Rozpocznijmy nostalgicznie... czyli kawałek pani Le Guin.


Jedna z książek mojego dzieciństwa, którą zawsze chciałam zrecenzować. Darzę Ursulę Le Guin głębokim uczuciem, ponieważ pokazała mi świat fantastyki; świat czarów, cieni, magów a przede wszystkim… Ziemiomorze.
   ”Czarnoksiężnik z Archipelagu” to pierwszy tom cyklu “Opowieści z Ziemiomorza”, których początek miał miejsce w roku 1968. Opowiada historię Krogulca – wiejskiego chłopca, który odkrywa swój wielki talent magiczny i rozwija go, nie zważając na konsekwencje…

   Powieść ta jest często opisywana jako “opowieść realistyczna o kształtowaniu się osobowości, dorastaniu wśród przeciwieństw, o tym, jak zapalczywa lekkomyślność przeradza się w dojrzałość.” Cóż, nie mogę nie przyznać racji. “Czarnoksiężnik z Archipelagu” to definitywnie powieść o dojrzewaniu, odpowiedzialności, płaceniu ceny za czyny przeszłości… jest to również powieść o równowadze, której podporządkowany jest świat.

   Co ujęło mnie w cyklu o Ziemiomorzu? Cóż, Ziemiomorze oczywiście. Pani Le Guin stworzyła świat godny tolkienowskiego Śródziemia, otworzyła jedenastoletniej dziewczynce drzwi do świata pełnego magii i przeróżnych cudów, do którego nadal z przyjemnością wraca po latach.

   Niestety, cała recenzja nie będzie polegała na zachwycaniu się Ziemiomorzem. Jest to przecież ocena pierwszego tomu, o czym troszkę zapomniałam, przepraszam. Jako cykl, “Ziemiomorze” jest naprawdę niezwykłą lekturą. Jednak podkreślam, że nie można poprzestać na pierwszej części. “Czarnoksiężnik…” może nie spodobać się każdemu, nie ma bowiem wartkiej akcji ani nagłych zwrotów wydarzeń. Jeśli miałabym określić akcję powieści, byłoby to słowo: spokojna.  Czytając “Czarnoksiężnika…” możemy się odprężyć ale też niezwykle wciągnąć. Nie jest to długa opowieść, (Prószyńskie wydanie ma bodajże około 230 stron, chociaż muszę przyznać, że “dorwałam” je dopiero dwa tygodnie temu – nie wiedziałam bowiem o jego istnieniu), więc lektura zajmuje najdłużej cztery godziny w sumie.

   Czym zaplusowała u mnie również opowieść pani Le Guin? Zdecydowanie kreacją głównego bohatera. Nie znoszę bohaterów, którzy są albo biali albo czarni, dobrzy lub źli, bez żadnych cech szarości. Nie jestem pewna czy wyraziłam się odpowiednio… mówię o postaciach czyniących albo dobro, albo zło, nie popełniających pomyłek, bez żadnego potknięcia… Krogulec jest postacią szarą. W powieści przeżywa okres dojrzewania, jest młodym człowiekiem, pragnącym udowodnić ile jest wart – co zwykle jest niebezpieczne. Popełnia błędy, głupie czyny, za które musi zapłacić… dokonuje przemiany(rodem z dramatów romantycznych), bowiem zdaje sobie sprawę z własnych czynów i bierze za nie odpowiedzialność. Facet z jajami, no! Do tego z blizną, całkowicie mnie do siebie przekonał.

    Z pewnością niektórym powieść może wydać się nudna i po dwudziestu stronach zostanie wyrzucona w kąt, oddana spowrotem do biblioteki, sprzedana… jednak według mnie każdy szanujący się bibliofil, książkoman czy jak tam się nazywacie, powinien przeczytać choć dwie książki z serii o Ziemiomorzu. Jest to klasyka a ja nie sądzę, że przeczytanie jakiejkolwiek książki może komuś zaszkodzić. Oj, stop. “Zmierzch” szkodzi, “Zmierzch” boli, “Zmierzch” ogłupia. I wciąga. Damn you, Stephenie Meyer, wpadłam w Twoje sidła na parę godzin i mam obrzydliwe obrazy Belli i Edwarda w głowie, które pozostaną tam do końca życia… a ta książka jest fatalna. Trudno. Aby skrytykować powieść trzeba ją najpierw przeczytać inaczej jesteś nieszanującym się książkofilem. To nie recenzja “Zmierzchu”, więc przestaję o nim pisać. Kiedyś zmuszę się do naplucia na ten tytuł ale jeszcze nie teraz. Muszę pobawić się słownikiem języka polskiego, by odnaleźć odpowiednio ohydne epitety.

   ”Czarnoksiężnika z Archipelagu” polecam każdemu fanowi fantastyki oraz rodzicom, którzy chcieliby w swoich dzieciach miłość do takowej literatury rozbudzić. Z mojego doświadczenia wynika, że “Ziemiomorze” to świetna zabawa dla dziecka i będę wtykać tę książkę każdemu znajomemu nastolatkowi, niech cierpią pod jarzmem bibliofila. Nie zabrzmiało to, jakbym polecała “Czarnoksiężnika”… nie o to chodziło, wierzcie mi.

(okładka mojego dzieciństwa!)

Komentarze

Popularne posty