Smaugowe Pustkowie, czyli Hobbita ciąg dalszy

   W KOŃCU Yuzu może opisać swoje wrażenia z nowego Hobbita. Do kina wybrała się dopiero przedwczoraj– z bratem, ponieważ najprościej rzecz ujmując: nie miała gdzie obejrzeć filmu.
   Yuzu żyje w małym miasteczku (około 15 tys. mieszkańców) i choć jej wspaniała mieścina kino posiada – jest to kino, w którym nie wyświetla się premier, Hobbit zawita tam prawdopodobnie dopiero za dwa-trzy miesiące. Niestety, nikt już raczej nie wybiera się tam na seanse, sala jest często wykorzystywana do szkolnych uroczystyości, gdyż filmy tam wyświetlane zwykle są w wersji „przyciętej”, często nie ma głosu (i nikogo to nie obchodzi), czasem obraz wypadnie z ekranu, skutkiem tego częste są widoczne postaci bez głów, gdyż zostały im przycięte...  Nasze kino jest kinem dość obskurnym, lecz klimatycznym. Tam Yuzu spędziła spory czas swojego młodzieńczego życia, siedząc ze znajomymi na poobdzieranych fotelach i opierając nogi o oparcia z przodu, każdy z paczki trzymał swoją butelkę wina w dłoni… Zwykliśmy nazywać takie zajęcia „wypadem na kino i wino” – stąd nazwa yuzulowego bloga. Ale dość już o małomieszczańskich kinach – czas na Pustkowie Smauga.



   Po roku czekania w końcu wyszła druga część Hobbita. Yuzu wyczekiwała ze szczególną niecierpliwością, gdyż jest wielką fanką Władcy Pierścieni oraz – niestety – umiarkowaną fanką pierwszej części Hobbita, lecz Pustkowie Smauga miał być filmem, w którym swego cudnego głosu użyczy Benedict Cumberbatch – mężczyzna, którego Yuzu jest wielką miłośniczką nie tylko jako fangirl ale jako kinomaniak, gdyż Cumberbatch jest świetnym aktorem, który coraz bardziej zaskakuje i – powiedzmy sobie szczerze – ma niesamowity, głęboki głos, dlatego Yuzu wiedziała, że głos ów będzie idealny dla Smauga i okazał się również świetnym dla Nekromanty (w tym wypadku głos Benedicta uległ większej przeróbce komputerowej).
Zatrzymajmy się na chwilę, by docenić niezwykle pięknego, extremely fabulous elfa.
   Yuzu sporo czasu spędza na Tumblr, dlatego przez długi okres ekscytowała się Thranduilem – ojcem Legolasa i królem Leśnych Elfów, w którego rolę miał wcielić się Lee Pace. Yuzu była zachwycona pięknem Thranduila i grą aktorską Lee i również miała spore oczekiwania, które zdecydowanie się spełniły. Thraduil bowiem został zagrany perfekcyjnie – elf odnosi się do każdego z wyższością, wiecznie trzymając podbródek w górze z godnością. Jest nieśmiertelnym władcą wspaniałego rodu elfów, żyjącym tysiące lat, co sprawia, że traktuje marne stworzenia - np. krasnoludy - jedynie jak narzędzia, którymi można się posłużyć. W całej postaci najbardziej urzekło Yuzu spojrzenie Thranduila  - wyniosłe, pełne pogardy, czasem obrzydzenia. Zdawałoby się, że elfi władca nie ma uczuć – obchodzi go jedynie jego królestwo, tron i świecące kamyki.
   Pustkowie Smauga skupia się w większości na Thorinie, który w końcu dostaje swoje królewskie pięć minut. Właśnie w drugiej części po raz pierwszy zauważamy "królewski pierwiastek" w Thorinie ale również niepokojącą, niepowstrzymaną żądzę zdobycia Arcykamienia, przez który następca tronu powoli popada w obłęd. Jackson postąpił bardzo odważnie - na przestrzeni dwóch części zmienił Thorina z uwielbianego przez widzów honorowego wojownika w stąpającego po cienkim lodzie świadomości następcę tronu, który wydaje się zapominać o godności, honorze i przede wszystkim o swoich kompanach.
Przez to wszystko nasz drogi hobbit zdaje się mało ważny, zepchnięty na drugi plan. Bilbo ma jednak swoje niesamowite pięć minut podczas rozmowy ze smokiem, którą Yuzu uwielbia.
   Film tak naprawdę "rozkręca się", gdy krasnoludy docierają do Samotnej Góry, gdyż tam właściwie rozpoczyna się akcja i cholernie dobre aktorstwo.
   Yuzu pamięta, że w trakcie oczekiwania na pierwszego Hobbita w sali kinowej z niecierpliwością oczekiwała rozpoczęcia seansu i zastanawiała się, jak będzie wyglądała pierwsza scena filmu. Usłyszała wtedy charakterystyczny motyw z Władcy Pierścieni i szczere łzy stanęły jej w oczach. Początek Niezwykłej Podróży jest bardzo uroczy właśnie ze względu na muzykę i gdy Yuzu usłyszała motyw ponownie w Pustkowiu Smauga – uśmiechnęła się szeroko i ogarnęło ją ciepłe uczucie. Każdy fan wie jak to jest: oczekiwać na film związany z serią, której jest się wielbicielem i wydawało się nie być nadziei na kolejną produkcję, związaną z tym uniwersum. Fan Wladcy Pierścieni wie jak to jest, gdy ponownie usłyszy motyw przewodni filmu w Hobbicie. Yuzu całe życie oglądała LOTRa, często (za często) robiła sobie seanse wersji reżyserskich, odtwarzała muzykę, skomponowaną przez Howarda Shore ale też trzy razy przeczytała Hobbita i wyobrażała sobie jego ekranizację, gdyby zabrał się za to Peter Jackson.
   Niestety, często jest tak, że jeśli oczekujemy zbyt wiele – po seansie czujemy się zawiedzeni. Yuzu zaś miała wielkie nadzieje na sukces Pustkowia Smauga, gdyż stosunkowo podobał jej się pierwszy Hobbit i sądziła, że dalej może być już tylko lepiej. Niestety, druga część okazała się gorsza od pierwszej. Dlaczego...?
   Po pierwsze: Yuzu ma dosyć popisywania się technologią 3D i kręcenia scen bez celu, bez treści, służących jedynie udowodnieniu w stylu: tak, to jest film w 3D. Yuzu nie lubi filmów kręconych jedynie dla efektów specjalnych – uważa, że kino musi zawierać fabułę (to akurat nie dotyczy Hobbita i owe stwierdzenie służyło bardziej jako rozwinięcie tematu, wybaczcie). W Pustkowiu Smauga jest sporo ujęć, które do filmu nie wnoszą nic i Yuzu ma nieodparte wrażenie, że umieszczone zostały tam jedynie na pokaz. Nowego Hobbita powinno oglądać się w 3D lecz ze względu na krajobraz, ogień, wybuchy, bądź samego smoka. Twórcy nie muszą udowadniać sceną z pszczółką, lecącą w stronę widzów, że jednak przyszli na film w 3D. Efekty specjalne w Hobbicie są bardzo dobre i Yuzu była zachwycona tą częścią filmu (i przerażona, gdy olbrzymie pająki pojawiały się na ekranie – brrrr) oraz uważa, że twórcy definitywnie niczego w tej kwestii udowadniać nie muszą.



   Photoshop – odwieczny wróg Yuzu, gdyż jako nastolatka często spoglądała na zdjęcia sław w magazynach i katowała się słowami: „dlaczego ja tak nie wyglądam?”. Każda młoda dziewczyna przechodziła takowy okres w życiu, Yuzu zaś nie ominął ten rozdział. Nie zaczynam jednak tego tematu ze względu na szczupły tyłek Tauriel. Szczupłe tyłki już jej nie wzruszają. Yuzu napomknęła o tym jedynie dlatego, że nie rozumie twarzy Legolasa. Owszem, Orlando Bloom zestarzał się od czasów Władcy Pierścieni, syn Thranduila był zaś młodszy w Hobbicie, jednak w Pustkowiu Smauga wygląda definitywnie na starszego, niż w LOTRze, zaś jego twarz wręcz krzyczy: PHOTOSHOP i „mam zbyt jasne soczewki a głos bardziej zachrypnięty, niż kiedykolwiek”! Brat Yuzu zasugerował, że może w trzeciej części Hobbita stracił jądra w którejś z bitew, bądź jest Benjaminem Buttonem i młodnieje na starość… to jednak domniemania w stylu powygłupiajmy się razem, niewarte uwagi. O co Yuzu chodzi w tym akapicie, to o fakt, że Legolas w Pustkowiu Smauga wygląda najnormalniej w świecie SZTUCZNIE i – zdaniem Yuzu – wręcz odpychająco. Przypomina jej trochę postać z jakiejś gry mmoRPG lub japońskiej animacji. Jeśli elfy mają być piękne w nowym filmie Jacksona – z Legolasem niestety nie wyszło.


   Motywem, który bardzo wstrząsnął Yuzu oraz jej bratem był wątek miłosny pomiędzy Tauriel a Kilim. Niestety, autorka bloga nie obroniła się przed spoilerami i wiedziała, że taki wątek będzie miał miejsce, jednak nie myślała, że będzie aż tak uderzający i często pokazywany w filmie. Yuzu zastanawia się, co by o tym pomyślał Tolkien, chociaż film jest dziełem Jacksona i reżyser ma prawo zrobić z nim, co chce (niestety). Ten wątek po prostu nie pasuje do całości filmu – w Hobbicie nie ma miejsca na powłóczyste spojrzenia, wymieniane przez elfkę i krasnoluda, bądź pełne napięcia (sarkazm) sceny romantyczne, w których Tauriel ratuje życie ukochanego, wypowiadając, czasem nawet szepcząc z podnieceniem słowa zaklęcia, zaś Kili wił się po stole z jękami rozkoszy… Wybaczcie, drodzy czytelnicy, Yuzu poniosło ale musi przyznać, że czuła się, jakby oglądała scenę miłosną, jeżeli nie erotyczną.

Yuzu nie jest pewna, czy uczynienie krasnoludów tak przystojnymi było dobrym posunięciem, aczkolwiek nie narzeka. 
   Yuzu rozumie, że Kili jest seksownym i uroczym krasnoludem ze świetną osobowością, do tego dochodzi spokrewnienie z Thorinem, Tauriel zaś piękną elfką, która usłyszała zakaz umawiania się z Legolasem, po czym umieściła go w sferze friendzone… Yuzu nie wie, dlaczego scenarzysta postanowił umieścić taki motyw w Hobbicie – dla oglądalności, walki z rasizmem (elfka x krasnolud?), czy może Yuzu po prostu doszukuje się głębszego dna, ale powiem to raz i wyraźnie (a nawet w liczbie pojedynczej – dla efektu): DO NOT WANT.
   Yuzu chciałaby napisać coś miłego o nowym Hobbicie, gdyż nie uważa go za całkowitą katastrofę, zaś treść dzisiejszego wpisu na to wskazuje, dlatego postanowiła wspomnieć o Martinie Freemanie – który przecież odgrywa w filmie główną rolę.
   Freeman miał okazję dać popis swojego aktorstwa w nowej serii Sherlocka, gdzie zagrał znakomicie (Yuzu zachwycała się nad nim tutaj), zaś po pierwszej części Hobbita Yuzu uznała, że lubi Martina w roli Bilba, jednak nie wpadała w zachwyt w trakcie seansu. Inaczej jest w przypadku Pustkowia Smauga. Freeman zdecydowanie popisał się swoimi umiejętnościami aktorskimi, szczególnie w ulubionych przez Yuzu scenami rozmowy ze smokiem. W scenie ze Smaugiem Martin był po prostu niesamowity. Momenty z Samotnej Góry sprawiły, że Yuzu znacznie bardziej polubiła Bilba. W Pustkowiu Smauga po raz pierwszy w Hobbicie zawarto sceny, przedstawiające wpływ pierścienia władzy na Bilba i oglądając te właśnie momenty, Yuzu upewniła się w mniemaniu, iż Freeman jest genialnym hobbitem. 


   Warto też wspomnieć o samym Smaugu – Królu pod Górą (Thorin zniszczyłby Yuzu, gdyby to przeczytał), najpotężniejszym z potężnych, panem Samotnej Góry, pogromcą krasnoludów, etc. etc… bowiem Yuzu nie mogłaby się powstrzymać, nie wspominając o tym, iż Benedict Cumberbatch nie tylko użyczył swego niezwykle mrocznego głosu smokowi, but also did the motion picture (dla tych, którzy nie wiedzą, o co chodzi: aktor w każdym wywiadzie zwykł opowiadać o swoim nowym osiągnięciu, mianowicie obrazowanie ruchów smoka - fandom uznał to za niezwykle zabawne i urocze). Jak Yuzu wspomniała na początku – głos Benedicta idealnie pasuje do Smauga. Został nieznacznie przerobiony – dla efektu – jednak fan aktora z łatwością rozpoznałby głos zawsze i wszędzie. Yuzu przyznaje, że nie spodziewała się aż tak przerażającego brzmienia, pochodzącego z gardła Cumberbatcha lecz była zachwycona, podczas seansu (i nadal pozostaje pod wrażeniem, oczywiście). Głos ów wywołuje ciarki u tysięcy fanek – jest to niezaprzeczalny fakt i Yuzu wcale nie fangirluje
   Smok jest największym plusem filmu, gdyż chyba po raz pierwszy w historii filmu ukazano piękno tych stworzeń. Smaug jest wspaniały, jego ruchy naturalne, ujmując wszystko w jednej sentencji: animacja pierwsza klasa. Jedynym małym szczegółem, który mało spodobał się Yuzu jest brak przednich nóg u Smauga, co czyni go wiwerną (ang. wyvern), ponieważ smoki posiadają cztery kończyny plus skrzydła...
   Yuzu żal było, że Gandalf postanowił podnieść level i stoczyć bitwę z bossem (wybaczcie skojarzenie z grą komputerową), gdyż uwielbia Iana McKellena jako aktora ale też uwielbia Gandalfa. Tym razem Jackson postanowił się skupić na krasnoludach, nadjeziornej mieścinie i Smaugu, co sprawiło, że dla czarodzieja zabrakło miejsca.
   Yuzu uważa, że jeżeli Jackson postanowił stworzyć trzy dwugodzinne filmy na podstawie dwustostronicowej powieści (i wielkiej ilości dodatków, oczywiście, bo sześć godzin to na Hobbita zdecydowanie za dużo, nawet twórca spaghetti westernów by nie podołał) to powinien przynajmniej zamieścić w produkcji 1/2 powieści. Yuzu oczekiwała z niecierpliwością na to, jak Jackson przedstawi Beorna - ostatniego z ludzi zmiennokształtnych, który jako ciekawa postać zasługuje na chwilę uwagi. Cóż, dostał dwie minuty, reszta zaś jest najwyraźniej nieistotna.
 

   Bardzo dobrym posunięciem Jacksona było umieszczenie w Hobbicie wątku Nekromanty, który przedstawia widzom prawdziwe zło. Yuzu podoba się to, że niejako wyjaśniają związek przyczynowo-skutkowy odnośnie powrotu Saurona do władzy i również zachwyciło ją przedstawienie Oka Saurona - Yuzu w tej chwili zupełnie inaczej będzie postrzegać Oko, podczas oglądania LOTRa i musi przyznać, że lepiej czuje się wiedząc, o co z tym sauronowym Okiem chodzi.
   Podsumowując, Yuzu nie uważa, że Hobbit: Pustkowie Smauga był złym filmem. Gdyby nie zamieszczono niektórych niepotrzebnych wątków w filmie, które jednak okazały się lekką przesadą (przykładowo związek Kili x Tauriel) film okazałby się nawet bardzo dobry, bowiem w większości ogląda się naprawdę swobodnie, widz może nawet poczuć się wciągnięty w historię. Nawet jeśli nie spojrzymy na drugą część Hobbita jak na ekranizację powieści Tolkiena (jak w przypadku pierwszej części) - produkcja nadal okaże się jedynie umiarkowanie dobra. Yuzu ma jedynie nadzieję, że 3 część poprawi wizerunek całej trylogii i nawet po lekko gorszym Pustkowiu Smauga oczekuje z niecierpliwością Tam i spowrotem.

Komentarze

Popularne posty