"Doktor Sen" Kinga, czyli powrót "Doktorka" Dana


   Stephen King postanowił napisać kontynuację Lśnienia, co zaskoczyło prawdopodobnie większość jego czytelników. Nikt nie spodziewał się powrotu do książki, która została napisana tak dawno temu. A jednak. Jak to jest z tym "Doktorkiem"? Czy jest powieścią godną słynnego "Lśnienia"?

Bardzo dobry pomysł na okładkę, jednak ta pani w tle troszkę nie pasuje.



   Mały Danny dorósł i stał się Danielem Torrance – przerażającą, wiecznie pijaną kopią swego ojca. Z wiekiem udało mu się stłumić większość umiejętności zwanych lśnieniem przy pomocy alkoholu, którego tak bardzo nienawidził w dzieciństwie. Niestety, nie udało mu się zniszczyć wspomnień związanych z hotelem Panorama i wydarzeniami z okresu swej młodości. Straciwszy wszystkich bliskich mu ludzi, Dan – kompletnie pogrążony w nałogu – prowadzi koczowniczy tryb życia, chwytając się sezonowych prac i odwiedzając lokalne speluny.
   Warto byłoby rozpocząć ten wpis pewnym wyjaśnieniem, mianowicie: dlaczego motyw nałogu alkoholowego jest tak często obecny w powieściach Kinga? Cóż, jak można się domyślić – autor tak wielu kultowych horrorów sam był w przeszłości alkoholikiem (można domyślić się dlatego, iż alkoholizm jest w wielu jego książkach, nie dlatego, że autor tak wygląda). Postać Jacka Torrance była wzorowana na jego własnym ojcu, który sam topił się w procentach, zaś syn oczywiście podążył w jego ślady (stąd teoria Dana, iż alkoholizm jest dziedziczny). King podobno długo ukrywał swój nałóg (czemu wcale się nie dziwię) i nie przyznawał się do niego głównie przed samym sobą. Myślę, że jeżeli nie realne życie – to na pewno wiele powieści bądź filmów pozwoliło czytelnikom Kinga ujrzeć skutki tego nałogu. Ja osobiście uważam, że jest to jedna z najbardziej destruktywnych rzeczy dla człowieka. Autor również przedstawia przyczyny, przebieg oraz fatalne skutki nadużywania procentów. Moim zdaniem powieści Kinga są przede wszystkim przerażające dlatego, że pokazują ohydną rzeczywistość; potworną codzienność, którą widzimy przecież wszędzie dookoła, zaś sam autor Lśnienia potrafi zobrazować ją cholernie dobrze.

"Śmierć to nie mniejszy cud niż narodziny"
Stephen King, "Doktor Sen"

   Wracając do zarysu fabuły: Dan dorasta, robi rzeczy, których żałować będzie do końca swoich dni. Pewnego okropnego poranka postanawia wyjechać gdzieś dalej; tam, gdzie podpowiada mu instynkt i ląduje w małej mieścinie, gdzie najpierw dostaje pracę dozorcy, następnie sanitariusza w hospicjum. To właśnie praca w "umieralni" (zaznaczam, iż jest to określenie wzięte z książki) sprawia, że otrzymuje przezwisko "Doktor Sen". Mniej więcej w tym samym czasie, gdy Dan wprowadza się do nowego miejsca, gdzieś niedaleko rodzi się dziewczynka obdarzona niezwykłą mocą imieniem Abra. Dowiadujemy się również o istnieniu rodziny morderców, zwanej "Prawdziwym Węzłem", ludzi obdarzonych długim żywotem i nadnaturalnymi zdolnościami, którzy swą siłę czerpią właśnie z pożerania takich dziewczynek jak Abra...
   Jeżeli chcemy zabrać się za czytanie Doktora Sen warto nastawić się na powieść inną niż Lśnienie. Większość czytelników od sequela oczekuje powtórki z rozrywki, bądź czegoś o wiele lepszego, jednak w drugiej części powieści Kinga tego nie odnajdziemy. Nie zrozumcie mnie źle – Doktor Sen jest dobrą powieścią, nawet bardzo. Jest wciągająca, ciekawa i nawiązuje do wspaniałego Lśnienia, lecz nie do końca… Doktor Sen bowiem jest horrorem. Perfidnym horrorem, co dość różni się od prequela. Może nie jest to dość jasne, dlatego zamierzam wytłumaczyć. To, co przerażało mnie w Lśnieniu nie było elementem horroru, lecz thrillera. Strach przed niewidzialnym - przed duchami, groza, unosząca się w powietrzu. Nie krew, nie nadprzyrodzone moce potwórów, czy zjaw lecz właśnie to niedostrzegalne zło, czające się na rodzinę Torrance’ów.
   Doktor Sen nie jest mi straszny, Doktor Sen mnie nie przeraził. Nie miałam żadnego problemu z czytaniem go po ciemku i nie trwożę się w nocy przed Prawdziwym Węzłem, choć muszę przyznać, że zostali świetnie rozpisani przez Kinga. W nowej powieści tego autora nie chodzi bowiem o strach. A jeżeli miało chodzić w niej o strach, to autorowi nie do końca wyszło.
   Dlaczego "nie do końca"? Cóż, powiem szczerze, że nigdy nie spojrzę już tak samo na samochód typu kamper. Jeżeli minie mnie ciąg kamperów, prawdopodobnie nacisnę pedał gazu, uciekając od nich jak najdalej. Tak jest, panie King, dzięki panu całkowicie normalne dla człowieka zjawiska przynoszą mu traumę do końca życia.

Okładka polska. Yuzu definitywnie woli angielską, jednak ta również nie jest zła. Ma mroczny klimat i w pewnym sensie nawiązuje do wydarzeń/postaci z powieści. 


   Co wyniosłam z lektury "Doktora Sen"? Cóż, przede wszystkim to, że potwory to nie tylko niewidzialne zjawy z hotelu Panorama lecz również ludzie, żyjący "normalnie" razem z nami. Największymi potworami są najbardziej ludzkie istoty - to w swej nowej powieści przekazuje nam King. Miło jest znaleźć u autora nowe cechy, jest to dla mnie dość odświeżające.
   Cóż, poza nowymi atrybutami "Doktora Sen" - King nadal trochę trzyma się swoich "nowych" przyzwyczajeń. Ujęłam to słowo w cudzysłów, bowiem zaczęło się to chyba w "Komórce". Mam na myśli ***małe spoilery*** szczęśliwe zakończenie w iście amerykańskim stylu. Powiedzmy sobie szczerze: wcześniejsze powieści może miały zalążek szczęśliwych rozwiązań lecz nie był to nigdy happy ending w całości. "Komórka" jest chyba moją "najbardziej znielubianą" powieścią Kinga, zaraz po niej "Ręka Mistrza". Myślałam, że autor po prostu się wypalił i nie napisze więcej nic ciekawego... cieszę się, że się myliłam i "Doktor Sen" mu się udał.

   Może już o tym wcześniej wspominałam lecz jeśli tak było, to napiszę ponownie. Ocena filmu, książki, zespołu, serialu nie może być subiektywna. Coś takiego nie istnieje. Nie wolno mówić "ta książka jest po prostu dobra, bo powiedział mi o tym jakiś znany krytyk". Zdanie krytyka również jest jego zdaniem osobistym. O gustach się nie dyskutuje, więc nawet jeśli ktoś uwielbiał "Lśnienie", nie musi mu się spodobać "Doktor Sen". Ba, można powiedzieć, że zwłaszcza dlatego, że ten prequel uwielbiał - nie ma konieczności lubienia części drugiej. Wiem, że opinie o "Doktorze Sen" są bardzo podzielone, jak to zwykle jednak jest z kontynuacjami - nic w tym dziwnego. Mnie jednak sequel się spodobał, bowiem różnił się od części pierwszej, są to bowiem dwie różne książki, które łączy jedynie jej główny bohater i jego nałóg.

   Nie mogę napisać nic więcej, jak tylko zachęcić każdego fana dobrego horroru do sięgnięcia po najnowszą powieść Stephena Kinga. Jest to powieść na tyle ciekawa, że nie będziecie chcieli przestać czytać, przechodząc od rozdziału do rozdziału, nagle orientując się, iż skończyliście ostatni. A co potem? Cóż począć z życiem po tak wciągającej historii? 
Nic! Książkowego kaca należy po prostu przeżyć i ewentualnie wyleczyć powieścią kolejną. 

Komentarze

Popularne posty