Teen Wolf i mój pierwszy wpis o guilty pleasure
Co to jest guilty pleasure? Jak sama nazwa wskazuje jest to coś, co sprawia nam przyjemność i jednocześnie odczuwamy poczucie winy z tego powodu. Nie musi być to serial; może to być film, muzyka, jedzenie, czy nawet zwykły mebel. Jeśli chodzi o mnie i moje "guilty pleasure" - posiadam ich kilka. Zwykle są to seriale, bądź filmy. Vampire Diaries, Lucky Star (anime), I'm a cyborg and that's okay... ostatnio do tej listy dołączył Teen Wolf. Co sprawiło, że zaczęłam oglądać to show, choć tyle lat się przed nim broniłam?
Cóż, to proste: nuda. Nie miałam ochoty na nic ambitnego, czasem człowiek potrzebuje odrobinę jakiegoś "odmóżdżacza" i nieważne, czy jest to film, serial bądź książka. Potrzebujemy idiotycznych historii, by się odprężyć, pośmiać. I tak oto Yuzu zaczęła oglądać Teen Wolf.Wpis zawiera spoilery do trzeciego sezonu (na bieżąco, czyli mniej-więcej do 20 odcinka). Zaznaczam, iż notka nie jest pisana całkowicie na poważnie, dlatego nie powinna zostać tak odebrana. Cóż, zostaliście ostrzeżeni.
![]() |
| Sezon 3. Scott nie jest już słodki - teraz stał się "seksownym alfą", dziewczyna (ta, która miała kochać go do końca życia) rzuciła go dla kumpla, więc postanawia zakręcić się obok uroczej naelektryzowanej Japonko-Koreanki. Jego najlepszy przyjaciel traci zmysły, nikt nie nosi koszulek, o dziwo wszyscy są napakowani ale serial w końcu zaczyna mieć jakiś sens! Jest nawet fabuła.
Jak już wspomniałam - sezon trzeci wiele zmienia. Właściwie zmienia wszystko - diametralnie. Teen Wolf w końcu zaczyna mieć fabułę, dużo rzeczy trzyma się kupy, Scott w końcu wyleczył się z Alison i do tego Stiles w końcu otrzymuje swoje wielkie "pięć minut" i Dylan O'Brien wykorzystuje je w genialny sposób. W końcu ktoś w tym serialu pokazał, że naprawdę potrafi grać, ponieważ "mroczny" Stiles to mistrzostwo. Nie mogę się doczekać kolejnych produkcji z Dylanem w roli głównej lecz nie o tym teraz mowa.
Byłam zaskoczona motywem japońskiej mitologii w fabule trzeciego sezonu i było to pozytywne zaskoczenie, bowiem od młodych lat interesuję się historią i obyczajami Japonii, mitologia zaś jest szczególnie ciekawa. Niestety - jeżeli znasz się na czymś dobrze i scenarzyści amerykańskiego serialu dla nastolatków posługują się tym w scenariuszu - you're gonna have a bad time. Pogodziłam się z ideą Keiry będącej "dobrym" kitsune, jej matką, żyjącą 900 lat, Stiles'em jako "nogitsune" - tym złym... ale idea Oni, którzy w serialu są strażnikami przebranymi za samurajów w maskach mnie zniszczyła. To są Oni. Tylko tyle mam do powiedzenia w tej kwestii.
Serial z durnego show dla nastolatków stał się czymś, co ogląda się z zaciekawieniem - niewiele produkcji może się tym pochwalić. Wprowadzono wiele ciekawych postaci, sporo nowych wątków i mam nadzieję, że tym razem scenarzyści zamierzają twardo się ich trzymać. Nie zapominajmy jednak, że jest to amerykański serial dla nastolatków, więc może się w nim wydarzyć dosłownie wszystko.
Mam wrażenie, że mogłabym napisać tak wiele rzeczy o tym serialu, jednak wydaje mi się, że na razie wystarczy. Wpis miał być o tematyce guilty pleasure, ja zaś wyjaśniłam, dlaczego oglądanie Teen Wolf sprawia, że czuję się winna. Jak każdemu człowiekowi, który zaczął oglądać ten serial w tej chwili pozostaje mi tylko czekać na następny odcinek, następny sezon i przejmować się losem biednego Stilesa, którego ktoś w końcu mógłby przytulić. Jedno jest pewne: nie jest to mój ostatni wpis o Teen Wolf. Definitywnie mnie to przeraża.
|





Komentarze
Prześlij komentarz