Barwny Murakami i jego Tsukuru Tazaki

 

   Haruki Murakami jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych japońskich pisarzy na świecie. Każdy bibliofil - nawet taki, który nie spędza dziesięciu godzin dziennie na czytaniu i nie posiada pięciuset książek - rozpozna kilka tytułów autorstwa Murakamiego, takich jak Kafka nad morzem, czy Norwegian Wood. Murakami był już nominowany do literackiej nagrody Nobla, jednak nie miał okazji jej otrzymać. Ostatnio Nobla odebrał Mo Yan, co wydało mi się skandalem, ponieważ Murakami naprawdę zasłużył na tę nagrodę, jednak świat czytelników podzielony jest na tych, którzy uważają, iż skandalem byłoby wręczenie nagrody japońskiemu pisarzowi oraz na tych, którzy domagają się tego od dziesięcioleci.
   Bezbarwny Tsukuru Tazaki i lata jego pielgrzymstwa jest powieścią, która już w pierwszym tygodniu sprzedaży w Japonii osiągnęła milion sprzedanych egzemplarzy. Wyczytałam gdzieś, iż legenda głosi, że nasze polskie wydawnictwo Muza zapłaciło również nieprzeciętnie wielką sumę za prawo do przekładu. Jest to dla mnie zaskoczeniem, gdyż czytałam parę lepszych powieści Murakamiego, które sprzedawały się o wiele gorzej lecz odgadłam tajemnicę tego zjawiska, o tym jednak za chwilę. 



   Bezbarwny Tsukuru Tazaki i lata jego pielgrzymstwa opowiada o... cóż, o mężczyźnie zwanym Tsukuru Tazakim. Tazaki ma trzydzieści sześć lat i pracuje jako inżynier odpowiedzialny za planowanie dworców kolejowych. Oczywiście nasz bohater prowadzi życie pozbawione barw i wydaje się być najbardziej szarym człowiekiem w całej Japonii, jak to jednak w powieściach bywa - dowiaduje się, że tak nie jest. Och, spoiler.
   Tsukuru nie jest człowiekiem szczęśliwym, gdyż spędził połowę swojego życia, rozpamiętując przeszłość. Jako licealista zaprzyjaźnił się z czwórką kolegów z klasy. O dziwo, każdy z nich nosił imię, zawierające pewien kolor. To łączyło czwórkę przyjaciół, jednak Tazaki jako jedyny nie posiadał koloru w nazwisku, dlatego już od młodych lat czuł się wykluczonym, bezbarwnym Tsukuru. Gdy skończył dwadzieścia lat, przyjaciele wykluczyli go z grupy, nie podając powodu. Był to wielki cios dla bohatera, który zadręczał się decyzją przyjaciół i wpadł w depresję, bowiem do tego czasu jedynie grupa przyjaciół stanowiła o życiu Tsukuru i jego wartości. Tazakim targały myśli samobójcze, przestał jeść i stał się wrakiem człowieka. 
Teraz - po szesnastu latach, targany zwykłym impulsem - Tsukuru postanawia dowiedzieć się, dlaczego został porzucony przez przyjaciół i odbywa niezwykłą, duchową pielgrzymkę.

   Jestem wielbicielką powieści Murakamiego. Nie mogę powiedzieć, że któryś z jego tytułów należy do pierwszej dziesiątki moich ulubionych książek, jednak czerpię wielką przyjemność z czytania dzieł owego pisarza. Każdy, kto czytał choćby jedną z powieści Murakamiego zna jego styl, którego nie sposób przyrównać do stylu żadnego innego autora. 
   Haruki Murakami jest mistrzem tajemniczego, szalonego stylu. To pisarz, który nadaje znaczenie najmniejszym szczegółom i opisuje codzienne przedmioty i szare sytuacje w niezwykły sposób. Autor pisze o rzeczach, o których myślimy na co dzień, jednak nie zdajemy sobie z tego sprawy. Czytając jego powieści czasem zatrzymuję się i zastanawiam nad najzwyklejszą kwestią: przykładowo nad przypadkową myślą bohatera na temat pogody, rodziny, bądź nieznajomego przechodnia. 
   
   Bezbarwny Tsukuru to książka, która silnie na mnie wpłynęła. Nie dlatego, że jest najlepszą powieścią Murakamiego, bowiem ma sporo wad lecz o tym później. Owa powieść dotknęła mnie tak mocno, ponieważ utożsamiałam się z Tsukuru i jego historią. 
   Tsukuru Tazaki posiadał grupę przyjaciół z liceum w swoim rodzinnym mieście - Nagoi. Zawsze jednak myślał o wyjeździe do Tokio, bowiem tam znajdowała się uczelnia, na której pragnął studiować. Jako jedyny z grupy znajomych opuścił rodzinne miasteczko i wyjechał daleko, zaś w efekcie (a może nie? Cóż, to byłby spoiler) został wykluczony z grupy. Ja również wyjechałam na studia bardzo daleko od domu i nie wracam w rodzinne strony zbyt często. Większość moich znajomych studiuje niedaleko rodzinnego miasteczka, więc nadal trzymają się razem. Niestety ja sama zaczynam tracić z nimi kontakt, chociażby przez to, że wszyscy dojrzewamy i zmieniamy się, stajemy się nowymi ludźmi i niekoniecznie robimy to wspólnie. 
   Tsukuru przeżywał również silny kryzys osobowości. Ja jestem w tej chwili w trakcie takowego. I choć brzmi to dosyć idiotycznie - cóż, każdy ma swój moment słabości. Gdy czytałam Bezbarwnego Tsukuru byłam właśnie w podobnym stanie psychicznym do głównego bohatera - miałam niskie poczucie wartości, mało ambicji, brak wiary w siebie, czułam się nieważna. Dlatego też, czytając niezwykle rzeczywiste opisy uczuć głównego bohatera, nie mogłam nie wczuć się w powieść i nie utworzyć z nią więzi.
Murakami bowiem ma talent do opisywania ludzkich uczuć w sposób niezwykle rzeczywisty, więc nawet jeżeli obecnie nie jesteśmy w stanie się identyfikować z danym bohaterem - jego sytuacja nadal jest dla nas zrozumiała i wyraźnie nas dotyka. Autor Bezbarwnego Tsukuru przede wszystkim pisze o prawdziwych ludziach; nie wymyśla bohaterów zbyt heroicznych, przesadnie inteligentnych, czy niezwykle pięknych. Jego postaci nie są przesadne, tylko naprawdę prawdziwe, r e a l n e. Jest to definitywnie największa zaleta Murakamiego, którą sama chciałabym posiadać jako pisarz.
   
   Niestety, jak już wspomniałam wcześniej, Bezbarwny Tsukuru nie zalicza się do najlepszych powieści Murakamiego. Nową powieść autora czyta się niezwykle szybko, co jednak zwykle w powieściach powinno być zaletą... a może jednak nie? Zmierzch czytało się szybko, 50 shades of Gray czytało się szybko. Ja uważam, że nad książką powinniśmy chwilę się zastanowić, nie przelecieć ją jak tę rudą z supermarketu. Przepraszam za okrutnie seksistowskie i wulgarne porównanie. 
Choć Bezbarwnego Tsukuru czytało się przyjemnie i szybko - ta właśnie lekkość wyróżnia powieść od poprzednich tytułów Murakamiego. Omawianemu dziś tytułowi brakuje owej sporej dawki tajemniczości, o której wspominałam wcześniej. Zbyt mało tu intrygi, dlaczego ani razu nie zagubiłam się w rozdziałach...? A może po prostu nie byłam nastawiona na "świeżego" Murakamiego, podczas czytania powieści? 
  Bez względu na wady (które są czysto subiektywne) Bezbarwnego Tsukuru - książka ta napawa nas niezwykłą dawką goryczy, pustki ale też pewnego rodzaju nostalgii. Powieść Murakamiego zmusza nas do refleksji, czy tego chcemy - czy nie. Od samego początku historia wciąga czytelnika i choć pod koniec wydaje się, że autor nie będzie w stanie zamknąć wszystkich rozpoczętych wątków - jednak jak zwykle robi to fantastycznie, zostawiając nam własne pole do interpretacji. Dla niektórych otwarte zakończenie może wydać się irytujące lecz po pewnym czasie dochodzimy do wniosku, iż nie mogło być bardziej idealne. Ostatecznie nie wiemy, co jest prawdą, co zaś kłamstwem - autor tę decyzję zostawia swym czytelnikom, bo cóż mogłoby bardziej rozbudzić wyobraźnię i skłonić do zatrzymania się na chwilę i pomyślenia nad życiem Tsukuru Tazakiego, w wyniku czego zastanowienia się również nad własną codziennością?
Do jakich zaś wniosków czytelnik dojdzie po tej refleksji - takie będzie właśnie jego zakończenie.

Komentarze

Popularne posty