Wielki powrót AHS, czyli American Horror Story: Coven - dwa pierwsze odcinki
No i mamy już trzeci sezon AHS. Yuzu musi powiedzieć, że wyczekiwała go całkiem ochoczo, gdyż zapowiedzi(parę spoilerów plus trailery) były całkiem obiecujące. Jestem fanką aktorskich popisów Jessici Lange dlatego wiedząc, iż tym razem zagra rolę czarownicy byłam zaintrygowana i z pewnością zainteresowana.
Warto byłoby wcześniej wspomnieć o poprzednich sezonach American Horror Story, prawda? Cóż, należy powiedzieć, że pierwsza seria nie była moją ulubioną. Szczerze mówiąc to nie wiem, co skłoniło mnie do obejrzenia wszystkich odcinków. Niestety, AHS nie zyskało mojej sympatii, gdyż za bardzo przypominało mi horrory produkcji amerykańskiej (ha, cóż za ironia z tym tytułem), oglądane - w moim przypadku - "za młodu".
Należę do tych osób, które nie boją się dennych amerykańskich horrorów, polegających jedynie na odcinaniu kończyn, rozlewie krwi oraz ciągłych stosunkach seksualnych blondynek z kapitanami szkolnych drużyn baseballowych. Uniwersalny schemat tego typu produkcji wygląda mniej-więcej tak: czarnoskóry umiera pierwszy(szybciej, jeżeli jest policjantem), następnie umiera kapitan drużyny baseballowej, oczywiście blondynka z miseczką E zwykle jest jedyną, która ze starcia z psychopatycznym mordercą ucieka. Zadziwiające. Nigdy nie widziałam w tym nic ambitnego ani interesującego, dlatego tego typu produkcje do teraz omijam szerokim łukiem.
Niestety, pierwsza seria American Horror Story zamiast straszyć - brzydziła. Możliwe, że o to właśnie chodziło twórcom tej produkcji. Słyszałam opinie, że serial jest alarmujący, wręcz przerażający, blah, blah, blah... niestety nie zgadzam się z nimi. Historia była nudna, większość głównych postaci mało wyraziste, plus do końca nie było wiadomo, co ma być głównym wątkiem serialu. Według mnie był to seks. To musiał być seks, ponieważ jego w serialu było najwięcej, zaś reszta wątków była wątkami pobocznymi, o co mogło więc chodzić?
Zaiste, występ aktorski pana Petersa również zachęcił mnie (no dobra, lecę na kolesia, przyznaję) do obejrzenia sezonu drugiego (Asylum), w którym gra aktorska również była na niezłym poziomie (szczególnie madame Lange, jednak ta pani zachwyca widzów w każdym sezonie + popis Jamesa Cromwella, który w Asylum wciela się w szalonego naukowca, muahaha), aczkolwiek muszę przyznać, że moja psychika ledwo zniosła tę fabułę. Nie wiem, co to miało być, o co w tym chodziło i najważniejsze: co tam robiło UFO, lecz definitywnie nie chcę więcej tego oglądać. Uważam, że scenarzysta zbyt mocno się narkotyzował podczas pracy nad sezonem drugim. Cóż, nad pierwszym też. Ojej. Hate again?
Jestem pewna, że na blogu będziecie mogli w przyszłości przeczytać recenzję pierwszego, jak i drugiego sezonu AHS, dlatego zostawię ten temat na później i musicie mi wybaczyć strasznie ogólnikowe opisy. Wracam właśnie autobusem spowrotem do stolicy i czeka mnie wieczorna przygoda z chemią, więc ma psychika może być lekko naruszona.
W końcu przejdę do sedna sprawy, czyli do sezonu trzeciego, o którym ten wpis pierwotnie miał być. Cóż, wiadomym jest, iż często schodzę z tematu, nie uważam jednak, by był to jakiś nadrzędny problem, więc nie strofuję się za to. Wracając do AHS: zaiste, jak narazie fabuła sprawia wrażenie stabilnej(dzięki niebiosom) oraz zdecydowanie ciekawej. Muszę przyznać, że oglądam tę serię z przyjemnością, chociaż nadal w niektórych momentach zastanawiam się nad sensem niektórych scen/wydarzeń (tworzenie idealnego chłopaka? Naprawdę...?), nie jest to na szczęście całkowicie chaotyczne i bezsensowne jak w poprzednich sezonach.
Sezon trzeci - Coven - opowiada historię czarownic, mieszkających w specjalnie dla nich dostosowanej "szkole" w Nowym Orleanie, zaczynając od "Czarnej Wdowy" - Zoe Benson (Tessa Famiga) i byłej gwiazdy filmowej - Madison Montgomery (Emma Roberts), kończąc na potomkini jednej ze słynnych czarownic z Salem - Queenie (Gabourey Sidibe) . Nad nastoletnimi dziewczętami czuwa Cordelia (Sarah Paulson) - założycielka szkoły oraz jej matka-milionerka - Fiona (Jessica Lange).
Warto byłoby wcześniej wspomnieć o poprzednich sezonach American Horror Story, prawda? Cóż, należy powiedzieć, że pierwsza seria nie była moją ulubioną. Szczerze mówiąc to nie wiem, co skłoniło mnie do obejrzenia wszystkich odcinków. Niestety, AHS nie zyskało mojej sympatii, gdyż za bardzo przypominało mi horrory produkcji amerykańskiej (ha, cóż za ironia z tym tytułem), oglądane - w moim przypadku - "za młodu".
Należę do tych osób, które nie boją się dennych amerykańskich horrorów, polegających jedynie na odcinaniu kończyn, rozlewie krwi oraz ciągłych stosunkach seksualnych blondynek z kapitanami szkolnych drużyn baseballowych. Uniwersalny schemat tego typu produkcji wygląda mniej-więcej tak: czarnoskóry umiera pierwszy(szybciej, jeżeli jest policjantem), następnie umiera kapitan drużyny baseballowej, oczywiście blondynka z miseczką E zwykle jest jedyną, która ze starcia z psychopatycznym mordercą ucieka. Zadziwiające. Nigdy nie widziałam w tym nic ambitnego ani interesującego, dlatego tego typu produkcje do teraz omijam szerokim łukiem.
Niestety, pierwsza seria American Horror Story zamiast straszyć - brzydziła. Możliwe, że o to właśnie chodziło twórcom tej produkcji. Słyszałam opinie, że serial jest alarmujący, wręcz przerażający, blah, blah, blah... niestety nie zgadzam się z nimi. Historia była nudna, większość głównych postaci mało wyraziste, plus do końca nie było wiadomo, co ma być głównym wątkiem serialu. Według mnie był to seks. To musiał być seks, ponieważ jego w serialu było najwięcej, zaś reszta wątków była wątkami pobocznymi, o co mogło więc chodzić?
Twórcy serialu postanowili nie zmieniać aktorów po pierwszej serii, co jest bardzo ciekawym zabiegiem i wielkim plusem, gdyż nie musimy rozstawać się z utalentowanymi gwiazdami kina. Tu przedstawiono przemianę Evana Petersa na przestrzeni sezonów 1-3.
Prawdopodobnie skończyłam oglądać pierwszą serię tylko ze względu na Evana Petersa, który wciela się w Tate'a - psychicznie chorego chłopaka(ale czy na pewno?), oraz Taissę Famigę, która gra dziewczynę ze skłonnościami samobójczymi. Wątek ich związku, relacji, historii obojga nastolatków był najciekawszym w pierwszej serii, za co dziękuję, bowiem pomogło mi to przetrwać 12 odcinków AHS:Murder House. Nie ma to być wpis o sezonie pierwszym AHS, dlatego nie zamierzam rozpisywać fabuły pierwszego ani drugiego sezonu. Linki tutaj i tutaj, jeżeli chcecie :)
Jest to moja ulubiona scena z całego sezonu (drugiego). Podejrzewam, że na tych, którzy nie oglądali, nie zrobi wrażenia, aczkolwiek jest niesamowita. Oczywiście dzięki wspaniałej pani Lange.
W końcu przejdę do sedna sprawy, czyli do sezonu trzeciego, o którym ten wpis pierwotnie miał być. Cóż, wiadomym jest, iż często schodzę z tematu, nie uważam jednak, by był to jakiś nadrzędny problem, więc nie strofuję się za to. Wracając do AHS: zaiste, jak narazie fabuła sprawia wrażenie stabilnej(dzięki niebiosom) oraz zdecydowanie ciekawej. Muszę przyznać, że oglądam tę serię z przyjemnością, chociaż nadal w niektórych momentach zastanawiam się nad sensem niektórych scen/wydarzeń (tworzenie idealnego chłopaka? Naprawdę...?), nie jest to na szczęście całkowicie chaotyczne i bezsensowne jak w poprzednich sezonach.
Sezon trzeci - Coven - opowiada historię czarownic, mieszkających w specjalnie dla nich dostosowanej "szkole" w Nowym Orleanie, zaczynając od "Czarnej Wdowy" - Zoe Benson (Tessa Famiga) i byłej gwiazdy filmowej - Madison Montgomery (Emma Roberts), kończąc na potomkini jednej ze słynnych czarownic z Salem - Queenie (Gabourey Sidibe) . Nad nastoletnimi dziewczętami czuwa Cordelia (Sarah Paulson) - założycielka szkoły oraz jej matka-milionerka - Fiona (Jessica Lange).
Fiona "the great witch" postanawia wziąć sprawy w swoje ręce i nauczyć dziewczęta czarownictwa. Oh boy.
Przyjazd Zoe i Fiony do Nowego Orleanu odkrył dawny konflikt pomiędzy czarownicami z Salem oraz czarownicami praktykującymi Voodoo. W drugim odcinku poznajemy niezwykłą królową Voodoo - Marie Laveau oraz jej odwiecznego wroga - Marie Delphine LaLaurie, seryjną morderczynię znaną ze swego zamiłowania do krwi, tortur i mordów czarnoskórych niewolników. Warto wspomnieć, że obie postaci w rzeczywistości istniały i są zakorzenione w historii Nowego Orleanu. Dom delfiny LaLaurie, ukazany w serialu również jest jej rzeczywistą rezydencją i miejscem, w którym dziesiątki niewolników skazywano na męki.
Trzeci sezon American Horror Story za główną tematykę postanowił obrać sobie nie szaleństwo, nie seks(jestem pewna, że w sezonie pierwszym miało chodzić o coś innego), lecz rasizm, relacje rodzinne oraz opresję słabszych, bądź wyróżniających się osób(czarownice). Historia młodych czarownic, które nie borykają się tylko z magią lecz również dorastaniem oraz poszukiwania nieśmiertelności przez wspaniałą królową sabatu Fionę jest interesująca i wciągająca.
American Horror Story: Coven pokazuje nam wiele ludzkich słabości, dotyczących każdego; nie tylko zwykłych śmiertelników oraz oczywiście odpowiednią dawkę supernaturalności, magii, tajemnicy i okrucieństwa, tak właściwych dla całej produkcji AHS.
Pozostaje ostatnie pytanie: czy będę oglądać dalej? Cóż, czy kiedykolwiek napisałam na tym blogu, że nie będę czegoś oglądać dalej? Odpowiedź została więc między wierszami i wszyscy wiedzą, że była twierdząca. Czekam na następne odcinki z niecierpliwością i również nie omieszkam napisać o nich paru słów w przyszłości.
Wpis ten pisany był w ciągu kilku dni, gdyż tworzyłam w trakcie również parę innych. Mam mnóstwo pomysłów na tematy notek, dlatego panuje lekki chaos. Do ogarnięcia w przyszłości.






Komentarze
Prześlij komentarz