American Horror Story: Murder House
Ze względu na to, że niedawno zakończyła się emisja trzeciego sezonu American Horror Story, mianowicie Coven oraz dlatego, że przeczytałam gdzieś bardzo pochlebną recenzję pierwszego sezonu AHS postanowiłam poczynić tak zwany rewatch pierwszego sezonu tegoż właśnie serialu.
Murder House oglądałam podczas emisji w roku 2011, tydzień za tygodniem i ciężko było mi postrzegać 12 odcinków jako całość. Mogę jedynie powiedzieć, że po całej serii pozostało mi parę silnych wrażeń, mianowicie: zbyt dużo seksu i niepotrzebnych scen przemocy, irytująca bohaterka (Vivian) no i oczywiście wielkie uczucie do Tate'a, który od razu stał się moim ulubionym bohaterem.
Moje negatywne wrażenie na temat zbyt dużej ilości scen erotycznych w serialu mogę usprawiedliwić jedynie jego tytułem. W końcu serial nosi nazwę American horror story. Wszyscy wiemy, że amerykańskie horrory polegają na scenach seksu cheerleaderki i kapitana drużyny przeplatanych z niezwykle krwawą i brutalną sceną śmierci tegoż kapitana, bądź jego czarnoskórego przyjaciela. Dlatego właśnie - przed powstaniem drugiego i trzeciego sezonu - byłam sceptycznie nastawiona do tego tytułu, gdyż kojarzył mi się jedynie z tymi idiotycznymi filmami typu Piątek Trzynastego.
Po ponownym obejrzeniu pierwszego sezonu mogę stwierdzić, że moja ocena była nieco zbyt negatywna, co jednak jestem w stanie zrozumieć, gdyż drugi raz oglądałam serial jednym ciągiem, a nie jeden odcinek na tydzień, bądź dwa. Tym razem przygoda z AHS definitywnie sprawiła mi przyjemność.
Cóż, poznajemy rodzinę Harmonów: matkę Vivian, która ma świra na punkcie zdrowego jedzeni (wciska je całej rodzinie), nie stosuje kuracji hormonalnych zaleconych przez lekarza ale nie ma problemów ze sztucznymi nawozami w swoim ogrodzie. Kobietę, która daje mężowi drugą szansę po tym, jak nakryła go z dwudziestoletnią studentką we własnym łóżku i dźgnęła nożem, wyprowadza się z nim ale nadal go od siebie odpycha, nie mogąc mu wybaczyć. Mąż - Ben - psychiatra, który postanawia przyjmować swych psychicznie chorych pacjentów w domu, by być bliżej z rodziną, która definitywnie ma go dosyć i nie chce oddychać tym samym powietrzem, co on. Kawał drania dla żony, usprawiedliwia swoją zdradę cierpieniem po stracie dziecka ale najwyraźniej dobry ojciec dla młodej Violet. Właśnie, Violet! Nastoletnia córka Harmonów niezwykle zainteresowana wszystkim co mroczne i złe (jak na szesnastolatkę przystało), chodzi dookoła szkoły popalając papierosa i bezczelnie patrząc cheerleaderkom w oczy. Aż prosi się o lanie, które dostaje już pierwszego dnia! Violet ma niezwykle dobry gust w muzyce (jak to zwykle mroczne nastolatki mają) i postępuje wyjątkowo logicznie. Przyznaję, że jest moją drugą ulubioną postacią w pierwszej serii, gdyż nie boi się mówić tego, co myśli. Najwyraźniej jeszcze nie dojrzała - jak jej nienormalni rodzice.
Razem z piękną posiadłością oczywiście w prezencie dochodzą sąsiedzi. W tym wypadku jest to niezwykła Constance (Jessica Lange) oraz jej niedorozwinięta (ale czy na pewno?) córka - Addie (Jamie Brewer). Od samego początku dwie kobiety wydają się podejrzanie powiązane z historią domostwa, tym bardziej, że młoda Addie jest w stanie widzieć rzeczy, których inni nie są w stanie dostrzec i nieraz mówi do pustego pokoju.
Murder House oglądałam podczas emisji w roku 2011, tydzień za tygodniem i ciężko było mi postrzegać 12 odcinków jako całość. Mogę jedynie powiedzieć, że po całej serii pozostało mi parę silnych wrażeń, mianowicie: zbyt dużo seksu i niepotrzebnych scen przemocy, irytująca bohaterka (Vivian) no i oczywiście wielkie uczucie do Tate'a, który od razu stał się moim ulubionym bohaterem.
Moje negatywne wrażenie na temat zbyt dużej ilości scen erotycznych w serialu mogę usprawiedliwić jedynie jego tytułem. W końcu serial nosi nazwę American horror story. Wszyscy wiemy, że amerykańskie horrory polegają na scenach seksu cheerleaderki i kapitana drużyny przeplatanych z niezwykle krwawą i brutalną sceną śmierci tegoż kapitana, bądź jego czarnoskórego przyjaciela. Dlatego właśnie - przed powstaniem drugiego i trzeciego sezonu - byłam sceptycznie nastawiona do tego tytułu, gdyż kojarzył mi się jedynie z tymi idiotycznymi filmami typu Piątek Trzynastego.
Po ponownym obejrzeniu pierwszego sezonu mogę stwierdzić, że moja ocena była nieco zbyt negatywna, co jednak jestem w stanie zrozumieć, gdyż drugi raz oglądałam serial jednym ciągiem, a nie jeden odcinek na tydzień, bądź dwa. Tym razem przygoda z AHS definitywnie sprawiła mi przyjemność.
Wszystkie spoilery we wpisie zostaną zaznaczone. Możecie czytać bez obaw.
Państwo Vivian i Ben Harmon wraz z nastoletnią córką Violet postanawiają pozostawić dawne, skomplikowane życie za sobą i przeprowadzić się na drugi koniec Ameryki. Powody do ucieczki były poważne: ciężkie poronienie, zdrada męża z młodziutką studentką... Dlatego rodzina kupuje "w ciemno" piękny, stary dom i nie pyta, dlaczego cena jest tak śmiesznie niska aż do samego końca. Powodem niewielkiego wycenienia jest podwójne samobójstwo pary gejów, która żyła w tej posiadłości przed państwem Harmon. Jak później dowiaduje się rodzina - poprzedni właściciele nie byli jedynymi, którzy zmarli w tym pięknym domostwie, wystrojonym lampami od Tiffany'ego...
*Błyskawica, grzmot i straszna muzyka*
![]() |
| Muszę przyznać, że bardzo podobają mi się te plakaty. |
Razem z piękną posiadłością oczywiście w prezencie dochodzą sąsiedzi. W tym wypadku jest to niezwykła Constance (Jessica Lange) oraz jej niedorozwinięta (ale czy na pewno?) córka - Addie (Jamie Brewer). Od samego początku dwie kobiety wydają się podejrzanie powiązane z historią domostwa, tym bardziej, że młoda Addie jest w stanie widzieć rzeczy, których inni nie są w stanie dostrzec i nieraz mówi do pustego pokoju.
Oprócz sąsiadów do nowego domu - prawie jak umeblowanie - dochodzi niezwykła (jak wszystko na tej ulicy) pokojówka Moira (Frances Conroy). Co może być tak niezwykłego w pokojówce? Cóż, z cyklu: kobiety widzą więcej, mianowicie wszystkie kobiety (oraz homoseksualiści) widzą kobietę w podeszłym wieku, posiadającą sztuczne oko. Mężczyznom zaś Moira ukazuje się jako seksowna, młoda pokojówka w pończochach i kusej spódniczce. Wydaje się też być bardzo... chętna do aktywności fizycznej, uwzględniającej ją i różnych żonatych mężczyzn.
![]() |
| Violet ma prawdziwy styl - to należy jej przyznać. |
W miarę zagłębiania się w pierwszy sezon American Horror Story naprawdę zachwycałam się pierwszorzędnym aktorstwem. Mówiąc "aktorstwo" mam na myśli Jessicę Lange, czy Evana Petersa. Niestety im więcej odcinków obejrzałam, tym bardziej irytowała mnie Vivian oraz jej mąż. Tak całkowita ignorancja na otaczające środowisko, córkę i siebie nawzajem po prostu obezwładnia człowieka i sprawia, że ten czyni facepalm za facapalmem. Wciąż powtarzający się brak logiki w czynach Vivian, która po prostu błądzi i nie ma żadnego wytłumaczenia na swoje postępowanie od samego początku serialu mnie dobijały i sprawiały, że miejscami seans był naprawdę ciężki do zniesienia.
Czy American Horror Story: Murder House mnie przeraził? Nie. Nie było w tej serii nic strasznego (w przeciwieństwie do sezonu drugiego) oprócz openingu. Szczerze nienawidzę tej muzyki i działa na mnie prawie tak samo jak wstęp do The X Files. Jedyną naprawdę straszną rzeczą we wszystkich seriach AHS są właśnie openingi złożone z różnych, obrzydliwych zdjęć, tworzących naprawdę przerażającą całość. Ze względu na to, że serial oglądałam zwykle nocą, gdyż za dnia brakowało czasu, opening był bardzo często przeze mnie zwyczajnie przewijany.
Również nie przerażają mnie zamaskowani mężczyźni w lateksowych kombinezonach. No cóż, gdyby taki pojawił się w moim mieszkaniu prawdopodobnie przestraszyłabym się jak cholera, jednak na ekranie nie robi to na mnie wrażenia. Zdeformowane dzieci, tak naprawdę posiadające poczciwą duszę? Również mnie nie ruszają. Bardziej dotyka mnie ciągła nagość i mnóstwo seksu w tym serialu. Zamiast tego erotyzmu i pokazywania pośladków (niezwykle ponętnych, przyznaję) pokojówki można by postarać się o rzeczywisty dreszczyk emocji.
Moim promyczkiem słońca w całym AHS jest Evan Peters, który już w Murder House oczarował mnie jako Tate, inteligentny lecz lekko zagubiony chłopak (no dobrze, psychopata), na zabój zakochany w Violet, która jako jedyna jest w stanie wydobyć z niego dobro. Ci dwoje to dosłownie bratnie dusze. Łączy ich pociąg do wszystkiego, co nienormalne i tworzą jedną z moich ulubionych par. Właściwie związek Tate'a i Violet był jednym z ciekawszych wątków AHS:Murder House.
Jednym z moich ulubionych bohaterów pierwszej serii był również homoseksualista - Chad, który rzekomo popełnił samobójstwo wraz ze swym kochankiem. W jego postać wcielił się mój drogi Zachary Quinto, który również wniósł parę uroczych momentów wartych obejrzenia do serii.
Początek spoilerów.
Cóż, wiadomo. Vivian zachodzi w ciążę ze swoim mężem oraz z mężczyzną w lateksowym kombinezonie, Tate nie żyje, Violet popełnia samobójstwo, właściwie cała reszta też umiera, nie warto więc nawet wymieniać imion, zaznaczmy, że każdy oprócz Constance przechodzi na drugą stronę. Dochodzimy więc do dwóch ostatnich odcinków Murder House, które sprawiły, że tak bardzo zwątpiłam w ten serial.
Ostatnie odcinki były po prostu absurdalne. Rozumiem, że każda seria AHS kończy się jako-tako szczęśliwie, jednak uczynienie rodziny Harmonów duchami, którzy będą żyli długo i szczęśliwie, broniąc nowych potencjalnych właścicieli domostwa przed złem, czyhającym w piwnicy, nadal spędzając wspólnie i wesoło święta Bożego Narodzenia z prądem i ubraną choinką... nie wydaje się to wam lekko naciągane?
Do tego Vivian dostaje swoje upragnione jednak-nie-martwe dziecko, Constance również zostaje babcią małego Szatana, który rzekomo ma przynieść Apokalipsę (tę część mogli sobie odpuścić, wystarczyłoby, gdyby był małym Omenem). WHAT THE HELL.
Poważnie, Amerykanie nie znają pojęcia "co za dużo, to niezdrowo".
Koniec spoilerów, moja dezaprobata została wyrażona.
Podsumowując, AHS: Murder House to dobra, warta obejrzenia seria. Posiada oczywiście swoje absurdy i jeżeli oczekujecie sezonu z dreszczykiem to zdecydowanie spotka was zawód lecz zawiera też parę perełek, dla których jednak warto po nią sięgnąć. Jeżeli nikt nie zaspoilerował wam fabuły to możecie oczekiwać sporego plot twistu i zaskoczenia oraz masę dobrej zabawy, bez znaczenia, czy nabijając się z idiotyzmu niektórych wątków, czy po prostu śledząc odkrywające się tajemnice. Zdecydowanie warto obejrzeć AHS dla samej Jessiki Lange, czy wiecznie przeze mnie wymienianego Evana Petersa lub Zachary'ego Quinto i wielu sławnych nazwisk pojawiających się w przyszłych seriach, z których każda (seria) ma swoje zalety i wady. Ja na pewno obejrzę po raz drugi Asylum i podzielę się na blogu wrażeniami z rewatchu, bowiem pierwsze odczucia nie były -niestety - nadto pozytywne.
All hail!







Komentarze
Prześlij komentarz