Merlin - sezon pierwszy, czyli jak Yuzu myliła się po raz kolejny

   

   Oto wpis o kolejnym serialu, który wydawał się Yuzu nie wart oglądania. Najnowszym yuzulowym postanowieniem noworocznym będzie: nie oceniaj serialu po pierwszym wrażeniu, jakie na jego temat odnosisz. Nie wiem, która to produkcja z kolei, jaką pochopnie i niewłaściwie oceniłam jako najzwyczajniej złą, jednak obiecuję już więcej tego nie czynić. 
   Notka opublikowana zostanie 31 grudnia, mianowicie w Sylwestra. To nie tak, że Yuzu specjalnie imprezuje i nie może poświęcić godziny, bądź dwóch na pisanie, o nie. Prawdopodobnie jutro pojawi się następny wpis, gdyż weny i pomysłów Yuzu nie braknie. Jednak 31 grudnia będzie dniem spędzonym na robieniu garfieldowej lasagne, piciu dobrego wina i oglądaniu dobrego filmu. Niestety, Yuzu będzie musiała również spędzić wieczór na uspokajaniu swoich stworzonek (psów i kotów), ponieważ paru niezrównoważonych psychicznie gówniarzy postanowiło pobawić się w piromanów. Nienawiść do ogni sztucznych wręcz emanuje z mojego wpisu, jednakowoż uważam je za bezsensowne. Jeżeli człowiek posiada zwierzę i choć odrobinę empatii, którą potrafi skierować w jego kierunku zauważy, iż dla stworzenia fajerwerki to jedna z najbardziej przerażających rzeczy, jakie istnieją. Dlaczego mamy męczyć w ten sposób masę niewinnych zwierząt (nie tylko psów i kotów ale również ptaków i dzikich stworzeń) wyłącznie dla chwili radości ze światełka na niebie? 
   Oto był więc "niewinny" apel w stronę czytelników i nie tylko, gdyż czułam, iż muszę to włączyć do mojego dzisiejszego wpisu. Powróćmy jednak do głównego tematu dzisiejszej notki, a mianowicie do Merlina.


   Yuzu nie wie, czemu wcześniej tego nie zauważyła (ma na myśli to, gdy oceniała serial jako nie wart oglądania) ale Merlin ma bardzo dobrą obsadę, co jest głównym plusem owej produkcji. Anthony Head w roli Uthera, króla Camelotu i ojca Arthura, Richard Wilson w roli znachora - Gaiusa oraz wspaniały John Hurt jako smok, oczywiście. Poza tym uroczy Colin Morgan jako bohater tytułowy i oczywiście Bradley James w roli księcia Arthura. Szczerze powiedziawszy, Yuzu nie "leci" na Arthura, jak większość fanek i można przyznać, że z tego powodu ubolewa, bowiem jej przynależność do fandomu ucierpiała z tego powodu. Niestety, niewielu blondynów podoba się Yuzu ale jedno musi przyznać Bradleyowi: kości szczękowe niczym u Brada Pitta. Cud, miód i orzeszki.
   A jeżeli mowa o kościach, to czy ktoś myślał kiedyś o kościach policzkowych Colina Morgana? Poważnie, ten chłopiec ma policzki jak Benedict Cumberbatch i nikt tego nie zauważył? Oczywiście do poważnego porównywania go z Cumberbatchem brakuje mu uroku, ale jeżeli mówimy tu o samych kościach policzkowych, to... można nimi ciąć papier. Dosłownie jak u naszego wspaniałego Smauga, who also did the motion capture, of course.


Yuzu apeluje do czytelników, by zatrzymali się na chwilę i docenili piękno ludzkich kości policzkowych.

   O czym opowiada Merlin? Jest to opowieść fantasy, której akcja odbywa się we wspaniałym zamku Camelot - tak, tym Camelot z legend. Serial opowiada historię chłopca z wioski imieniem Merlin, który odkrywa w sobie magię i wyrusza do Camelot w pogoni za swym przeznaczeniem. Jaki zaś jest jego los? Okazuje się, że zadaniem Merlina jest ochrona Artura - młodego i przystojnego następcy tronu, który w przyszłości przywróci królestwu pokój i przede wszystkim - magię. Tak wydarzyło się bowiem w Camelot, że królestwem rządzi bezlitosny Uther Pendragon, w przeszłości ucierpiawszy z powodu magii, zdecydował mścić się do końca życia na każdym żyjącym czarodzieju i wiedźmie. Użycie magii w Camelot jest surowo zabronione - każdego, kto złamie dany zakaz czeka śmierć. Los Merlina jest spleciony z losem księcia Artura i tak razem - jako przyjaciele - zmagają się z różnymi problemami (zazwyczaj asasynami, czyhającymi na życie księcia), młody książę zaś powoli dojrzewa, by być królem Arturem, godnym legendy...

   Wiecie za co kocham BBC? BBC nie wymienia aktorów. Właściwie nie dotyczy to samego BBC ale całej brytyjskiej telewizji. Osoba, która poświęca wiele czasu na zagłębienie się w produkcje stworzone w Wielkiej Brytanii zauważy, że każde "show" ma praktycznie takich samych aktorów. Oczywiście nie w rolach pierwszoplanowych. Role poboczne jednak, role drugoplanowe są odgrywane przez powielające się nazwiska. Z jednej strony można pomyśleć, iż może okazać się to nudne. Yuzu jednak uważa, że to wspaniała rzecz. Oglądając jakiś brytyjski serial możemy przyłapać się na myśli: "O! To ten, grał tu i tu, znam go!" Uśmiechamy się do siebie i wracamy do pociechy z serialu zdając sobie sprawę, że już więcej nie będziemy szufladkować brytyjskich aktorów drugoplanowych, gdyż Ci po prostu pojawiają się w zbyt wielu produkcjach i byłoby to niemożliwe.
   Warto jednak zastanowić się nad tym, czy Merlin jest dobrym serialem. Czy jest produkcją wartą oglądania oraz dlaczego Yuzu tak szybko ją pochłania, nieprawdaż?
   Zacznę więc od odpowiedzi na ostatnie pytanie: niestety, Yuzu tak ma. Yuzu pochłania seriale, książki, filmy, gry... jest to zjawisko często spotykane, którego jednak się nie kwestionuje. Jeżeli serial jest wart oglądania - Yuzu go ogląda. Czasem czyni to, by uciec od rzeczywistości, czasem ponieważ jest w pełni funkcjonującą fangirl i kocha się w jednym z bohaterów produkcji, czasem po prostu serial jest niezwykły i nie da się od niego oderwać. Merlin zaś jak na razie ma dobrą fabułę, która zaczyna się rozwijać (to powinno się zdarzyć już w pierwszym sezonie, niestety Yuzu najwyraźniej oczekiwała zbyt wiele), interesującego bohatera tytułowego (Yuzu przyznaje, że Merlin jest uroczy i lubi jego postać) i zapowiadający się rozwój związków między postaciami (Tumblr nie kłamie, moi państwo, chociaż Tumblr może okazać się również przerażający w kwestii rozwoju relacji Merlin x Arthur).


Ileż fanek marzy o choć jednym pocałunku tych bohaterów.

   Dużym plusem Merlina - jak już wspominałam wcześniej - jest bohater tytułowy serialu. Merlin jest uroczym młodym chłopcem, który posiada wielką magiczną moc i zadatki na wspaniałego czarodzieja. Yuzu lubi czarowników, skrycie kocha się w Magnusie Bane, bohaterze Darów Anioła Cassandry Clare (książki przecierpiała wyłącznie ze względu na Magnusa), w filmie zaś pan Bane był wspaniały i był to jedyny plus owej produkcji... zbaczam jednak z tematu, mowa przecież o Merlinie. 
   Pomimo swoich zdolności magicznych, chłopiec ów nie jest arogancki i pyszny, czy nawet odrobinę pewny siebie. Jest wręcz odwrotnie: Merlin to chłopak dość nieśmiały, niezdarny o ogromnym uroku łamagi. Dlaczego "uroku"? Już tłumaczę. Yuzu bardzo lubi takich bohaterów, gdyż sama jest okropnie niezdarną osobą, która potrafi potknąć się o własne nogi na prostej drodze. Biada, gdy w chodniku pojawi się dziura. Dlatego takich właśnie bohaterów Yuzu uważa za bardzo ludzkich, rzeczywistych i pała do nich szczególną sympatią. Merlin jest specyficznym młodym człowiekiem. Gdy niesie w dłoniach drewno na opał i połowa tych drewek spadnie na ziemię - nie przeklina, nie krzyczy, nie denerwuje się. Po prostu patrzy przed siebie zrezygnowanym spojrzeniem, wzdycha głęboko i idzie dalej. Yuzu robi tak bardzo często.
   Merlin jest również bardzo sympatyczny i dowcipny. Trzeba przyznać, że większość sytuacji, w których Yuzu wybucha śmiechem, podczas oglądania Merlina wynikają z czegoś, co bohater tytułowy powiedział, bądź jest to scena kłótni Artura z Merlinem. Yuzu musi powiedzieć, że nie dziwi się, dlaczego romans między tymi bohaterami jest tak pożądany przez fanki. Ze wszystkich związków występujących w tym serialu, ten jest chyba najwłaściwszy, gdyż Merlin i Artur pasują do siebie chyba najlepiej. 
   Właśnie! Co z tym Królem Arturem? W Merlinie nie jest on niestety jeszcze królem, tylko księciem i następcą tronu. Wybitnie aroganckim następcą tronu, Yuzu przyznaje. Możnaby pomyśleć: całkowite przeciwieństwo słodkiego Merlina, jednak jakimś cudem obaj gotowi są skoczyć dla siebie w płomienie, gdy zajdzie taka potrzeba. Artur - pomimo swej pychy - jest bohaterem, którego się lubi. Razem z Merlinem tworzą bowiem świetny duet heroiczny i komiczny, duet przyjaciół na zabój, zdolnych do wszystkiego, przeznaczonych do wielkich rzeczy.  
   Warto byłoby wspomnieć o pozostałych bohaterach Merlina. Cóż, przed chwilą mówiłam o związkach w tym serialu, dlatego muszę napomknąć małe co-nieco o Ginewrze, gdyż muszę przyznać, iż bardzo tej postaci nie lubię, twórcy zaś usiłują umieszczać jej postać w coraz to większej ilości scen. Co mogę rzec? Ta postać mnie nie przekonuje, przyczyną tego może być aktorka, wcielająca się w postać Ginewry. Panna Coulby jest jakby bezpłciowa, usiłuje pokazać nam jakieś emocje, jednak wybitnie jej się to nie udaje. Do tego dochodzi Morgana, której rolę odgrywa piękna Katie McGrath, którą znamy z Draculi (2013). W tym wypadku mam prawdopodobnie jeszcze wiele do obejrzenia, gdyż postać Morgany zaczyna rozwijać się dopiero w drugim sezonie. Mam nadzieję, że również stanie się bardziej przekonująca, gdyż na razie nie darzę jej szczególnym uczuciem. 
   

   Cóż więcej Yuzu może napisać, jak tylko ponowić swoją obietnicę obejrzenia reszty serialu i zapewnić, iż o pozostałych czterech seriach napisze w przyszłości. Czytałam, że Merlin kończy się niespodziewanie, gdyż po piątej serii został "skasowany" przez BBC, dlatego prawdopodobnie usłyszycie o moim oburzeniu, bądź zadowoleniu, kto wie?

   Jako, że jest 31 grudnia, Yuzu chciałaby wszystkim życzyć szczęśliwego nowego roku, przyjemnego oglądania nowego odcinka Sherlocka, który wychodzi już jutro (yaaay!), cierpliwego oczekiwania na nowe serie ulubionych seriali, kolejne części filmów, nowego Hobbita, czy nową książkę, bądź płytę. Abyście nie musieli doznawać w 2014 roku goryczy "kasacji" kolejnej serii serialu, by starczyło pieniędzy na wizyty w kinie, koncerty, czy przedstawienia w teatrze. Niech 2014 rok będzie rokiem przepełnionym popkulturalnymi wydarzeniami, na które będziemy mogli uczęszczać. Fankom i fanom życzę cierpliwości rodzin, gdy po raz kolejny zakochacie się w aktorze/aktorce, bądź w animowanych bohaterach. By rodziny dzielnie znosiły (jak robi to moja droga rodzicielka) soundtracki z filmów Disneya, puszczane wciąż i wciąż z głośników waszych komputerów. 
A przede wszystkim życzę każdemu dobrej zabawy w Sylwestra, która nie musi być huczna i przepełniona procentami, gdyż członkowie fandomów wiedzą najlepiej, że można bawić się w małym gronie i bez alkoholu, zabawa zaś będzie równie wyśmienita, może nawet bardziej. Najważniejsze, że następnego dnia będziecie czuli się równie wspaniale, co poprzedniego, gotowi obejrzeć serię Merlina na poczekaniu i nowy odcinek Sherlocka, piszcząc i skacząc po kanapie.

Komentarze

Popularne posty