The truth is out there - Czyli fenomen "Archiwum X"
Seria powstała w 1993 roku z finałowym sezonem(dziewiątym!) w roku 2002. Myślę, że każdy, kto żył w latach 90-tych w naszym kraju zetknął się przynajmniej raz z produkcją wyświetlaną w Polsce. To się po prostu oglądało. Dzieciom nie zawsze pozwalali na to rodzice, lecz dało się znaleźć na to sposoby. Muszę przyznać, że pierwszy sezon chyba najbardziej rozbudził moją wyobraźnię jako dziecka i przez długi bałam się chodzić w nocy do toalety(będę szczera - nadal się boję)... jednak było warto.
Fox Mulder pochłaniający pestki słonecznika działa na mnie uspokajająco. Wspomniałam już wcześniej, iż jestem oczarowana aktorem, odgrywającym tę rolę(David Duchowny, którego wielu poznało dopiero w słynnym "Californication"). Coż mogę powiedzieć? Facet jest przystojny, zaś Mulder jako postać - czarujący. Jego pragnienie poszukiwania prawdy, "ostry" dowcip, infantylność oraz opiekuńczość względem agentki Scully czyni z niego idealnego mężczyznę. Podejrzewam, iż niektórym przeszkadzałaby jego wiara w istoty nadnaturalne i ciągła pogoń za "prawdą" o nich, lecz mnie całkowicie to odpowiada.
Everyone needs a hobby. Mulder just has a very "spooky" one.
Dana Scully(Gillian Anderson) jest lekarzem lecz postanowiła porzucić medycynę i wstąpić do FBI, by ścigać złych ludzi. Zuo i orzeszki. Scully jest typowym naukowcem: przekonują ją jedynie namacalne dowody, dlatego można by pomyśleć, iż nie będzie jej się dobrze pracowało z "nawiedzonym" agentem Mulderem, wciąż goniącym za małymi zielonymi(szarymi!) ludzikami. Nic bardziej mylnego. Scully znajduje w partnerze bratnią duszę godną najgłębszego zaufania. W pewnym momencie dowiaduje się, iż Fox jest jedynym człowiekiem, któremu może naprawdę ufać.
Agentka Scully zawsze wzbudzała moją sympatię, pomimo ogromu jej sceptycyzmu. Była naukowcem - od młodych lat już mnie to fascynowało. Nie skręcała się z obrzydzenia przy ekshumacji ciał = mój guru!
(Tu mogłoby nastąpić małe wtrącenie, iż zawsze byłam troszkę dziwnym dzieckiem, pragnącym zajmować się trupami - zwykle kośćmi - ludzkimi. Tak dla wyjaśnienia). Urzekło mnie też to, iż nie przedstawiali jej niezwykle pięknej w każdej scenie - nawet podczas snu. Z pewnością również miewacie to wrażenie podczas oglądania którejś z serii, nakręconej w ostatnich latach. Kobieta śpiąca lub biorąca prysznic - nosi pełny make-up(oczywiście wszystkie tak robimy). Scully jest NORMALNA. Dzięki niej nie czuję się jak jakiś mutant, gdy wychodzę do sklepu po chleb całkowicie bez makijażu, z roztrzepanymi włosami i podkrążonymi oczami.
Zapamiętajcie owy screen, Agentka Scully nie mówi tego często!
Dlaczego tak bardzo lubię ten serial, by powracać do niego po tylu latach? Cóż, z pewnością jestem w stanie wymienić więcej niż jeden powód.
1) Skończyły mi się seriale do oglądania.
Mowię całkowicie poważnie. Nie mam co oglądać! Koszmar! Ciężko jest czekać na jesienne premiery nowych sezonów, każdy dumny serialofil musi spędzić parę godzin w tygodniu na oglądaniu czegoś. Niestety, skończyły mi się tytuły. Jeżeli nie chcę oglądać czegoś w stylu "Pretty Little Liars"(nie obrażając fanów tego serialu - nie jest to po prostu mój gust) muszę znaleźć sobie coś ciekawego.
2) Zawsze gnębiło mnie pytanie: czy jeżeli teraz obejrzałabym odcinki, które kiedyś tak mnie przerażały, nadal wywierałyby na mnie taki efekt?
Znam odpowiedź na to pytanie: TAK. Ach, może nie jest to efekt aż tak rażący, chociaż nie mogę przyznać, iż oglądając serial w dzieciństwie, krzyczałam i płakałam przed ekranem... Dziś nadal jednak czuję się dość niekomfortowo na niektórych scenach.
3) Mulder(wspominam o tym trzeci raz).
4) Nigdy nie dokończyłam serialu. Wiem, jak się skończył. Nie da się uciec przed spoilerami(tym bardziej robić to kilkanaście lat), lecz chciałabym obejrzeć te nieszczęsne dziewięć sezonów dla własnej satysfakcji. Poza tym, w tym roku serial obchodzi dwudziestolecie. To więc oficjalne: Challenge accepted: watch The X Files!
Jeżeli jeszcze nie widzieliście serialu, czy po zobaczeniu tego gifa nie macie ochoty zrobić tego w tej chwili?
Tak dla informacji... mężczyzna rozmawiający z naszą parą agentów to dyrektor FBI.
Podsumowując mój wywód o tej "perełce" lat 90-tych, powiem coś o warstwie technicznej tego serialu. Cóż, nie jestem w stanie przyczepić się do scenariusza. Chris Carter naprawdę postarał się(przynajmniej w pierwszych kilku sezonach), by wyglądało porządnie i brzmiało porządnie(nie licząc okazyjnego bełkotu o małych zielonych - szarych! - ludzikach) oczywiście. David Duchowny był dosyć młody i dopiero "wyrabiał się" jako aktor. Są osoby, które twierdzą, że w "Archiwum..." nie potrafił grać i pokazał talent dopiero w "Californication". Prawdą jest, że jego rola w "Californication" po prostu wymagała pewnego stopnia umiejętności. Według mnie postać Foxa Muldera jest idealna i nie wyobrażam sobie nikogo innego w tej roli. Jest to oczywiście moje osobiste zdanie. Podobnie jest z rolą Scully. To nie są postaci stworzone dla wielkich aktorów. Gdyby w dzisiejszych czasach miał powstać tego typu serial, z pewnością scenarzysta dopisałby bohaterom parę dodatkowych cech. Schizofrenię, traumatyczne przejścia w dzieciństwie(Mulder się zgadza, lecz Scully takich nie miała), czy inne podobnego typu pomysły. Czasy były inne - wymagania również. Co do muzyki... czy naprawdę muszę pisać? Były czasy, w których słysząc opening Archiwum, dostawałam gęsiej skórki!
Nie chciałabym niczego zmieniać w "Archiwum X". Jest to serial ze swoistym klimatem, z pewnością nie spodoba się wszystkim; część go wyśmieje, innych znudzi. Oglądając "The X Files" myślę o mojej młodości i to sprawia, że czuję się w pewien sposób uradowana. To takie proste.
Koniec emocjonalnego ekshibicjonizmu.
Na koniec taka malutka parodia, która mocno mnie urzekła.
I do believe, Doctor!








Komentarze
Prześlij komentarz