This is our design - Hannibal, sezon drugi


   Stało się. Obejrzałam finał drugiego sezonu Hannibala. Ciężko było psychicznie przygotować się na taką dawkę fandomowej grozy ale prawdopodobnie żaden fannibal nie jest w stanie się powstrzymać przed obejrzeniem tego epizodu. Dlatego właśnie przed chwilą ukończyłam odcinek i od razu postanowiłam zasiąść do klawiatury, by podzielić się ze światem własnymi wrażeniami. Wpis będzie zawierał spoilery do drugiego sezonu Hannibala. Nie wiem jak można pisać o tej serii bez opowiadania fabuły. Nie zamierzam jednak streszczać sezonu drugiego, jedynie podzielić się moimi uczuciami. Po takim finale są chaotyczne i skrajne, doprawdy. 
Warto zanotować, że byłam pełna powagi, gdy zaczynałam pisać ten post, jednak niektóre fakty po prostu wymuszały komizm, za co szczerze przepraszam!


   Drugi sezon Hannibala był zdecydowanie lepszy niż pierwszy. Pierwszy - niestety - z początku nie do końca przypadł mi do gustu. Prawdopodobnie dlatego, iż miał przekonać mnie do Hannibala Madsa Mikkelsena i wersji serialowej jednak jako wielbiciel powieściowego Hannibala oraz wyznawca Lectera, w którego wcielił się sir Hopkins nie podchodziłam z wielkim zapałem do serialowej wersji, gdyż myślałam, że będzie to podrzędna kopia oryginału. Z początku było ciężko lecz Mads Mikkelsen rozkochał mnie w sobie oraz w swoim aktorstwie. Zrozumiałam, że muszę porzucić jakiekolwiek wyobrażenia o Hannibalu i dostosować się do nowej rzeczywistości, stworzonej przez Bryana Fullera. Tak też uczyniłam, nie porzucając sentymentu i głębokiej miłości do oryginału, oczywiście. 
Pierwszy sezon Hannibala był nieco chaotyczny, czasem dla mnie nudnawy, jednak planuję maraton, który ma utwierdzić mnie w tym przekonaniu, bądź je zmienić. 
Faktem jest, że nawet przed premierą pierwszego sezonu byłam sceptycznie nastawiona do produkcji. Miło jest raz na jakiś czas zostać zaskoczonym.
Drugi sezon Hannibala był przyjemnością dla mych oczu, uszu, zmysłu smaku (tak, choć muszę przyznać, iż zjadanie kanarków przeraża mnie bardziej niż konsumpcja ludziny, jednak przez zmysł smaku mam na myśli gust) oraz przede wszystkim zmysłu stylu. Tak, ten sezon był zdecydowanie stylowy i wysmakowany (idealne określenie serialu o kanibalu).  
   W drugim sezonie mieliśmy okazję ujrzeć mnóstwo niezwykłych zbrodni, które normalnie ciężko byłoby nam sobie wyobrazić (przynajmniej tej części widowni, która nie ma skłonności psychopatycznych); zbrodni gustownych, przerażających i fascynujących. Poznajemy naszego mordercę - Hannibala - coraz lepiej (najbardziej dogłębnie poznajemy zawartość jego szafy) i dostrzegamy jego słabości (*szczepcze* Will Graham) i parę sekretów. Pomimo tego wszystkiego, Hannibal Lecter nadal pozostaje zagadką dla nas i całego wydziału FBI, oczywiście. 



   Will Graham został ogłoszony Żniwiarzem z Cheasapeak (bardzo nie lubię tłumaczeń z angielskiego, wszyscy jednak wiedzą, że chodzi o Cheasapeak Reaper), po czym zmienił adres zamieszkania z małej chatki, znajdującej się w uroczym "nigdzie" na Szpital dla obłąkanych kryminalistów w Baltimore. Wyleczono go z zapalenia mózgu, co pozwoliło mu myśleć trzeźwo i rozwiązać zagadkę swego psychiatry... lecz nie do końca, oczywiście. Will nadal nie jest w stanie dowieść swej niewinności, zaś Jack Crawford oraz doktor Frederick Chilton - obaj przekonani o jego winie - nie ułatwiają życia oskarżonemu. Nie tylko oni, bo - powiedzmy sobie szczerze - cały świat wydaje się być przeciwko Grahamowi. Pół biedy, że Alana Bloom zgodziła się podjąć opiekę nad psami Willa, bowiem takiego ciosu by pewnie nie przeżył.

   Someone help Will Graham - takie hasło widnieje na koszulkach wielu fanów serialu i nawet ja czasem się z nim identyfikuję. Nawet mnie - stworzeniu bez serca - żal jest biednego rybaka, któremu nikt nie ufa i nikt nie zamierza podać pomocnej dłoni... a może jednak? Na ratunek przybiegł jego wierny druh, zakochany po uszy Hannibal Lecter, który okazał się tęsknić za przyjacielem. Lecter uświadomił sobie, że plan wrobienia Willa nie był tak wspaniałym rozwiązaniem, jak uważał wcześniej, gdyż odebrał mu przyjemność popołudniowych sesji psychiatrycznych z wcześniej wspomnianym podejrzanym, które nasz kanibal wielce sobie ceni. 
Will Graham fascynował Hannibala Lectera przez cały pierwszy sezon i dopiero, gdy nasz prawdziwy morderca pozbył się podejrzanych spojrzeń w swoim kierunku, zatęsknił za przyjacielem, którego wrobił. Good job and great thinking, Hannibal.
Zły plan, Hannibalu, nie wypalił, przewińmy i uratujmy Willa, byś znów mógł z uśmiechem karmić go ludziną.


Biedny, wredny doktor Chilton - bowiem cały fandom nagle postanowił zakochać się w owym osobniku, gdy ten został oskarżony o bycie Cheasapeak Reaper'em. I znów - nawet ja poczułam pewną dozę współczucia, jednak Chilton nadal pozostaje dla mnie sadystą i cholernie złym lekarzem. Cóż, ktoś musiał wziąć winę na siebie, by Hannibal mógł odzyskać swojego BFF.

Jack Crawford to bardzo, bardzo zły detektyw - Przez dwa sezony nie widzieliśmy prawie żadnego dowodu na umiejętności detektywistyczne agenta Crawforda. Od samego początku używa Willa Grahama jako swój mózg, zaś gdy i jego zabrakło - błądzi, biega w kółko z zamkniętymi oczami, aż w końcu decyduje się podjąć grahamową myśl: A może jednak Lecter? Brawo, detektywie! Cóż za potęga dedukcji!
   Niestety, Laurence Fishburne nie trafia do mnie jako agent Crawford. Z początku myślałam, że to wina jego bródki lecz ostatecznie doszłam do wniosku, że aktor po prostu nie odnajduje się w tak źle napisanej postaci. Należy przyznać, że najlepiej napisanymi postaciami są oczywiście Will Graham oraz Hannibal Lecter - na nich skupia się cały serial - jednak nie jest to powód, by ignorować postaci drugoplanowe. Tym bardziej, jeśli są tak kluczowe jak agent Crawford. Mam wrażenie, że widzowie tak naprawdę nie mają za co go polubić, bądź wczuć się w jego postać, gdyż jest pusty, nierealny, jakby nie poświęcono mu należytej uwagi, na którą zasługiwał, gdyż bohater rzeczywiście miał potencjał.


   W drugim sezonie w końcu poznajemy Masona Vergera (Michael Pitt) oraz jego uroczą siostrę - Margot. Verger jest właścicielem potężniej korporacji, równie bogatym - jak szalonym. Od dzieciństwa znęcał się nad swoją młodszą siostrą, którą poznajemy jako nową pacjentkę doktora Lectera, zmuszoną do terapii po próbie morderstwa swego starszego brata. Oczywiście nasz psychiatra okazuje się głęboko zafascynowany historią Margot, dlatego decyduje się na spotkanie z jej sadystycznym bratem. Interesujące.
   Michael Pitt jest genialny w roli sadysty-psychopaty. Jego postać pozwoliła widzom przypomnieć sobie jak to jest czuć się zaskoczonym, oglądając Hannibala. W końcu po doświadczeniu takiej ilości okrucieństwa, sadyzmu, po obejrzeniu tak wielkiej ilości zmasakrowanych ciał - kolejne przestają już dziwić i ciężko jest twórcom później zaskoczyć widzów, sprawić, żeby naprawdę się zastanowili. Cóż, twórcy Hannibala mają do tego naturalny talent, gdyż często jesteśmy zaskakiwani. Poza tym, jak mamy nie być zaskoczeni, gdy przedstawia nam się tak psychicznego Masona Vernera?




   Wszyscy wiemy, że Hannibal nie lubi niegrzecznych ludzi, zaś Mason Verger nie dość, że znęca się nad swoją siostrą, straszy małe dzieci, zabija nienarodzone dziecko Willa (!) to - przede wszystkim - niszczy fotel, na którym lubi siadać Graham, stary-nowy chłopak doktora Lectera. 
   Małe wtrącenie: moim zdaniem ciąża Margot była nieznacznie "wepchnięta na siłę" do scenariusza. Może jeśli Will Graham nie byłby ojcem (bądź raczej dawcą spermy) - mogłabym zaakceptować ten wątek, jednak reakcja Willa była dosyć sztuczna i cała sytuacja z Hannibalem jakby... wymuszona. Może jest to dość dziwne i nie mam podstaw, by tak uważać, jednak nie mogłam oprzeć się wrażeniu sztuczności w tym wątku i chciałam się tym podzielić.

   Kolejnym "prezentem" w postaci szoku (bądź traumy, z której będziemy musieli leczyć się do końca życia) dla fanów był Mason Verger, karmiący pieski Willa... lub Hannibal, karmiący pieski Willa Masonem Vergerem. Zgubiłam się. Najważniejsze, że pieski Willa poszły spać z pełnymi brzuchami.
Mason Verger również się najadł. W końcu był "full of himself" (pun of the month). 
   
   I tak powoli dochodzimy do finału sezonu. Jack Crawford i Will Graham oszukują Hannibala, Hannibal Lecter i Will Graham oszukują Jacka Crawforda... Powstaje ostateczny plan: Hannibal ujawnia się agentowi FBI, zabija go, po czym odjeżdża wraz z Willem w stronę zachodzącego słońca. Jack Crawford zaś planuje złapać Hannibala na gorącym uczynku i aresztować. Niestety, nie mogło być idealnie.
   Dosłownie w ostatnim momencie (!) Hannibal wącha Willa (?!) i wyczuwa na nim nutkę panny Freddie Lounds, którą rybak rzekomo zabił. Nasz wspaniały mózg operacji bowiem spotkał się z nią tuż przed randką z Hannibalem. Dlaczego, Will, dlaczego? 
   Dosłownie w ostatnim momencie (!) głowa FBI dowiaduje się o planie agenta Crawforda, odbiera mu broń, odznakę i nadzieję na aresztowanie kanibala. To zmusza detektywa do kretyńskiego działania w pojedynkę. 
   Wydaje mi się wielce nieprawdopodobne, że po tylu miesiącach planowania, perfekcyjnego odgrywania ról, po uczynieniu z Grahama mordercy i kiepskiego gliny z Crawforda (och, czekajcie, on już wcześniej był kiepskim gliną) nagle jeden czynnik powoduje, że Crawford postanawia wszystko zepsuć przez działanie w pojedynkę i wyruszenie na pewną śmierć, zaś Graham przez rendez-vous z Freddie. 
Dochodzi do konfrontacji i...



   Czy to źle, że czuję sympatię do seryjnego mordercy? Czy to niewłaściwe, że żal mi kanibala, ponieważ zdradził go jedyny przyjaciel, z którym chciał odjechać w stronę zachodzącego słońca i utworzyć szczęśliwą rodzinkę wraz z ich córką, którą udawał, że zabił a jednak nie? 
(To show coraz bardziej brzmi jak Moda na Sukces. Albo Supernatural!) 
A teraz na poważnie: nie wiem, czy powinnam odczuwać współczucie dla Hannibala, jednak nic na to nie poradzę. Zaufał Grahamowi, ten zaś go zdradził. Hannibal dla niego właśnie zaplanował nowe życie i zmianę i sto osiemdziesiąt stopni... nadal zabijając i konsumując swoje ofiary. Cóż, nie każdy związek jest idealny! ;)

Jeżeli ktoś kiedykolwiek miał wątpliwości odnośnie tego związku to wszystkie zostały rozwiane. 

 Żarty żartami, jednak to już drugi sezon dobiegł końca! Fani otrzymali co najmniej dwadzieścia litrów krwi (tak to przynajmniej wyglądało), jedno zmartwychwstanie i cztery poranione ciała. Fuller nie oszczędził nikogo, jednak dziwię się, że Hannibal nie sprawdził pulsu u żadnej z ofiar przed zostawieniem czterech ciał na swojej posesji. W następnym sezonie możemy się spodziewać bardzo zirytowanego Grahama, goniącego za Lecterem z siekierą. Nie mogę się doczekać.

Idealne zakończenie bardzo dobrego sezonu. Samolot, kanibal-psychiatra, jego psychiatra i szampan. 


PS. Zapewniono, że Dancy oraz Lawrence pokażą się w trzeciej serii, więc Will oraz Crawford przeżyją. Prawdopodobnie wszyscy przeżyją, Will w końcu musi zaliczyć Alanę (przepraszam, tak bardzo przepraszam). 

PPS. Przepraszam tak długą przerwę na blogu, jednak miałam spore problemy z komputerem (Windows 8, everyone) przez długi czas i nijak nie byłam w stanie publikować moich wypocin. Oficjalnie ogłaszam, że od niedawna mam sporo wolnego czasu na pisanie, więc pojawi się tu sporo nowych słów.

Komentarze

Popularne posty