Lara hates tombs... - moje wrażenia po Tomb Raider


   Trochę boję się tego wpisu, gdyż będzie to moja pierwsza notka o grze. Nigdy wcześniej nie pisałam o grach, zwykle o filmach, bądź książkach. W gry po prostu grałam i tyle. No cóż, proszę o wyrozumiałość, a teraz lecimy.
 
   Moja przygoda z Larą Croft rozpoczęła się, gdy miałam... może 9-10 lat. Jako najmłodsze z rodzeństwa zwykle "jęczałam", by móc użyć komputera przez parę godzin, jako że komputer mieliśmy w domu jeden. Oczywiście stał w pokoju starszego brata z oczywistych powodów - od młodzieńczych lat miał smykałkę do takich sprzętów i jako jedyny potrafił komputer naprawić w razie potrzeby - dlatego "pecet" należał praktycznie do niego tak jak i wszystkie gry (oprócz mojego Króla Lwa). Tak więc jako młode, ciekawskie i z pewnością bardzo irytujące dziecko zwykle szperałam po dysku w poszukiwaniu nowych gier i prawdopodobnie tak natknęłam się na Tomb Raider. Pamiętam tylko, że uwielbiałam biegać po posiadłości Lary, po jaskiniach i labiryntach i przeżywałam wszystko bardzo silnie. Zwykle kończyło się tragedią, gdyż nadpisywałam bratowe save'y i musiałam uciekać. Cóż, dziesięć lat to trudny wiek.
   Do Tomb Raider powracałam bardzo często na przestrzeni lat i muszę powiedzieć, że postać Lary Croft zawsze bardzo mnie interesowała, dlatego z niecierpliwością oczekiwałam jej powrotu w 2013 roku. Położyłam na grze swoje łapki dopiero jakiś tydzień temu, więc oczekiwanie było jednak długie.


   Scenariuszy na temat przeszłości Lary Croft było wiele, dlatego obawiano się nowego Tomb Raider'a, który miał opowiadać właśnie o młodej Larze jako studentce archeologii. Dziewczyna podróżuje po morzu z przyjaciółką Sam, mentorem i grupą badaczy w poszukiwaniu korzeni dawnej cywilizacji podlegającej potężnej królowej - Himiko. Podróżnicy (a bardziej nasza główna bohaterka, której wszyscy wydają się słuchać od samego początku) decydują się na niebezpieczny krok i postanawiają zawędrować w samo serce  Smoczego Trójkąta, gdzie oczywiście łapie ich potężna burza. Tak właśnie zaczynamy przygodę z grą: 
statek, którym podróżują ("Endurance") rozbija się i Lara ledwo uchodzi z życiem. 


    Lara i kilku pozostałych członków załogi Endurance ląduje na wyspie przepełnionej cudami i niebezpieczeństwem. Fabuła balansuje pomiędzy wydarzeniami rodem z Lost - Zagubionych, zabijaniem wrednych najemników, polowaniem na wilki, zwiedzaniem krainy Yamatai i oczywiście plądrowaniem grobowców. Sposobów przemieszczania się po wyspie jest wiele: od szybkiej podróży między checkpointami, po wspinaczkę przy pomocy czekana (tak, jednego) oraz łuk z liną, służący do przekraczania przepaści. Dwa ostatnie otrzymujemy oczywiście po osiągnięciu odpowiedniego levelu, dlatego niektóre lokacje nie są z początku dla nas dostępne.
   Co nowego w Tomb Raider? Przede wszystkim Crystal Dynamics postanowiło dodać skill (survivor, hunter, brawler) i weapon/gear upgrade, co nastąpiło po raz pierwszy w grach o Larze Croft. Było to dla mnie przyjemne zaskoczenie, gdyż level up i przez to również cała gra stała się dzięki temu ciekawsza. 


   Ze sterowaniem zaznajamiamy się, gdy nasza bohaterka wisi do góry nogami w jaskini, gdyż już zdążył porwać ją psychopata. Udaje jej się podpalić (tak, siebie samą), po czym uwalnia się i wbija sobie kolec w bok. A to dopiero pierwsza minuta gry! 
   Bohaterka zdaje się być odporna na zranienia. Owszem - to jest gra, sterujemy Larą, więc fajnie by było, gdyby biegała i skakała jak chcemy plus są momenty, w których dziewczę naprawdę zauważa swoje obrażenia i czasem znosi ją na bok lub mdleje. To jednak szybko mija i Lara znów powraca do swoich nadludzkich akrobacji. "O co mi chodzi - przecież to gra"? Cóż, interesuje mnie jedynie po co tyle razy ranić dziewczynę, jeżeli ta i tak później o tym zapomina. Wystarczyłby ten jeden uraz na początku, może dwa - byśmy zasyczeli ze współczuciem, może odwrócili wzrok lub zmrużyli oczy na widok krwi - wystarczy mały efekt. Jednak wydaje się, że z każdą "większą akcją" dziewczę otrzymuje nowe zranienie, co po jakimś czasie nawet przestaje dziwić.
   

   Co należy przyznać i myślę, że nie będę jedyną osobą, która to uczyni: grafika jest po prostu piękna. Gra jest wizualnie niezwykła, dawno nie miałam przyjemności tak podziwiać widoków, czy zachwycać się detalami bohatera. Najciekawsze jest to, że "przerywniki" nie różnią się znacząco grafiką of samej rozgrywki, co także jest nowością. Właściwie Tomb Raider ogląda się jak film - sposób narracji, świetne wrażenia i bardzo dobra grafika czyni grę interesującą nawet dla towarzysza, oglądającego naszą rozgrywkę. W moim przypadku był to brat, któremu oglądanie znudziło się dopiero po baardzo długim czasie. Można powiedzieć, że Tomb Raider to dzieło sztuki jeżeli chodzi o grację oraz swobodę ruchów bohaterki, czy otoczenie i oświetlenie.

   Lara Croft zgubiła gdzieś po drodze wygląd arystokratki i wygląda na "normalną", młodą dziewczynę. Jedno trzeba przyznać: dziewczyna jest po prostu śliczna.

 Grafika oszałamia od pierwszych minut, na samym początku warto więc obejrzeć naszą bohaterkę, chociażby dlatego, że nadal posiada nieziemskie kształty, chociaż zmniejszono jej biust, chyba dlatego, by nie złamała sobie kręgosłupa przy wspinaczce z takim przednim balastem. 
   Jak to jest z sympatią do bohaterki? Jest to bowiem dosyć istotna kwestia: jeżeli nie lubimy postaci, którą gramy, rozgrywka jest zdecydowanie mniej przyjemna (przynajmniej dla mnie). Cóż, moja sympatia do Lary rozpoczęła się, gdy usłyszałam jej uroczy głos z perfekcyjnym akcentem, którego właścicielką jest Camilla Luddington. Voice casting do postaci Lary to moim zdaniem idealny wybór, bowiem w trakcie, gdy na ekranie ukazuje nam się niepewne spojrzenie młodej, przerażonej dziewczyny - głos perfekcyjnie się dopasowuje: drży, załamuje się... Tak jest, proszę państwa: Lara nie jest idealną, odważną kobietą, w końcu dopiero rozpoczyna swoje przygody i wiele rzeczy najnormalniej w świecie ją przeraża, dlatego nieraz słyszymy niepewność i niezdecydowanie w jej głosie. 
   Zdecydowanie lubię młodą Larę lecz muszę przyznać, że ciężko było mi się przestawić na młode, niedoświadczone dziewczę. Oczywiście młoda studentka szybko nabrała odpowiedniego "twardego" nastawienia (odrobinę zbyt szybko i troszkę zbyt waleczne owe nastawienie było ale teraz po prostu się czepiam) lecz całe życie grałam "kanciastą" Larą Croft i uwierzcie mi, że niełatwo patrzyło się na bohaterkę Tomb Raider 2013 z myślą, iż nosi takie samo nazwisko jak bohaterka mojego dzieciństwa. 


   Co należy powiedzieć o Tomb Raider? To, że został stworzony głównie na potrzeby męskiej części graczy. Już wcześniej wspominałam o "nieziemskich kształtach" Lary, prawda? Cóż, to jeden powód. Panna Croft oczywiście przez całą grę ma na sobie obcisły podkoszulek (często mokry - tyyle wygrać!). O co jednak mi chodzi? Głównie o to, w jaki sposób historia jest pokazywana - filmiki często rozpoczynają się od ujęcia pośladków, bądź dekoltu. Można to jednak zauważyć nie tylko podczas przerywników lecz również w trakcie rozgrywki - często kamera po prostu sama wędruje pod "odpowiednim" kątem, jeśli wiecie, o co mi chodzi. Nie przeszkadza mi to w żadnym stopniu, na początku nawet tego nie zauważałam - dopóki mój brat nie zwrócił na to uwagi. Później dowcipkowaliśmy z tego wspólnie, poczułam jednak potrzebę podzielenia się naszymi spostrzeżeniami ze światem. Z jednej strony mnie to nie dziwi, gdyż społeczeństwo "gamerów" nadal tworzą w większości mężczyźni ale czy nie istnieje inny sposób, by dotrzeć do płci męskiej? 
   Niestety, Tomb Raider trochę za bardzo przypominało mi Uncharted. Jestem wielką fanką tej gry lecz grając Larą miałam wrażenie, że za chwilę zza krzaka wyskoczy Drake i zacznę szukać skarbów razem z nim. It would be hell of a duo, if you ask me. To prawda, że twórcy Tomb Raidera wzorowali się na Uncharted lecz należy pamiętać, że są to różne gry i jest różnica pomiędzy wzorowaniem się na, a uczynieniem czegoś identycznie. Szczególnie mechanika walki, czy quick time eventy Tomb Raiderze przypominają te z Uncharted.
   Cała rozgrywka trwa około 10-15 godzin; w zależności, czy podążasz stricte za fabułą, czy zajmujesz się prawdziwym "tomb raidingiem" i spędzasz godziny, plądrując starożytne świątynie i grobowce. Dla mnie całość trwała stanowczo zbyt krótko, ponieważ gdy już "wkręciłam się" w Tomb Raider - gra skończyła się. Prawdziwie logiczne i ciekawe zagadki zaczęły się dopiero w ostatniej "ćwiartce" gry i wtedy dopiero zaczęłam się świetnie bawić. Dlatego właśnie ze smutkiem przyznaję, iż cała rozgrywka zajęła mi trzy dni - grając popołudniami.

   Podsumowując moją zabawę z Tomb Raider: nie zawiodłam się. Bawiłam się bardzo dobrze i chociaż prawdziwą przyjemność sprawiały dopiero ostatnie 3-4 godziny gry i chciałabym, by rozgrywka zajmowała troszkę więcej - przyznaję, że jest to gra bardzo dobra, stworzona dla wielbicieli przygodówek. Bieganie z młodą Larą Croft sprawia wiele uciechy, dlatego szczerze polecam nowe Tomb Rider, pomimo kilku nieznacznych wad.


PS. Sceny śmierci Lary były epickie - chyba nawet zbyt bardzo, gdyż ciekawiło mnie jak będzie wyglądała następna.

Komentarze

Popularne posty