Najlepsze filmy na mroźne, zimowe wieczory
Jak może zauważyliście - niedługo będą Święta. Do mnie dotarło to dopiero, gdy włączono w stolicy dekoracje i przejechałam się wspaniałą "Aleją Gwiazd" (jadąc wzdłuż Alei Ujazdowskich człowiek czuje się wręcz fabulous, niczym tatuś Legolasa), dlatego poczułam wręcz nieodpartą potrzebę zażycia odpowiedniej dawki filmów, które oglądam co roku, gdy nadchodzi Gwiazdka. Są to filmy, które nie mają prawa mi się znudzić a nawet jeśli takie prawo istnieje to wiem, że nigdy to nie nastąpi.
W mroźny zimowy wieczór, gdy za oknem jest już ciemno i prószy śnieg a ludzie na ulicach zanurzają się po nosy w swoich wełnianych szalikach, każdy powinien ubrać wygodne dresy, w których wygląda najmniej seksownie jak to tylko możliwe, zrobić sobie gorącą czekoladę z piankami, zawinąć się w cieplutki kocyk (koniecznie pociągając nosem co dziesięć sekund - takie jest prawo), lekko przygasić światło i włączyć film, którego już napisy początkowe sprawiają, iż czuje przyjemne "ciepełko" gdzieś w środku.
Takie seanse należą do jednych z najprzyjemniejszych rzeczy, jakich Yuzu doświadcza w życiu, bowiem nawet podczas tworzenia kubka gorącej czekolady (kubek oczywiście nosi wizerunek Kłapouchego z Kubusia Puchatka) nie przejmuje się tym, ile kalorii będzie zawierał i jakie będą tego skutki. Yuzu spożywa taki wywar z niezwykłą przyjemnością, delektując się napojem jak i tym, co akurat pojawia się na ekranie. A co się pojawia? No właśnie...
Dlaczego Nightmare Before Christmas jest filmem genialnym? Cóż, przede wszystkim dlatego, że ma w sobie wszystkie cechy Burtonowego tworu. Niestety, nowe filmy tego reżysera nie mają w sobie tego mrocznego klimatu, humoru, czy po prostu nastroju, który od razu mówi Ci, kto za tę produkcję odpowiada.
Poza tym jest jeszcze wspaniała muzyka Danny'ego Elfmana. Elfman i Burton pasują do siebie idealnie, zaś soundtrack do Nightmare Before Christmas to istna perełka. Każdy zna utwór. który jest motywem przewodnim filmu, mianowicie This is Halloween. Nieważne, czy soundtrack z Burtonowego filmu, czy cover Marilyna Mansona, wszyscy to kojarzą, nieprawdaż? Niektórzy znają również świetną wersję Nicka Pitery, który pokazuje w niej co potrafi zrobić ze swoim niesamowitym głosem. Muzyka jest zdecydowanie jednym z największych plusów Miasteczka Halloween, zaraz za specyficzną Burtonową nutą.
Nightmare Before Christmas to przede wszystkim świetna zabawa, film możemy obejrzeć w każdym towarzystwie, jest również przyjazny dla dzieci (podobno JEST to bajka dla dzieci ale to Burton, więc wiadomo). Jeśli ktoś jeszcze nie widział owej produkcji, a uważa się za filmo-mózga, konieczine musi to uczynić. Miasteczko Halloween to pozycja obowiązkowa.
Również owe parę minut filmu (zima, śnieg, dokarmianie ptaków oraz miłość dookoła) sprawia, że Beauty and the Beast nadaje się na Święta.
Edward Nożycoręki
W mroźny zimowy wieczór, gdy za oknem jest już ciemno i prószy śnieg a ludzie na ulicach zanurzają się po nosy w swoich wełnianych szalikach, każdy powinien ubrać wygodne dresy, w których wygląda najmniej seksownie jak to tylko możliwe, zrobić sobie gorącą czekoladę z piankami, zawinąć się w cieplutki kocyk (koniecznie pociągając nosem co dziesięć sekund - takie jest prawo), lekko przygasić światło i włączyć film, którego już napisy początkowe sprawiają, iż czuje przyjemne "ciepełko" gdzieś w środku.
Love Actually
Powiedzmy sobie szczerze: film ten uwielbia 80% osób, które mogą pochwalić się obejrzeniem całych dwóch godzin przyjemnych historii o miłości w okresie Świąt Bożego Narodzenia. Większość osób, które znam na samo wspomnienie owej produkcji, nachodzi ochota na ponowne obejrzenie jej. Skąd ten urok, skąd ten nienasycony głód na Richarda Curtisa?
Love Actually to film, który posiada swoją własną, uroczą atmosferę. Yuzu przyznaje się do tego, że w jakimś stopniu uważa go za banalny ale ostatecznie to czyni z niego filmem, który ogląda się z przyjemnością nawet po raz piąty. Szczerze mówiąc, Yuzu nie wie ile razy to uczyniła (prawdopodobnie więcej niż pięć) i wcale nie jej to nie przeszkadza, bowiem gdy człowieka nachodzi głód filmowy... nie ma rady - należy zażyć odpowiednią dawkę lekarstwa w formacie avi.
Na początku Yuzu wspomniała o Richardzie Curtisie, który jest zarówno scenarzystą jak i reżyserem Love Actually. Trzeba przyznać, że filmy Curtisa po prostu dobrze się ogląda, jest on bowiem twórcą scenariusza do Dziennika Bridget Jones, Notting Hill, Czterech wesel(...) czy Czarnej Żmii. Nie muszę chyba rozwijać tego wątku, prawda?
Poza znanym scenarzystą, Love Actually szczyci się świetną obsadą. Nieczęsto widzimy tyle tak dobrze rozpoznawalnych twarzy w jednym filmie. Yuzu szczególnie zawsze zachwycała się (i będzie to czynić aż po kres jej żywota) Alanem Rickmanem. Za każdym razem, gdy oglądam Love Actually podziwiam również Liama Neesona, który dość rzadko pojawia się w tego typu produkcjach; jest raczej znany z filmów sensacyjnych, bądź Gwiezdnych Wojen. W filmie pojawia się również Emma Thompson, Laura Linney, niezwykły Bill Nighy (który pozostanie moim ulubieńcem do końca świata), Colin Firth, do którego zawsze miałam dobrze skrywaną słabość oraz Keira Knightley, której jednak nie udało mi się polubić nawet w Love Actually.
To właśnie miłość jest również filmem, który pozwala Yuzu lubić Hugh Granta. Mało takich produkcji istnieje (jedynie Cztery wesela oraz Notting Hill), dlatego uważam, że jest to dość spore osiągnięcie. Może po prostu bohater, w którego wciela się Grant jest tak niezaprzeczalnie uroczy? Kwestia do przedyskutowania.
Pozostaje ostateczny wniosek, mianowicie takowy, że Love Actually jest idealnym filmem do obejrzenia w okresie świątecznym; nieważne, czy robimy to z partnerem/partnerką, przyjacielem, bądź rodziną. I myślę, że wiele osób zgodziłoby się ze mną, iż dwie godziny spędzone przy To właśnie miłość, będą jednymi z cieplejszych godzin tej zimy.
Film, który oglądam zawsze, gdy jestem chora, bez wyjątku oraz okazyjnie dla rozrywki. Prawdopodobnie znam go na pamięć, jednak na każdej zabawnej kwestii wybucham śmiechem. Jeżeli mnie pamięć nie myli, to wspominałam już o Wiedźmikołaju na tym blogu, jednakże była to tylko mała wzmianka. The Hogfather zasługuje na więcej (i prawdopodobnie kiedyś otrzyma ode mnie calutki post tylko dla siebie).
Jest to produkcja reżyserii Vadima Jean'a, powstała na podstawie powieści Terry'ego Pratchett'a o tym samym tytule. Film (oraz książka, jakby nie było) opowiada historię pewnej Nocy Strzyżenia Wiedźm (Pratchettowski odpowiednik świąt Bożego Narodzenia) w Świecie Dysku. Źle dzieje się w owym uniwersum, bowiem w najważniejszą dla niego noc w roku - Wiedźmikołaj zaginął! Cóż w tym wypadku ma uczynić Śmierć, wiecznie mieszający się w ludzkie sprawy, jego wnuczka - Susan, która usiłuje żyć jak normalna młoda dama oraz cały Niewidzialny Uniwersytet pełen magów? Cóż, odpowiedzi na to pytanie dowiecie się, oglądając Wiedźmikołaja.
Wiedźmikołaj przede wszystkim pachnie Pratchett'em na kilometr i to jego urok. Jest to najlepsza z produkcji, powstałych na podstawie powieści owego angielskiego pisarza. Zabawny, tajemniczy, wciągający, posiadający własny klimat nietypowy film fantasy, który zadowoli zarówno fana twórczości Pratchetta jak i osobę, która nie jest zaznajomiona z jego literaturą.
Nightmare Before Christmas
Dlaczego Nightmare Before Christmas jest filmem genialnym? Cóż, przede wszystkim dlatego, że ma w sobie wszystkie cechy Burtonowego tworu. Niestety, nowe filmy tego reżysera nie mają w sobie tego mrocznego klimatu, humoru, czy po prostu nastroju, który od razu mówi Ci, kto za tę produkcję odpowiada.
Poza tym jest jeszcze wspaniała muzyka Danny'ego Elfmana. Elfman i Burton pasują do siebie idealnie, zaś soundtrack do Nightmare Before Christmas to istna perełka. Każdy zna utwór. który jest motywem przewodnim filmu, mianowicie This is Halloween. Nieważne, czy soundtrack z Burtonowego filmu, czy cover Marilyna Mansona, wszyscy to kojarzą, nieprawdaż? Niektórzy znają również świetną wersję Nicka Pitery, który pokazuje w niej co potrafi zrobić ze swoim niesamowitym głosem. Muzyka jest zdecydowanie jednym z największych plusów Miasteczka Halloween, zaraz za specyficzną Burtonową nutą.
Nightmare Before Christmas to przede wszystkim świetna zabawa, film możemy obejrzeć w każdym towarzystwie, jest również przyjazny dla dzieci (podobno JEST to bajka dla dzieci ale to Burton, więc wiadomo). Jeśli ktoś jeszcze nie widział owej produkcji, a uważa się za filmo-mózga, konieczine musi to uczynić. Miasteczko Halloween to pozycja obowiązkowa.
![]() |
| No właśnie. Yuzu nigdy nie jest pewna, dlatego film ogląda po prostu w Halloween oraz w Święta. |
Beauty and the Beast
Jako wielki wielbiciel Disneya, który przynajmniej raz na parę miesięcy musi zrobić sobie disneyowski seans wszystkich ulubionych bajek, powstałym pod tym właśnie znaczkiem, Yuzu uważa Beauty and the Beast za pozycję obowiązkową w okresie świątecznym.
Można by pomyśleć, iż druga część Pięknej i Bestii byłaby bardziej odpowiednim wyborem, gdyż jej motywem przewodnim są właśnie święta Bożego Narodzenia, jednak Yuzu nie uznaje za bardzo Disneyowskich sequeli. Tak to już jest. Yuzu nie chce nawet pamiętać Pocahontas II, które zniszczyło jej dzieciństwo, ani Little Mermaid II, czy Mulan II (brrr). Horror.
Zdaję sobie sprawę, że moje wieczne opowiadanie o klimatach, czy atmosferze filmu może robić się nużące... ale czy nie robi wam się miło, gdy widzicie początek Pięknej i Bestii? 'Once upon a time, in a faraway land, a young prince lived in a shining castle'... Na samo wspomnienie głosu narratora, opowiadającego o klątwie Zamku mam ochotę na ponowne obejrzenie Beauty and the Beast. Niestety, moja rodzina prawdopodobnie urwałaby mi głowę, gdyby znów chodziła po domu, wykonując Disneyowe utwory w stylu Yuzulowym (tzn. sporo fałszowania oraz "tańca", mianowicie biegania od pokoju do pokoju). Moja mama już wczoraj przyjęła odpowiednią dawkę utworów z bajek Disneya (jej zdaniem dawka była odrobinę zbyt duża) i najwyraźniej ma dosyć. Teraz znosi Yuzu, śpiewającą utwory Sinatry przy robieniu gofrów.
Również owe parę minut filmu (zima, śnieg, dokarmianie ptaków oraz miłość dookoła) sprawia, że Beauty and the Beast nadaje się na Święta.
Edward Nożycoręki
Najbardziej świąteczny film, jaki Yuzu jest w stanie sobie wyobrazić. Powstały w roku 1990 film reżyserii Tima Burtona ze wspaniałą muzyką Danny'ego Elfmana, bez której film z pewnością nie byłby tak magiczny. Uwielbiam filmy Burtona, lecz tylko te powstałe mniej-więcej do roku 2007, bowiem niestety dalej było tylko gorzej. Lata 90' to wspaniały Burtonowy okres.
Razem z moją bratnią duszą od czasu dzieciństwa (mam na myśli mą kumpelę, oczywiście) miałyśmy tradycję, która polegała na puszczaniu The Ice Dance, gdy padał pierwszy śnieg. Zaraz za tym pojawiała się nieodparta ochota, by ponownie obejrzeć Edwarda, co zwykle również czyniłyśmy. Scena, w której Winona Ryder uśmiecha się i - powiedzmy sobie szczerze, bo jedynie to czyni w trakcie tych dwóch minut - wygląda pięknie stała się sceną must watch w każde święta.
Edward Scissorhands sprawi również, że będziecie się zwijać ze śmiechu dzięki Burtonowemu parodiowaniu amerykańskich żon domowych, przedmieść, zabobonów...
Oczywiście połączenie Burton - Elfman - Depp - Ryder czyni film rzeczywiście wartym obejrzenia i nie tylko w okresie świątecznym ale również każdego innego dnia, bowiem jest to przede wszystkim dobre kino. Edwarda kocham od dwunastego roku życia aż do teraz, oglądałam go pewnie kilkanaście razy i zapewniam, że nie może się znudzić.
Duet Depp-Ryder jest niezwykły a ta scena chyba przeszła do historii jako najpiękniej wykonany śnieżny taniec.
Yuzul po prostu MUSI się pochwalić, gdyż w tym miesiącu zaliczył chemię (stąd brak notki przez tyle czasu, co zamierzam nadrobić w tę przerwę świąteczną). Wpis ten powstał tak właściwie już parę dni temu, jednakże potrzebował pewnego "doszlifowania". Tak naprawdę człowiek nigdy nie jest zadowolony ze swego artystycznego tworu (jeśli wpis na blogu można nazwać "artystycznym tworem") ale wiadomo, że trwają teraz świąteczne przygotowania, wszyscy szaleją, rozbiegani po domu, zakupy, gotowanie, wylegiwanie się na kanapie...
Dlatego Yuzu chciałaby życzyć wszystkim jej czytelnikom Wesołych Świąt, smacznego jajka, szczęśliwego alleluja i pysznego indyka! Chaos w życzeniach i chaos we wpisie, gdyż tak właśnie działa autorka tego bloga.









Komentarze
Prześlij komentarz