazywał na to, iż dostaliśmy bajkę dla dzieci. Możemy się spodziewać kilku smaczków, oczywiście, w końcu gra tu Angelina Jolie lecz Maleficent nadal pozostanie bajką. Niestety, twórcy nie za bardzo wywiązali się z postanowienia, bowiem Czarownica i tak nie jest do końca "bajką dla dzieci". Może tylko sala, w której się znajdowałam zawierała niezwykle bojaźliwe pociechy lecz jednak na głośnych, mrocznych scenach (bitwy, klątwy, ogień i smoki...) dzieci zaczynały płakać i rodzice zmuszeni byli wyprowadzić je z sali. Bajka czy film, panie Stromberg?


I sooo ship Maleficent and Diaval.
Diaval jest fantastycznym towarzyszem Maleficent: wierny, sarkastyczny, opiekuńczy, zabawny, nie zakochuje się w swej pani/przyjaciółce (?). Ja również chciałabym takiego kruka.

   Narzekanie na mój niezmierzony zawód się zakończyło i zamierzam napisać teraz coś sensownego.
   Scenarzyści postanowili całkowicie odbiec od oryginalnej historii Maleficent. W Czarownicy poznajemy "złą królową", gdy jest młodą, kochającą przyrodę wróżką. Maleficent żyje w fantastycznym świecie magii, gdzie panuje spokój i harmonia. Nie może to trwać zbyt długo - nie byłoby wtedy zabawy, więc pewnego dnia nasza młoda wróżka poznaje równie młodego chłopca - mieszkańca sąsiedniego ludzkiego królestwa, z którym świat Maleficent prowadzi wojnę, a jakże. Dzieci zaprzyjaźniają się i w miarę upływu lat - zaczyna łączyć ich coś więcej. Niestety, Stefan (bo tak na imię ma nasz młodzian) jest człowiekiem, a jak wszyscy wiemy: ludzkie serce przepełnione jest chciwością. Come on, to jest przecież w każdej bajce.
Stefan od dziecka pragnął tylko jednego: zasiąść na tronie. By ów tron zdobyć - musi przysłużyć się obecnemu królowi. Jaki lepszy sposób na to, jeżeli nie zabójstwo Maleficent - protektora fantastycznej krainy i największego wroga króla? Jednak Stefan najwyraźniej lubił wróżkę wystarczająco, by jedynie okaleczyć ją - psychicznie i fizycznie - do końca jej dni i pozbawia ją skrzydeł. Nożem. Przypominam: bajka dla dzieci. 
I tak powstała Maleficent - zaślepiona zemstą i odurzona gniewem (osobiście wcale jej się nie dziwię), ogłasza się królową, znajduje sobie wiernego chowańca oraz niezwykle stylowy kostur, zmienia garderobę i planuje zemstę. Królowi rodzi się córeczka - Aurora - całe królestwo zostało zaproszone, by celebrować szczęście królestwa. Nawet trzy dobre wróżki postanowiły przejść na stronę drania-Stefana i obdarować królewnę szczęściem i urodą (bo to jest w końcu najważniejsze - królewna nie może być brzydka). Jednak Maleficent nie została zaproszona. Ktoś musi zapłacić.




   
  Resztę znacie: zła królowa rzuca klątwę na księżniczkę, Aurora zostaje odesłana z trzema wróżkami w sam środek lasu. Oczywiście, Maleficent doskonale wie, gdzie przebywa królewna, nawet lepiej: postanawia obserwować obiekt swojej zemsty.
Jak się okazuje: matki chrzestne nie są najlepszymi opiekunkami noworodków. Ku ogólnemu zdziwieniu - to Maleficent - choć w cieniu - okazuje się wychowywać i chronić młodą królewnę, ciągle uporczywie (i uroczo), zwąc ją beastie. Z upływem lat "zła królowa" uświadamia sobie, iż zaczęła darzyć Aurorę matczynym uczuciem i pragnie chronić ją za wszelką cenę. Klątwa zaś okazuje się być nie do złamania.
   
Profesor Umbridge jako "dobra" wróżka? Tego jeszcze nie było.
   Przede wszystkim: chcę napisać parę słów o tym, jak wspaniale jest oglądać film o Maleficent, która została idealnie napisana i zagrana. Angelina Jolie wydaje się stworzona do tej roli, szczerze się w niej odnajduje i widać, że wcielenie w postać przychodzi jej z wielką łatwością (Te rogi, te skrzydła... i te kości policzkowe! Nie wspominając o niezwykłym doborze garderoby - Maleficent rocks! - koniec fangirlowania
Maleficent została przedstawiona bardzo realistycznie; scenarzyści na szczęście nie przerysowali postaci. Poznajemy Maleficent jako niewinne stworzenie, które oczywiście zakochuje się w pierwszym chłopcu, którego poznaje. Wyrasta na potężną czarodziejkę i protektora krainy lecz nadal posiada uczucia i własne życie. Zaufała Stefanowi lecz została przez niego zdradzona. Do tamtego momentu nie znała zdrady ani uczucia złamanego serca, więc - oczywiście - zapałała rządzą zemsty. Nie zmieniła się jednak w potwora. Serce - choć złamane - pozostało na miejscu, zaś widok dorastającego na jej oczach dziecka obudziło macierzyńskie uczucia, gdyż Aurora była niewinna, nieskażona ludzkim okrucieństwem.  

- I know who you are.
- You do.
- You're my Fairy Godmother!
- What O_o

   Gra aktorska Angeliny Jolie była nienaganna, jednak to samo nie tyczy się reszty obsady. Postaci drugoplanowe nie miały zbyt dużego pola do popisu, gdyż w filmie liczyły się tylko dwie osoby: Maleficent oraz Aurora. Och, dobrze, Diaval również miał swoje pięć minut. 
Już po zwiastunie wiedziałam, że Elle Fanning nie będzie Aurorą, jakiej oczekiwałam. Nie będę kłamać i od razu napiszę, że ciężko było patrzeć mi na to dziewczę przez 90 minut. Aktorka wydała mi się sztuczna, wymuszona, zaś sama postać została naprawdę przerysowana. Aurora - uosobienie niewinności, czystości i dobroci. Zero osobowości, tylko bardzo źle dobrany kolor włosów i jeden wyraz twarzy przez cały seans. Prawie jak Nicolas Cage.
   
Wieczna klątwa, która trwała pięć minut
Stało się: księżniczka Aurora zapadła w wieczny sen, z którego obudzić może ją jedynie pocałunek prawdziwej miłości. Gdzie jednak znajdziemy kogoś, kto darzy Aurorę głębokim uczuciem? Na pewno nie będzie to jej ojciec-zły-charakter... ach, spójrzcie! Kilka godzin temu Aurora poznała księcia z bajki!
Jakaż piękna była to scena, w której pocałunek księcia nie zadziałał na Aurorę. Jak miło zobaczyć, że nie można zakochać się od pierwszego wejrzenia (a jeśli nawet - nie jest to miłość trwała, czy głęboka). 
Maleficent pokazuje, że miłość matki do dziecka (nawet jeżeli nie łączą ich więzy krwi) jest potężniejsza i prawdziwsza od jakiegokolwiek innego uczucia, z pewnością silniejsza od zauroczenia pewnego księcia-uroczego. Maleficent okazuje się być bohaterką, ratującą księżniczkę z opresji, zaś król Stefan ujawnia się jako Ten Zły.
   Stop! Jak to? Czy Maleficent naprawdę jest Tą Dobrą? Co stało się z rzuceniem klątwy na Aurorę, by zemścić się na Stefanie (który wcale nie pokazał wcześniej, jak głęboko ma miłość swego życia, na pewno pokocha córkę bardziej), co stało się z morderstwem Stefana? Usprawiedliwiam śmierć tych wszystkich żołnierzy, którzy chcieli zabić Maleficent, śmierć Stefana była zaś przypadkowa, jednak...
...czy serce Maleficent naprawdę spowrotem stało się czyste? Czyli zemsta i morderstwo jednak było odpowiedzią, przyniosło wróżce ulgę i oczyściło jej serce ze zła? Okay. Kupuję to.


Czego Yuzu bała się, gdy była dzieckiem
Poza moją starszą siostrą, śpiewającą Once upon a dream do kołyski, najstraszniejszą rzeczą dla małej Yuzu było zielone światełko, za którym podążała Aurora w oryginalnej Śpiącej Królewnie. Scena, w której księżniczka przemierza mroczny korytarz, jej twarz oświetlona jedynie przez tę zieloną poświatę, w tle zaś słychać mroczną muzykę... brrr! Do teraz boję się oglądać tego momentu w nocy. Disney wiedział, jak stworzyć atmosferę - to należy przyznać. 


Spodziewałam się podobnego wrażenia w Maleficent, biorąc pod uwagę mroczną atmosferę zwiastunów, o której wspominałam już tyle razy. Niestety, niezwykle się zawiodłam, gdyż zielone światełko chociaż pojawiło się, by zwabić Aurorę - nie robiło na mnie wrażenia. Jestem w stanie to jednak wytłumaczyć.
   Motyw kołowrotka i księżniczki w opresji nie był istotny w Maleficent. Tu nie chodziło o Aurorę - lecz o jej "matkę chrzestną". W końcu skądś bierze się ten tytuł. Niestety, niewielki zawód pozostaje gdzieś głęboko w mym dziecięcym, bojaźliwym sercu. 
  
   Cóż, podsumowując moją przygodę z Maleficent chciałabym zaznaczyć, że z pewnością nabędę ów film na DVD i z przyjemnością obejrzę go jeszcze raz, drugi, trzeci... bowiem nieważne ile minusów wymieniłam w dzisiejszej notce - kreacja Maleficent czyni film naprawdę dobrym. Dobrze bawiłam się, oglądając Maleficent i nieraz śmiałam się przy pełnych humoru scenach. I choć było parę równie żenujących (wiadomo - to jest bajka), historia przez nie nie ucierpiała. 
  Na Maleficent należy przede wszystkim spojrzeć jak na re-opowiedzenie historii Śpiącej Królewny i Złej Królowej. Jest to całkowicie nowa wersja, przedstawiona przez Roberta Stromberga. Opowieść w stylu "tak mogło być", ponieważ nikt nie opowiedział wcześniej, dlaczego Maleficent tak pogniewała się na króla Stefana. Z pewnością musiało chodzić o coś więcej, niż brak zaproszenia na przyjęcie. Aczkolwiek to również jest świetny powód do rzucenia klątwy na nowo narodzone dziecko.
   Przecież w filmie najważniejsza jest postać Maleficent, zaś Angelina Jolie uraczyła moje głęboko zakochane w złej bohaterce Sleeping Beauty serce i sprawiła, że pokochałam ją od pierwszej sceny. Ba, pokochałam ją od zwiastunu i jej niezwykłego "well well". Dlatego jeżeli jesteś fanem Maleficent i wielbisz ją równie mocno, jak ja - nie zawiedziesz się, oglądając Maleficent.
Na pewno warto zobaczyć produkcję ze świeżym spojrzeniem na Śpiącą Królewnę ale też na wszystkie Złe Królowe, jakie znacie. Jak to mówią: Złe Królowe to Księżniczki, które nigdy nie zostały uratowane.

Komentarze

Popularne posty