August Osage County

   Pojutrze mam pierwszy egzamin w sesji, dlatego oczywiście usiadłam z otwartym przede mną zeszytem i zastanawiałam się, co czynić. Mieszkanie posprzątane, Tumblr przejrzany, na facebooku nikt nie pisze... "obejrzyjmy coś więc". Tylko co? Na dysku seriale - nie mam ochoty się w nic wkręcać, poza tym mogłoby to poważnie zaszkodzić mej sesji. Poza serialami mnóstwo filmów nominowanych do Oskarów, bądź Złotych Globów. Coż, obejrzyjmy więc jeden z nich. Tylko który...? Pomyślałam więc, że mam ochotę na dobre aktorstwo, dlatego od razu włączyłam August Osage County. I cholernie dobre aktorstwo dostałam - wraz z całą walizką emocjonalnego bagażu, który będę dźwigać przez najbliższy tydzień. 
Proszę państwa: oto August Osage County.


Okrutnie upalne lato w hrabstwie Osage. 

   W hrabstwie Osage żyje pewne małżeństwo z długim stażem. On - nagradzany autor wielu tomików poezji, alkoholik, ona - lekomanka zdiagnozowana z rakiem jamy ustnej. Oboje wywodzą się z patologicznych rodzin, całe życie walcząc o swoje, usiłując wychować dzieci, by nie brakowało im niczego. Beverly i Violet są bowiem rodzicami trzech dorosłych już kobiet, posiadających własne życie, dwie z nich dosłownie oderwały się od domu rodzinnego, najmłodsza pozostała blisko. 
   Sam początek filmu nakreśla nam jego charakter. Wiemy, że scenariusz nie będzie łatwy. Rodzina Westonów nie jest bowiem rodziną normalną, lecz rodziną z poważnymi problemami. By dodać do ognia więcej oleju - Beverly pewnego dnia wychodzi z domu i popełnia samobójstwo - co prowadzi do zjazdu rodzinnego i pogrzebu a wszyscy wiemy, że familia zebrana w jednym domu to nie jest dobry pomysł.



    Zebranie rodzinne w domu państwa Westonów składa się przede wszystkim z wymiany złośliwości (szczególnie przez Violet, która szorstkie traktowanie córek ma we krwi), drobnych pogaduszek przy oglądaniu zdjęć oraz przede wszystkim z obiadu przy stole, gdzie zasiadają wszyscy goście: najstarsza z sióstr Barbara (Julia Roberts) wraz z mężem (Ewan McGregor), z którym obecnie jest w separacji oraz córką (Abigail Breslin), kolejna siostra - głupiutka Karen (Juliette Lewis), obecnie zaręczona z przystojnym biznesmenem z Florydy (Dermot Mulroney), najmłodsza i stłamszona córka - Ivy (Julianne Nicholson), siostra Violet - Mattie (Margo Martindale) wraz z mężem (Chris Cooper) oraz swym synem i wielkim rozczarowaniem - Charliem (Benedict Cumberbatch). Cała paczka tworzy niezwykły klub osób z konkretnym bagażem emocjonalnym. 
   Scena przy stole od razu stała się moją ulubioną - przypomina o Dwunastu gniewnych ludzi, z "niewielką" różnicą - tam panowała kurtuazja, dobre maniery, zaś przy stole państwa Westonów może stać się wszystko. Violet (Meryl Streep) jest wręcz mistrzem tyranii rodzinnej, wydaje się kompletnie nieczuła, okrutna wobec każdego bez wyjątku, szczera do bólu lecz jakże spostrzegawcza i błyskotliwa. Z jednej strony mamy osobę kompletnie zniszczoną: chorą, naćpaną lekami, niestabilną psychicznie z powodu tragicznego dzieciństwa... Violet jest jednak silną, okrutnie wręcz twardą kobietą, która przetrwa wszystko. I w swojej nieczułości wydaje się nam najgorszym człowiekiem, siedzącym przy owym stole. Co jednak z pozostałymi? Co z jej najstarszą córką - Barbarą, która rujnuje swoje małżeństwo, zniszczyła relacje z czternastoletnią córką i w sposobie bycia coraz bardziej przypomina swą matkę? Co z Mattie - siostrą Violet, która traktuje jedynego syna jak nic nie wartego śmiecia, poniżając go na każdym kroku i przy wszystkich, powodując, że najpoczciwsza osoba w całej rodzinie boi się powiedzieć jakiekolwiek słowo i uważa się za nieudacznika? 




   Nie chcę jednak nikogo okłamywać i oświadczać, że każdy członek rodziny Westonów jest złem wcielonym poza Małym Charliem, nie całkiem o to mi chodziło. Żadna z postaci August Osage County nie jest zła per se. Bohaterowie tego filmu są przede wszystkim ohydnie realni - i nie użyłam tego określenia bez powodu, bowiem prawda boli, moi drodzy, i wszyscy znajdujemy w każdej postaci realizm, co może być niezwykle obrzydliwe, ponieważ okazuje się, że rodzina to nie kwiatki, motylki i tęcze lecz jedno wielkie bagno uczuć, żalu i niedomówień. Członkowie rodziny Westonów usiłują tłumaczyć sobie, że powodem złych relacji jest brak więzi między nimi oraz brak zrozumienia, ewentualnie niezwykle okrutna matka/siostra. Każdy z nich usiłuje jednak zbliżyć się do drugiej osoby, chciałby zawrzeć tę więź, pragnie, by ktoś zatrzymał ich, gdy uciekają lecz ostatecznie egoizm, uraza bądź duma dają o sobie znak. Każdy z osobna obwinia wszystkich dookoła z wyjątkiem siebie. Zaślepienie, które panuje w rodzinie Westonów jest tak rzeczywiste, tak prawdziwe, że aż rozbolały mnie oczy. Reżyser bowiem nie usprawiedliwia nikogo - pokazuje, jak jest w rzeczywistości i czyni to niezwykle cynicznie i w bardzo gorzki sposób.



   Tak, August Osage County jest perełką jeśli chodzi o scenariusz i obsadę. Występ Meryl Street jak zwykle powala na kolana. Kolejna nominacja do Oskara nikogo nie dziwi, aczkolwiek zastanawia: czy ta kobieta nie powinna dostać po prostu naklejki na czoło z napisem WINNER i dajmy sobie spokój z kolejną statuetką dla niej? Pewnie nie ma już na nie miejsca! Reszta nie pozostaje wcale w tyle. Julia Roberts w końcu udowodniła mi, że również potrafi grać, bowiem jest idealną Barbarą Weston. Sceny pomiędzy Benedictem Cumberbatchem a Chrisem Cooperem są świetne i nie przemawia tu mój wewnętrzny fangirl, bowiem na potrzeby skomplikowanego filmu postanowił się wyłączyć. Myślę, że nie trzeba nikomu udowadniać umiejętności aktorskich Cumberbatcha, który zaskakuje z każdym kolejnym tytułem i choć teoretycznie jest postacią drugoplanową (według mnie w August Osage County nie ma postaci drugoplanowych) daje świetny pokaz dobrego aktorstwa. I zmiany akcentu jak już o tym mowa. Nie zamierzam ograniczać się do pochwalenia zaledwie trzech nazwisk w całym filmie, bowiem czas, bym przyznała, że dawno nie widziałam filmu, w którym każda rola zagrana została znakomicie. Nie posiadam żadnych zastrzeżeń, a jeśli już - to z wielkim bólem wspomniałabym o Ewanie McGregorze, u którego czegoś mi jednak zabrakło.
   W August Osage County fabuła w pewnym stopniu schodzi na drugi plan, widoki nie są istotne (chociaż wiejskie krajobrazy sierpniowego hrabstwa County zapierają dech w piersi - i mówi to osoba, pochodząca z Mazur) - tu liczą się bohaterowie, relacje między nimi i niezwykłe napięcie, które wręcz czujemy przez ekran komputera/telewizora. Przyznam szczerze, że do samego końca czułam się słabo, jak zwykle bywa ze mną przy tego typu produkcjach.
   Muszę jednak powiedzieć, że odetchnęłam z ulgą, ponieważ August Osage County nie jest przepełniony patosem - jak większość tego typu produkcji. Dzieło Johna Wellsa jest dowodem na to, że można stworzyć film o prawdziwych problemach z dużą dawką emocji bez zbędnego wyolbrzymiania. Wells pokazuje nam jak jest naprawdę a to, że prawda w oczy kole już wiemy.



   Po obejrzeniu filmu Johna Wellsa zastanowiłam się nad tym, dlaczego czasem nachodzi mnie chęć na tego typu produkcje. Od razu znałam odpowiedź. Po pierwsze: doskonałe aktorstwo, czego nie można nie zauważyć. Po drugie: oglądając film o trudnej rodzinie zdajemy sobie sprawę, że nasze problemy rodzinne są niewielkie (Ci, którzy mogą przyznać coś takiego) i ja w chwili kryzysu również przyznaję, że choć problemy istnieją - nie sięgają tak wielkich rozmiarów. Powiedzmy sobie szczerze: raz  na jakiś czas każdy człowiek potrzebuje takiego pocieszenia i nikt nie przekona mnie, że tak nie jest w rzeczywistości.

Przez cały wpis powstrzymywałam się od wzdychania do Benedicta Cumberbatcha i zamknęłam w głębokiej celi mą fangirl, na sam koniec doceńmy więc tę uroczą scenę, w której cudowny Brytyjczyk... śpiewa.

Komentarze

Popularne posty