His Last Vow and the Fandom That Waited

Yuzu nie mogła się powstrzymać przed wstawieniem owego obrazka.

   I ponownie nadszedł dzień, którego fani oczekiwali z radością oraz z trwogą. To tak różne emocje, jednak Yuzu jest przekonana, że większość miłośników Sherlocka odtwarzali ostatni odcinek z takimi właśnie uczuciami. Już o 13:00 rozpoczęło się odliczanie do 21:30 (londyńskiej 20:30), Tumblr pełen był przypuszczeń, domysłów ale też (niestety) spoilerów. Na nieszczęście tych, którzy chcieli przetrwać nowy odcinek bez spoilerów – te wyciekły parę dni temu i na każdym portalu społecznościowym można było znaleźć całą fabułę wczorajszego epizodu. Na szczęście – kochana Amanda Abbington, partnerka Martina Freemana i aktorka, wcielająca się w postać Mary Watson oraz studio BBC ostrzegali na Twitterze o osobach, które udostępniają takowe spoilery i Yuzu dzielnie się przed nimi obroniła i podeszła do His last vow „na czysto”, kompletnie nie wiedząc, co może się wydarzyć. Oczywiście za ostatni odcinek Sherlocka odpowiadał w stu procentach Stephen Moffat – dlatego Yuzu spodziewała się fachowego trollingu, bowiem to takie moffatowe… oczywiście, fachowy trolling otrzymaliśmy. O tym za chwilę, najpierw jednak jak zwykle Yuzu zaznaczy, iż dzisiejszy wpis jest pełen spoilerów odnośnie całej trzeciej serii Sherlocka i będzie wpisem pewnie mało profesjonalnym, gdyż zamierza napisać go przede wszystkim jako fanka Sherlocka. Kiedyś prawdopodobnie powstanie wpis o tym serialu, który nie będzie przepełniony fangirlingiem i będzie poważną recenzją, to jednak nie jest dzień dzisiejszy.
Yuzu ponownie zaznacza, iż wchodzi w strefę pełną spoilerów.     



   W którymś z poprzednich wpisów Yuzu wspomniała o tym, że trzeci sezon Sherlocka różni się od poprzednich, bowiem braknie w nim motywów detektywistycznych, zamiast tego zaś jest przepełniony emocjami i skupia się całkowicie na relacjach między bohaterami. Tak bardzo jak Yuzu była tym zachwycona – tak tęskniła za Sherlockiem-detektywem, tęskniła za poszukiwaniem wskazówek, sherlockową potęgą dedukcji a przede wszystkim… za złoczyńcą. W His last vow otrzymujemy bowiem nowego przeciwnika: człowieka, który stoi za próbą uwędzenia Johna Watsona, mężczyznę, który jest w posiadaniu największej „bazy słabych punktów” na świecie, osobę, która zawsze znajdzie czyiś czuły punkt; biznesmena, popularnego w brytyjskich mediach, niezwykle inteligentnego Charlesa Augustusa Magnussena. W postać tego zimnokrwistego drania wciela się Lars Mikkelsen, którego chyba nie można było dobrać lepiej. Lars ma bowiem w sobie zadatki na prawdziwego cesarza zła: zimne, nieczułe spojrzenie, twarz bez wyrazu lecz przede wszystkim niezwykły talent aktorski – Mikkelsen sprawia, że każdy gest, każde spojrzenie się liczą. W genialny sposób przedstawia nam człowieka bez skrupułów, nie bojącego się niczego – nawet sławnego Sherlocka Holmesa, „pogromcy” popularnego Moriarty’ego, największego detektywa Anglii. Magnussen jednak nie jest przestępcą i zdecydowanie innym typem człowieka, niż poprzedni przeciwnik Sherlocka - Magnussen jest przede wszystkim biznesmenem, gotowym uczynić wszystko, gdy gdzieś dostrzeże zysk. Sherlock Holmes zaś stanął mu na drodze, za co musiał zapłacić.
   Magnussena poznajemy, gdy szantażuje Lady Smallwood w dość – Yuzu musi przyznać – ohydny sposób. Mało rzeczy naprawdę brzydzi Yuzu – jest w stanie oglądać operację bez mrugnięcia okiem, krew nie robi na niej wrażenia (wyjątek: igły), jedyny wstręt do owadów jaki posiada, to nienawiść do żuków (do dziś nie wie, dlaczego), jednak gdy Magnussen „zasmakował” Lady Smallwood, Yuzu poczuła czystą odrazę i wręcz przeszły ją ciarki. Również jego niewzruszenie Sherlockiem w mieszkaniu na Baker Street i całkowity brak respektu do gospodarza (jakby był nic nie znaczącym śmiertelnikiem a nie wspaniałym detektywem-konsultantem w czapeczce), zimna obojętność na to, co uczyni Sherlock, pewność, że ten nie jest w stanie mu zagrozić – to rzeczy, które czynią Magnussena złoczyńcą perfekcyjnym. Charles Augustus Magnussen jest również podobny do Sherlocka – oboje są nieprzeciętnie inteligentni, oboje stworzyli we własnych umysłach mind palace, mający służyć jako twierdza wypełniona niezliczonymi informacjami, do których zawsze można się dostać. Magnussen utożsamia człowieka, którym Holmes mógłby się stać, gdyby „przeszedł na ciemną stronę mocy”, inaczej ujmując: gdyby używał swoich zdolności w innym celu.
Tak perfekcyjnym, że na ocalenie przed nim przyjaciół został detektywowi tylko jeden sposób, po którym nie będzie odwrotu…



Pełne napięcia love confession, które jest zarazem sceną, w której Sherlock przegrywa po raz pierwszy.

   Trzeci odcinek powraca ze złoczyńcą do pokonania, wracając do sherlockowych korzeni, gdzie najistotniejszym aspektem serialu było życie Sherlocka jako detektywa, jednak nadal pozostaje w nastroju trzeciego sezonu, mianowicie ciągle skupia się na emocjach trzech głównych bohaterów (Sherlocka, Johna i Mary). Dowiadujemy się bowiem, dlaczego Mary jest kłamcą (sherlockowa dedukcja w pierwszym odcinku) poprzez naprawdę długie i intensywne granie na emocjach postaci oraz fanów (postrzelenie Sherlocka, scena, w której John dowiaduje się o przeszłości swej żony). W His last vow Yuzu upewniła się w przekonaniu, że Martin Freeman jest cholernie dobrym aktorem i rzeczywiście genialnym Watsonem. Rozpoczynając swoją przygodę z Sherlockiem była niepewna wyboru Freemana na Watsona lecz w tej chwili nie wyobraża sobie nikogo innego w tej roli. Stworzenie z Sherlocka jednej wielkiej rodziny było jednak świetnym pomysłem, gdyż trio Cumberbatch – Freeman - Abbington jest genialne i nikt nie przekona Yuzu do myślenia w inny sposób. Martin, Amanda i Benedict są świetni razem na planie i Yuzu czuje, że to właśnie przez to, że są przyjaciółmi – bowiem chemię między nimi widać gołym okiem.




Wbrew pozorom His last vow nie jest odcinkiem pozbawionym zabawnych smaczków dla fanów.

   No właśnie: jak to jest z tymi bohaterami? His last vow pokazuje nam nowy sposób patrzenia na świat Sherlocka. Dotychczas byliśmy przekonani, że wszystko dzieje się dookoła Sherlocka Holmesa – w końcu jest tytułową postacią serialu, jednak nowy odcinek uczy nas czegoś nowego: to nie Sherlock jest w centrum wydarzeń – to zawsze jest John. Przecież pierwszą postacią, którą poznaliśmy w Sherlocku był właśnie doktor Watson. Nabywaliśmy wiedzę o Johnie-żołnierzu, Johnie, który regularnie odwiedza terapeutę z powodu traumy nabytej na froncie. Traumy, którą wyleczyć może jedynie niebezpieczeństwo, którego mężczyzna wręcz łaknie i poszukuje, dlatego zamieszkał z Sherlockiem, dlatego stał się jego partnerem i przyjacielem oraz dlatego pokochał właśnie Mary. W końcu John Watson nie jest przeciętnym człowiekiem – na pewno nie jest normalny. Któż o zdrowych zmysłach biega za detektywem do wynajęcia a.k.a socjopatą, perfekcyjnie kładzie człowieka na łopatki (motyw seksownego Freemana) używając trzech ruchów i żeni się z byłą agentką brytyjskiej inteligencji?



   W His last vow dużą rolę odgrywają tzw. „preassure points” – słabe punkty, które namiętnie kolekcjonuje Magnussen. Każdy ma bowiem swoją słabość – w przypadku Yuzu pewnie jest to BBC, rodzicielka, bądź jej kot. W nowym odcinku powraca motyw Sherlocka i jego miłości do narkotyków, zarówno „nowoczesnych”, jak i tych tradycyjnych (przykładowo: morfina, którą traktuje się ranny bohater). Do czego dąży Yuzu, to kolejny rozwój postaci Sherlocka, bowiem narkotyki nie okazały się jego największą słabością – okazał się nią John Watson.  Sherlock zaangażował się uczuciowo – pokochał kogoś i to okazało się największą i najbardziej efektywną bronią jego wroga. Doktor, którego pokochał Sherlock (Yuzu nie zamierza kłócić się, czy w sposób romantyczny, czy nie, jednak nie uważa, żeby detektyw „leciał” na Johna) i ta miłość stała się jego słabym punktem. Dla Sherlocka był to John, dla Johna – Mary, dla Mary zaś – znów John, zaś dla Mycrofta – jego młodszy brat, którego chroni nawet, gdy ten wystąpi przeciw niemu. Mycroft całkowicie zdaje sobie sprawę z faktu, że Sherlock jest jego największą słabością, lecz detektyw uświadamia sobie o swoim słabym punkcie dopiero, gdy staje przed wyborem: popełnienie morderstwa, czy uchronienie ukochanej osoby przed krzywdą?
I nadszedł moment w Sherlocku, w którym tytułowy bohater przestaje być przeciwny zabójstwom (w poprzednich sezonach można było zauważyć, że Sherlock oddaje każdego złoczyńcę w ręce sprawiedliwości), gdyż ostatecznie okazuje się nie mieć wyjścia, niż tylko zabić Magnussena. Można powiedzieć, że przeciwnik wygrał, bowiem Sherlock nie był w stanie pokonać go fair, swoim tradycyjnym sposobem - nie był w stanie go rozwiązać i zagiąć, jedyne co mu pozostało, to rozwiązać konflikt przemocą. 
   Zmierzch w życiu fandomu – kilka minut, w których John miał już nigdy Sherlocka nie ujrzeć, ten zaś miał udać się na "wygnanie" i nigdy nie powrócić. Yuzu zastanawiała się wtedy, jak twórcy zamierzają rozwiązać tę kwestię, bowiem gdyby miał uczynić jakieś swoje mojo  i powrócić, zaskakując wszystkich – powoli stałoby się to nudne. Już raz zabrano nam (i Johnowi) Sherlocka – tym razem na szczęście Moffat postanowił być oryginalny.

DID YOU MISS ME?

Otrzymaliśmy zakończenie, podczas którego Yuzu wydała z siebie okrzyk radości i chyba sporo fanów uczyniło to samo. Moriarty powrócił. Jeden z największych wrogów Sherlocka, który stał się częścią niego samego (scena w mind palace), oraz przy okazji uratował mu tyłek, bowiem któż inny może walczyć z Moriartym – jak nie właśnie Sherlock Holmes?
   I tak, tęskniliśmy. Yuzu tęskniła. Moriarty jest bowiem jednym z ulubionych złoczyńców Yuzu – ohydnie inteligentny, balansujący na granicy szaleństwa a przy tym jak niezwykle zabawny i kreatywny (komu nie sprawia przyjemności scena kradzieży klejnotów koronnych?). Czy jednak aby na pewno powrócił? Czy może ktoś podszywa się pod niego? Czy Moriarty udał własną śmierć, tak samo jak Sherlock? I tu przypomina się Yuzu zapewnienie Moffata: Of course Moriarty’s dead, he put a bullet in his head, how could he survive that? Did both of them faked suicide? ‘I was faking’, ‘Oh, you were faking? I was faking too!’
Moffat, Ty podły kłamco. Fandom Sherlocka stał się teraz bardzo nieufny i Yuzu jest pewna, że już więcej nie zaufa żadnej śmierci w BBC.

Moffat spełnia swoje marzenia, fani zaś przeżywają załamanie nerwowe raz za razem.


PS. Czy tylko Yuzu podobała się obecność Molly w sherlockowym mind palace oraz Molly-policzkująca Sherlocka? Nie każdy ma prawo uderzyć Sherlocka Holmesa – Molly zaś uczyniła to trzy razy, Sherlock dał jej również na siebie nakrzyczeć, co jednak dowodzi, ile bohaterka dla niego znaczy. Yuzu od początku trzeciej serii zaczynała lubić Molly, teraz jest definitywnie pewna swojej sympatii do tej postaci. Molly wydaje się królową sherlockowego świata, God save the Queen!
PPS. Ciekawostka: młodego Sherlocka zagrał syn Moffata. Yuzu zaczyna się zastanawiać, czy BBC ma tak mały zasób aktorów, że zatrudniają członków swojej rodzinie, czy Moffat po prostu lubi robić z planu rodzinne gniazdko?
PPPS. Na koniec dla Państwa John Hotson


Komentarze

Popularne posty