Her, czyli zakochać się w przyszłości
Długo zajęło mi wzięcie się w garść i sięgnięcie po Her. Nie wiem, dlaczego lecz przez cały czas byłam przekonana, że będzie to ckliwy film, zaś na takowe potrzeba odpowiedniej atmosfery. Ktoś powiedział mi, że Her to typowy wyciskacz łez z wąsatym hipsterem w roli głównej i choć nie chciałam w to uwierzyć - zwykle, gdy słyszymy negatywną opinię filmu, który planujemy obejrzeć nasze chęci mimowolnie maleją. Któregoś wieczoru jednak "nie miałam co robić" (czytaj: prawdopodobnie miałam mnóstwo pracy, notatek do przejrzenia lecz robiłam wszystko, by się za to nie zabierać) sięgnęłam po Her i powiem szczerze, że było warto. Warto film obejrzeć ale też warto na niego poczekać, gdyż nadal utrzymuję mój pogląd, że na niektóre filmy musimy po prostu być psychicznie, bądź emocjonalnie gotowi.
Zacznijmy od niewielkiego zarysu fabuły: jest rok 2025. Theodore Twombly (wąsaty Joaquin Phoenix) jest uroczym, aczkolwiek samotnym introwertykiem, który zarabia na życie pisząc intymne listy obcym ludziom, w czym definitywnie jest dobry, biorąc pod uwagę jego popularność wśród klientów oraz zachwyty znajomych. Theodore nadal przeżywa ciężki rozwód, który miał miejsce dwa lata wcześniej, gdyż nigdy nie przestał kochać żony i wierzy, że to właśnie ona była tą jedyną.
Pewnego dnia w przypływie rozpaczy Theodore postanawia zakupić sobie nowy system operacyjny (OS), rzekomo posiadający własną tożsamość/inteligencję i zdolny do rozwoju. Oczywiście, gdy przychodzi do wyboru płci, mężczyzna wybiera "female" - myślę, że nikogo to nie zdziwi, ja również zdecydowałabym się na płeć przeciwną. Theodorowy OS (Scarlett Johansson) sam wybiera sobie imię - Samantha.
Prawdopodobnie jak każdy prosty człowiek Theodore jest zafascynowany nowym systemem operacyjnym; początkowo jedynie naukowo: interesuje go zdolność rozwoju OS i możliwości obliczeniowe, tudzież organizacyjne lecz - jak to mówią - im dalej w las, tym mężczyzna bardziej interesuje się sferą uczuciową jego systemu operacyjnego. I tu zaczyna się przygoda rozwodnika i jego komputera.
![]() |
| Mam nadzieję, że za dwadzieścia lat będziemy mieli takie gry. |
Jak już wspomniałam wcześniej: akcja ma miejsce w 2025 roku, przedstawia więc alternatywną wizję przyszłości, która może nas czekać. Musze przyznać, że wizja świata za 10 - 15 lat spodobała mi się, gdyż nie jest przesadzona. Zwykle, gdy oglądamy filmy o przyszłości (zwykle science fiction) w świecie za kilkanaście lat zmienia się wszystko: moda, elektronika, otoczenie, wzajemne nastawienie ludzi... w Her różnica wydaje się być dosyć subtelna (porównując do pozostałych alternatywnych wersji). Moda roku 2025 nie różni się znacząco od dzisiejszej - bo dlaczego miałaby być całkowicie odmienna? Czy ludzie, w miarę postępu nauki, zaczną nosić na sobie aluminium tudzież inne świecące materiały? Dlaczego nie mieliby ubierać jeansów, które w końcu nosimy już od XIX wieku? (zaznaczam, pierwotny projekt pozostał praktycznie niezmienny od stu lat - ach, ileż można nauczyć się na tym blogu!) Cóż, tyle o modzie, chociaż muszę dodać, bo nie przeżyję, iż urzekły mnie okularki Theodore'a i nieważne, co inni będą mówić: Phoenix jest w nich po prostu uroczy.
Podobnie jak z ubraniami: styl miast i budynków nie zmienił się znacząco od dzisiejszych. Nie jest to wizja podobna do pozostałych (przykładowo: wiecznie mroczne, brudne, niechlujne i zniszczone miasto, przypominające śmietnisko). Los Angeles ukazane w Her jest urocze, zadbane, zielone i kolorowe. Oczywiście, w wizji przyszłości Her jest znacznie więcej wieżowców, ulice są czyste (prawdopodobnie dzięki robotom sprzątającym), pociągi szybkie, zaś budynki bardziej przeszklone (stuprocentowo szklane budynki znajdą się w każdej wizji przyszłości, to po prostu must have), jednak nie jest to przerażająca zmiana. W końcu ile może zmienić się na przestrzeni dziesięciu lat? Reżyser Her pokazuje, że może być czyściej. Alleluja.
Cóż, jeżeli chodzi o naukę i technikę - może zmienić się sporo. Technologia zdecydowanie skoczyła do przodu, czego dowodem jest chociażby właśnie wynalezienie systemów operacyjnych ze sztuczną inteligencją, czy programy, których używa nasz bohater, umożliwiające "mówienie" listów, które zapisywane są odręcznym pismem.
Prawdopodobnie największej zmianie na przestrzeni lat ulegli ludzie... ale czy na pewno? Gdy Theodore spaceruje ulicą, dookoła znajdują się ludzie i większość podczas drogi do pracy/szkoły/sklepu/domu, czy po prostu podczas spaceru używa telefonu/tabletu, bądź tych śmiesznych małych elektronicznych rzeczy, posiadających wszystko w jednym. Idąc ulicą ludzie wydają się mówić sami do siebie (oczywiście rozmawiają z przyjacielem, żoną, bądź systemem operacyjnym) i nikomu to nie przeszkadza. Nikt nie rzuca zdziwionych spojrzeń, bądź podejrzanym rzutów okiem spode łba, gdyż dla społeczeństwa 2025 roku to jest normalne. Ale: jak już mówiłam, mam mały haczyk. Czy w tej chwili - w roku 2014 - gdy podróżujemy komunikacją miejską, pociągiem, czy autobusem, nie jesteśmy otoczeni przez ludzi, używających elektroniki? Ktoś słucha muzyki z i-pode'a, druga osoba czyta/pisze sms'a, inny ogląda serial na tablecie, osoba obok niego zaś czyta książkę na ebook readerze. Nie ma zbyt wielkiej różnicy, poza jedną: dla większości osób, żyjących w 2014 roku nie jest to jeszcze normalne. Praktycznie codziennie słyszymy komunikaty o rozwijającym się analfabetyzmie, dzieciach, które nie spędzają już czasu na podwórku, gdyż grają w Diablo, bądź ośmiolatkach z iphone'ami i dla nas jest to dziwne, nie na miejscu. Społeczeństwo 2025 roku zaakceptowało elektronikę, jej użyteczność i nie oceniają siebie pod względem "czy ten w czerwonym ogląda za dużo animców na ulicy". Przyswoili użyteczność elektroniki i po prostu jej używają. Proste.
Pomimo ciągłego użytkowania komputerów ludzie nie zapomnieli o sobie nawzajem i bary/restauracje nadal bywają przepełnione, przyjaźnie i związki nadal istnieją i nadal są tak samo trudne jak wcześniej.
![]() |
| Gdyby mój komputer miał głos Scarlett Johansson to prawdopodobnie również bym się w nim zakochała. |
Bardzo spodobało mi się nastawienie ludzi otaczających Theodore'a do jego "nowej dziewczyny". W końcu mężczyzna odważył się i przedstawił Samanthę swoim przyjaciołom, którzy z początku nie byli przekonani do tego związku lecz z czasem nie mieli kompletnie nic przeciwko (znajoma Theodore'a również znalazła przyjaciela w systemie operacyjnym swego męża) i wychodzili na wspólne kolacje, traktując Samanthę jak żywą istotę. Bo dlaczego nie miałaby zostawać uznana za realną osobę, jeżeli posiada własną osobowość?
Tak, tu pojawia się sens filmu: czy można zakochać się w sztucznej inteligencji? Czy to powinno być potępiane? Czy miłość jedynie umysłowa, więź dwóch osobowości bez fizyczności jest możliwa?
Spike Jonze mówi: tak. Theodore mówi: oczywiście (chociaż zmaga się z odpowiedzią przez cały film). Miłość do Samanthy zmieniła Theodora i pozwoliła mu na nowo cieszyć się życiem, więc czy moralna strona tej kwestii jest istotna? Czy powinniśmy kwestionować uczucie do własnego komputera, jeżeli ta emocja czyni z nas lepszych, bardziej wartościowych, a co najważniejsze: szczęśliwszych ludzi?
Ja powiem: nie. A wy?
Her jest filmem, który daje nam szansę na zastanowienie się nad emocją, którą jest miłość lecz od nas tego nie wymaga. Jonze otwarcie przyznaje, że popiera theodorowe uczucie do jego systemu operacyjnego i nie każe nikomu zastanawiać się nad własną opinią na ten temat. Jednak po obejrzeniu filmu (ba, już na samym jego początku) sami zaczynamy rozmyślać nad tą kwestią i wyrabiamy nań własne zdanie.
Disney uczynił ze mnie romantyczkę lecz realizm pomógł rozwinąć się sceptycyzmowi, dlatego miałam problemy z wyobrażaniem swojej miłości do systemu operacyjnego. Idea głębokiego uczucia do osobowości, nie posiadającej ciała jest niezwykle romantyczna i sentymentalna i wręcz utopijna jednak gdzieś głęboko chcę wierzyć w istnienie takiej miłości, gdyż - jak już wspomniałam - mały romantyczny potwór gdzieś tam w środku mnie siedzi.
Dlatego do dziś uśmiecham się, myśląc o Her, gdyż film ów pozwolił mi odnaleźć tego sentymentalnego stworka, skrywającego się za wielką, zimną górą lodową. A teraz koniec egzaltacji, wracamy do rzeczywistości :)








Komentarze
Prześlij komentarz