Sobotni wieczór z World War Z


   W sobotni wieczór Yuzu postanowiła obejrzeć jakiś horror. Zachciało jej się filmu z dreszczykiem, ostatnio męczy się jedynie serialami fantasy i Sherlockiem, którego nadal nie może wypędzić z myśli (nawet w nocy jej się śni, więc zaczyna być źle) a jutro przecież wychodzi nowy odcinek. Ciężki czas dla fanów Sherlocka i ich szkoły/studiów/pracy, gdyż w okresie wychodzenia nowych odcinków prawdziwy sherlockoman nie może skupić się na niczym innym. Dlatego - mając ochotę na odmianę - Yuzu postanowiła odtworzyć, czekające już na nią na dysku od kilku miesięcy World War Z
   Fabuła zapowiadała się obiecująco: świat spotyka Apokalipsa, zainfekowane tajemniczym wirusem potwory panoszą się po ulicach, zarażając bądź po prostu zabijając każdego na swej drodze. Końcu świata stawia czoło przystojny (w końcu Brad Pitt), pozornie przeciętny mąż i ojciec dwóch córek - Garry Lane (w rzeczywistości były agent UN - United Nations), usiłując znaleźć sposób na pokonanie wirusa, zamieniającego ludzi w krwiożercze bestie. 

Brad Pitt rusza na wyprawę, by zbadać źródło wirusa i chronić swoją rodzinę.

   Szczerze mówiąc Yuzu ma dosyć filmów o zombie. W ciągu ostatnich siedmiu (?) lat wyszło mnóstwo filmów o żywych trupach i temat po prostu jej się "przejadł". Mieliśmy wirus zombie w bloku mieszkalnym, szeryfa walczącego z żywymi trupami, usiłującego odnaleźć swoją żonę i dziecko, serial o nastoletnim chłopcu, który dawniej był zombie, lecz znalazł lek, który musi wstrzykiwać co kilka godzin (WTF), I am Legend, Planet Terror, Zombieland... szczerze: Yuzu uważa, że temat jest już praktycznie oklepany i raczej nie ma tu nic innego do dodania.  

Potwory World War Z nieznacznie lecz fascynująco różnią się od tradycjonalnych żywych trupów.


  Zawsze istnieje to "ale". "Zombie" w World War Z nieznacznie różnią się od reszty. Przede wszystkim jest to zasługa niesamowitej animacji, gdyż tym właśnie jest ten film. World War Z powinien zostać obejrzany w kinie, definitywnie w 3D, gdyż efekty specjalne są zadziwiające. Szczególnie perfekcyjnie zaplanowane są właśnie potwory: sposób poruszania nie jest powolny, czy niezdarny jak w przypadku poprzednich produkcji (owszem, wydają się nie wyrabiać na zakrętach ale to wina ich niezwykłej szybkości), żywe trupy są bowiem zwinne, wydają się używać swoich ciał w sposób, w jaki ludzie zawsze chcieli lecz nie potrafili. Animatorzy naprawdę postarali się, tworząc hordy, tysiące biegających stworzeń, które nawet (a może "właśnie"?) z widoku ptaka budzą trwogę. Potwory wydają się też posiadać pewnego rodzaju więź między sobą. Wspomniano o tym w filmie: gdy zabijesz jednego, reszta poczuje to i stanie się bardziej agresywna. Prawdopodobnie dlatego w pogoni poruszają się jak jedna całość, co wygląda niezwykle przerażająco.



   Musicie wybaczyć Yuzu ale ona po prostu musi o tym napisać: jak to jest, że Brad Pitt, nawet będąc cały we krwi z kilkudniowym zarostem i roztrzepanymi włosami, posiadając worki pod oczami - nadal jest zadziwiająco przystojny? Czy to może tylko zdanie Yuzu, bo ma okrutnie silny fetysz kwadratowej szczęki, którą po raz pierwszy ujrzała właśnie u Brada? Rodzicielka Yuzu stwierdziła, że w World War Z wygląda, cytuję: "jak menel". Yuzu trochę lubi takich niedogolonych mężczyzn, szczególnie jeśli posiadają taką szczękę. 
Może po prostu makijażyści odwalili kawał dobrej roboty, zajmując się Bradem, by wyglądał na zmarnowanego i zarazem seksownego? Jak to w ogóle możliwe?
   Na pewno wspomnienie o odtwórcy głównej roli World War Z miało posiadać jakiś sens i Yuzu zamierza właśnie do tego przejść. 
   Niestety, Brad Pitt był największym (zaraz za efektami specjalnymi) plusem tego filmu. Trzeba powiedzieć, że facet jest po prostu świetnym aktorem, nieważne co zagra - zawsze jest świetny. I tak również było w World War Z. Cóż dodać więcej?
   
Yuzu nie mogła się powstrzymać.
   No właśnie. W końcu World War Z jest horrorem, prawda? Co z dreszczykiem emocji, który powinien pojawiać się w tego typu filmach? 
   Owszem, był dreszczyk emocji. Raz nawet Yuzu się przestraszyła (potworek nagle wyskoczył na pierwszy plan), podczas przeszukiwania Instytutu również czuła pewien przypływ zdenerwowania, jednak nie było tak, jak podczas oglądania... przykładowo: [Rec] (wersji hiszpańskiej). Po [Rec] (oglądając film w letnie południe) Yuzu bała się zejść na parter, w obawie, że członkowie jej rodziny zamienili się w zombie. 
   Jeśli chodzi o zakończenie, to Yuzu ma dość mieszane uczucia. [spoilery] Z jednej strony było trochę przewidywalne (Yuzu nie lubi dobrych zakończeń w tego typu filmach - jest tyranem), z drugiej zaś nie było ono przecież do końca szczęśliwe, nie wynaleziono bowiem ostatecznego leku na wirusa, zamieniającego ludzi w potwory, tylko swoiste obejście problemu, które może okazać się nietrwałe. Fakt, że scenarzysta zaznaczył ten punkt bardzo spodobał się Yuzu. [koniec spoilerów]
   World War Z okazał się ot, takim tam kolejnym filmem akcji z tą różnicą, że na plakacie wypisane wielkimi literami widnieje nazwisko: Brad Pitt. Zapomnieli niestety dodać u dołu dopisku: do obejrzenia w 3D, gdyż reszta (poza efektami) jest mało ważna.


PS. Yuzu dorwała książkę, na której oparty jest film (niekoniecznie wiernie, z tego, co wyczytała w Internetach) i zamierza niedługo (prawdopodobnie w pociągu, w trakcie powrotu do Stolicy) się za nią zabrać i uczyni to z wielką przyjemnością, gdyż jest tworem Maxa Brooksa.

Komentarze

Popularne posty