Teen Wolf i mój pierwszy wpis o guilty pleasure

 Co to jest guilty pleasure? Jak sama nazwa wskazuje jest to coś, co sprawia nam przyjemność i jednocześnie odczuwamy poczucie winy z tego powodu. Nie musi być to serial; może to być film, muzyka, jedzenie, czy nawet zwykły mebel. Jeśli chodzi o mnie i moje "guilty pleasure" - posiadam ich kilka. Zwykle są to seriale, bądź filmy. Vampire Diaries, Lucky Star (anime), I'm a cyborg and that's okay... ostatnio do tej listy dołączył Teen Wolf. Co sprawiło, że zaczęłam oglądać to show, choć tyle lat się przed nim broniłam?
Cóż, to proste: nuda. Nie miałam ochoty na nic ambitnego, czasem człowiek potrzebuje odrobinę jakiegoś "odmóżdżacza" i nieważne, czy jest to film, serial bądź książka. Potrzebujemy idiotycznych historii, by się odprężyć, pośmiać. I tak oto Yuzu zaczęła oglądać Teen Wolf.
Wpis zawiera spoilery do trzeciego sezonu (na bieżąco, czyli mniej-więcej do 20 odcinka). Zaznaczam, iż notka nie jest pisana całkowicie na poważnie, dlatego nie powinna zostać tak odebrana. Cóż, zostaliście ostrzeżeni.


Przesłodki, nastoletni nieudacznik o szczenięcych oczach staje się wilkołakiem, zakochuje się na zabój, śmierć i życie w córce łowcy wilkołaków, dostaje się do drużyny sportowej no i oczywiście staje się bardzo popularny. Ludzie umierają dookoła a Scott nadal wiedzie swoje "spokojne" życie w liceum. Ameryka.



   Uważam, że fabuła została omówiona. Poza podpisem zdjęcia właściwie nie mam nic więcej do powiedzenia, gdyż nie warto opisywać wszystkich perypetii młodego Scotta - nie o to chodzi w tym wpisie. Zasadniczo ludzie często umierają, młody wilkołak zaś usiłuje uratować wszystkich, co równa się niezliczonej ilości kłótni z Derekiem-Alfą. Do miasta przybywa więcej wilkołaków, robi się większa zadyma i więcej walk/problemów. 
   Warto byłoby zastanowić się nad postaciami Teen Wolf. Zacznę od Scotta, który jest głównym bohaterem. Niestety, Scott jest po prostu nudny, nijaki. W pierwszym sezonie był uroczym chłopcem o urodzie szczeniaka, więc nie zwracałam nadto uwagi na jego osobowość (jestem tylko człowiekiem) lecz w momencie, gdy stracił połowę włosów na głowie nagle stał się widoczny. Jego krzywa szczęka też. Osobiście nie mam nic do jego szczęki - bardziej do osobowości, której nie posiada. Nie wiem, czy jest to wina Tylera Poseya, który wciela się w głównego bohatera, czy po prostu scenarzystów... może Scott miał taki być - w ten sposób szukamy ulubionej postaci wśród bohaterów drugoplanowych i zauważamy parę perełek.
 ... perełek takich jak Stiles - przykładowo. Stiles jest najlepszym przyjacielem Scotta, jednym z niewielu nie-nadnaturalnych postaci w całym serialu. Właściwie to jest normalnym nastolatkiem ale przy okazji chłopakiem posiadającym osobowość. Stiles jest chyba najbardziej szczerą osobą w Teen Wolf i równocześnie najbardziej realistyczną. Nie przedstawia żadnych heroicznych aktów walk, troszczy się o swojego ojca,swoją jedyną rodzinę, jest prawdziwym i wiernym przyjacielem, który skoczyłby za Scottem w ogień i szczerze kocha Lydię, choć nikt tak naprawdę nie wie dlaczego, bowiem dziewczyna to czyste, wcielone zło. Do tego w jego postać wciela się Dylan O'Brien, który z sezonu na sezon "rósł" w moich oczach jako jeden z najlepszych aktorów w tym serialu.

Głównym powodem dla którego przetrwałam pierwsze dwa sezony Teen Wolf jest Stiles. Jest moim "pleasure" w całym "guilty" tego serialu.

   Często oglądając jakiś serial ja i mój brat zastanawiamy się nad urodą bohaterów. Zauważyliście kiedyś, że w 80% seriali amerykańskich wszyscy - cała obsada bez wyjątku - są piękni? Oczywiście nie oglądałam Teen Wolf z bratem, gdyby tak było prawdopodobnie wyrzuciłby mnie z mieszkania ale zauważyłam tę samą zależność. 1) Wszystkie wilkołaki są seksowne, umięśnione, zabójczo przystojne. 2) Każda dziewczyna w Teen Wolf (zaznaczam, że większość z nich ma "16" lat w serialu) są śliczne, bądź piękne (zależy od typu urody) umalowane i seksownie ubrane. Nawet większość dorosłych to ciacha. Jedynie wilkołaczyca - Erica - nie była piękna ale to zanim stała się wyjącym do księżyca zwierzątkiem. Później zmieniła się w pożądaną famme fatale. Poważnie, co jest z tym serialem?
   Jak już jesteśmy przy Erice to wyrażę moją pogardę dla tej postaci, która rzeczywiście nie wniosła do serialu nic. Niestety, Teen Wolf jest przepełniony tego typu bohaterami, którzy zdają się być w scenariuszu tylko, by go "urozmaicić". Trochę zbyt wiele wątków zostaje nierozwiązanych, bądź rozwiązania te były "powierzchowne", jakby nikogo nie obchodził ten wątek - ważne, że go zakończono w taki a nie inny sposób i tyle. 
Sezon 3. Scott nie jest już słodki - teraz stał się "seksownym alfą", dziewczyna (ta, która miała kochać go do końca życia) rzuciła go dla kumpla, więc postanawia zakręcić się obok uroczej naelektryzowanej Japonko-Koreanki. Jego najlepszy przyjaciel traci zmysły, nikt nie nosi koszulek, o dziwo wszyscy są napakowani ale serial w końcu zaczyna mieć jakiś sens! Jest nawet fabuła.



   Jak już wspomniałam - sezon trzeci wiele zmienia. Właściwie zmienia wszystko - diametralnie. Teen Wolf w końcu zaczyna mieć fabułę, dużo rzeczy trzyma się kupy, Scott w końcu wyleczył się z Alison i do tego Stiles w końcu otrzymuje swoje wielkie "pięć minut" i Dylan O'Brien wykorzystuje je w genialny sposób. W końcu ktoś w tym serialu pokazał, że naprawdę potrafi grać, ponieważ "mroczny" Stiles to mistrzostwo. Nie mogę się doczekać kolejnych produkcji z Dylanem w roli głównej lecz nie o tym teraz mowa.
   Byłam zaskoczona motywem japońskiej mitologii w fabule trzeciego sezonu i było to pozytywne zaskoczenie, bowiem od młodych lat interesuję się historią i obyczajami Japonii, mitologia zaś jest szczególnie ciekawa. Niestety - jeżeli znasz się na czymś dobrze i scenarzyści amerykańskiego serialu dla nastolatków posługują się tym w scenariuszu - you're gonna have a bad time. Pogodziłam się z ideą Keiry będącej "dobrym" kitsune, jej matką, żyjącą 900 lat, Stiles'em jako "nogitsune" - tym złym... ale idea Oni, którzy w serialu są strażnikami przebranymi za samurajów w maskach mnie zniszczyła. To są Oni. Tylko tyle mam do powiedzenia w tej kwestii.
   Serial z durnego show dla nastolatków stał się czymś, co ogląda się z zaciekawieniem - niewiele produkcji może się tym pochwalić. Wprowadzono wiele ciekawych postaci, sporo nowych wątków i mam nadzieję, że tym razem scenarzyści zamierzają twardo się ich trzymać. Nie zapominajmy jednak, że jest to amerykański serial dla nastolatków, więc może się w nim wydarzyć dosłownie wszystko.

   Mam wrażenie, że mogłabym napisać tak wiele rzeczy o tym serialu, jednak wydaje mi się, że na razie wystarczy. Wpis miał być o tematyce guilty pleasure, ja zaś wyjaśniłam, dlaczego oglądanie Teen Wolf sprawia, że czuję się winna. Jak każdemu człowiekowi, który zaczął oglądać ten serial w tej chwili pozostaje mi tylko czekać na następny odcinek, następny sezon i przejmować się losem biednego Stilesa, którego ktoś w końcu mógłby przytulić. Jedno jest pewne: nie jest to mój ostatni wpis o Teen Wolf. Definitywnie mnie to przeraża.

Komentarze

Popularne posty