Yuzu ogląda Peaky Blinders - wrażenia po trzech pierwszych epizodach

     Nastał czas, w którym mam chwilę, by usiąść i napisać notkę. Przeprowadziłam się do Stolicy, rozpakowałam torby, byłam na imprezie "wakacyjno-pożegnalnej", czas więc zrobić coś kreatywnego. Obejrzyjmy więc dobry serial!






   Jako, że nie lubię wypowiadać się na temat serialu po pierwszym odcinku, ponieważ zwykle po kolejnych moje zdanie ulega drastycznej zmianie, piszę o Peaky Blinders dopiero po ukazaniu się trzeciego epizodu. Dlaczego postanowiłam obejrzeć ten serial? Myślę, że na to pytanie łatwo mi odpowiedzieć. Jest to brytyjska produkcja studia BBC, które znamy i kochamy, zaś w czołówce obsady znajduje się Cillian Murphy. Definitywnie mogę powiedzieć, że jestem fanką tego aktora, bowiem jego gra aktorska jest zawsze na wysokim poziomie. Poza tym ma wspaniałe niebieskie oczy i powalające kości policzkowe. Czy muszę pisać coś więcej?  


Thomas Shelby - jedyny przywódca gangu z tak cudnymi kośćmi policzkowymi *tu wstawić pisk fanek*



     Birmingham, rok 1919, tuż po II Wojnie Światowej. Miasto brudne, parszywe i obskurne, przepełnione żebrakami, prostytutkami i pijakami, gdzie rządzi nasz tytułowy gang zwany The Peaky Blinders. Nazwa pochodzi od żyletek, wszytych w czapki członków gangu, używanych później jako broń (Yuzu chciałaby zaznaczyć, że taki gang naprawdę istniał w Anglii XIX i XX wieku - więc historyczna poprawność: checked).
 Grupą - oraz przede wszystkim jej przywódcą - zainteresował się inspektor Chester Campbell, który został wysłany do Birmingham, by oczyścić miasto z korupcji oraz rządzących nim gangów. Serial przedstawia konflikty gang x gang oraz gang x policja.
   Thomas Shelby(przywódca Peaky Blinders) właśnie wrócił z wojny i usiłuje kontynuować rodzinny interes. (Zakłady bukmacherskie, wyścigi konne, przekupstwo policji oraz dużo 'brudnej roboty' - oto tak naprawdę, czym zajmuje się gang Shelby'ch) Niestety nie pomaga mu w tym jego rodzina, pewien inspektor wraz ze swoją uroczą panią Szpieg(w tej roli Annabelle Wallis) oraz okoliczne gangi.


Scena pierwsza: Boski jedzie na bardzo ładnym koniu i to bez siodła, co się chwali. Doprawdy, Yuzu dawno nie widziała tak ładnego rumaka oraz tak ładnego mężczyzny. Mogłabym powiedzieć, że Cillian Murphy jest przystojny, lecz byłoby to niewystarczające. Ten człowiek jest piękny i tyle. Nawet ta ohydna fryzura nie jest w stanie tego zamaskować.

   Co Yuzu zauważyła najpierw(zaraz po pięknym koniu i równie nadobnym mężczyźnie) to świetna muzyka oraz bardzo klimatyczny motyw przewodni. Cóż, można się było tego spodziewać, gdyż skomponował go Martin Phipps, który jest odpowiedzialny za ścieżki dźwiękowe do Północy i Południa, Virgin Queen czy Wallandera. Ponadto, zauważyłam wstawki piosenek The White Stripes i Jack'a White, które nadają serialowi oryginalności. White Stripes? Dobra muzyka - to się ceni. Miło jest usłyszeć znajomy i często niedoceniany zespół w produkcji BBC.
   Poza tym, zdjęcia to kawał fachowo odwalonej roboty. Tak dobrze nakręcone oraz sceny są niezwykle przyjemne dla oka. Dzięki montażowi Yuzu jest w stanie lepiej wczuć się w fabułę i przeżywać wydarzenia razem z bohaterami.


Oh, I don’t pay for suits. My suits are on the house or the house burns down.

    Po obejrzeniu trzech odcinków długo zastanawiałam się, ile studio BBC wydało na wypożyczenie samych koni. Nie widziałam żadnego przeciętnego zwierzęcia, wszystkie były zdecydowanie czystej krwi - piękne "konie na pokaz". 
   Warto napisać trochę o aktorstwie, przede wszystkim zaś o panu Murphym. Cóż, wspomniałam wcześniej, iż jest to aktor wybitny. W roli Thomasa Shelby odnajduje się doskonale. Mimika twarzy tego mężczyzny wręcz łamie mi serce. Cillian jest w stanie zagrać zmęczonego, cierpiącego człowieka tak, że cierpisz razem z nim. Nie dlatego, że jest to Robert Pattinson i boli cię mózg, gdy go oglądasz, lecz współodczuwasz jego emocje. Ja osobiście bardzo lubię oglądać tego aktora, gdyż wie, co robi i jest to przyjemne dla oka(nie ze względu na jego urodę, lecz talent).



Bracia Shelby: the Stupid, the Eldest and the Gorgeous.


   Serial jest również świetną mieszanką akcentów. Bardzo dobrze się bawię, słuchając ich wszystkich. Czasem musiałam przewijać odcinek o trzy sekundy, bowiem nie zrozumiałam czyjejś wypowiedzi przez to całe seplenienie. Eee, przepraszam, akcent miałam na myśli. Żarty żartami, angielski świetny język, kropka.
   Cóż mogę napisać więcej, by nie spoilerować? Za każdym razem staram się pisać o fabule jak najmniej, jedynie lekki zarys, by nikomu nie zepsuć zabawy. A wierzcie mi, zabawy jest sporo. W trzecim odcinku widzimy, że historia się rozkręca i zaczyna robić się naprawdę ciekawie. Seria ma w sumie mieć sześć epizodów, zastanawiam się więc jak uda im się to zakończyć, gdy pozostały tylko trzy. Jesteśmy już w połowie, a ja w sumie czuję się, jakby serial dopiero się zaczął. Podejrzewam, że ciężko będzie się z nim rozstać. Brytyjskich produkcji nigdy dosyć.
   
***


Po takiej dawce dobrego serialu, nie odbiorę sobie przyjemności napisania o całości serii, gdy wyjdą ostatnie epizody. Zapowiadam więc, że kolejna notka o Peaky Blinders na pewno się pojawi.

Komentarze

Popularne posty