Przygoda na całe życie - "Duma i Uprzedzenie" Jane Austen

   Pomyślałam, że powinnam zrecenzować jakiś ambitny film. Jednakowoż, szczerze mówiąc... nie mam na to weny. Usiłuję rozwiązać mój plan zajęć(jest to bowiem tak trudne jak równanie matematyczne) i psychicznie przygotować się do wieczornej walki o miejsce na wykładach. To - niestety - sprawia, że odechciewa mi się robienia czegokolwiek, nawet wyrażania swego cierpienia poprzez pisanie bloga. Zadziwiające.

Filmowa okładka recenzowanej dziś powieści. Bo sama takowe wydanie posiadam.

   Moja przygoda z Jane Austen rozpoczęła się, gdy miałam lat trzynaście i to właśnie "Duma i Uprzedzenie" była pierwszą powieścią tej autorki, po którą sięgnęłam. Zaraz potem obejrzałam ekranizację Joe Wrighta, w której występował uroczy Matthew McFadyen(który do czasu "Dumy i Uprzedzenia" kojarzył mi się jedynie z mnichem z "Filarów Ziemii") oraz ciut-mniej urocza Keira Knightley. Niestety, długo trwało zanim obejrzałam serial BBC, który okazał się arcydziełem(tym bardziej porównując go do hollywoodzkiej produkcji), ponieważ nastąpiło to dopiero w roku 2012. Przejrzałam na oczy, po czym obwieściłam wszem i wobec, że tak właśnie powinno się tworzyć ekranizację powieści! BBC, po raz kolejny padam na kolana!




   Nie jest to jednak recenzja ekranizacji, lecz powieści. Czy muszę przedstawiać pannę Austen? Jest to jedna z najsłynniejszych brytyjskich autorek. Uważam, że każdy szanujący się bibliofil zna to nazwisko i nawet jeżeli nie podobały mu się powieści panny Jane, przeczytał chociaż jedną. Tak wypada. Ważnym jest fakt, iż należy najpierw przeczytać książkę - dopiero ją krytykować. Dlatego Yuzu przeczytała "Zmierzch". Działo się, działo. Ale nie o tym mowa.

Uroczy Matthew jest uroczy, cóż dodać więcej? 

   O czym opowiada "Duma i Uprzedzenie"? Cóż, jest to dość łatwe pytanie. O zamążpójściu. Gdybym miała opisywać bardziej szczegółowo, powiedziałabym, że powieść ta opowiada o dążeniu niezbyt inteligetnej pani Bennet do wydania swych pięciu córek za szanujących się i bogatych(najlepiej mających 5,000 funtów rocznie) arystokratów. Historia skupia się głównie na dwóch najstarszych córkach - Jane i Elizabeth, które jako jedyne w całej rodzinie(nie licząc pana Benneta) mają dobre maniery i trochę oleju w głowie.

Świetny serial BBC, który zdecydowanie oglądam chętniej, niż ekranizację z 2005 roku. To chyba jedyny film, w którym Colin Firth mnie kręci. Zdecydowanie jest idealnym panem Darcym. Jennifer Ehle jest zaś najbardziej autentyczną Elizabeth, niż nieszczęsna Keira - jej oczy mówią wszystko.

   Powieść panny Austen dociera do czytelników każdego pokolenia. Możliwe, że ostatnimi czasy straciła na popularności(która zdecydowanie wzrosła po nakręceniu filmu z Keirą Knightley), jednak nadal jest to literatura, którą się czyta. Jak to możliwe? Co może być tak ciekawego w powieści o szukaniu męża? Cóż, styl pisarki sprawia, że "Dumę i Uprzedzenie" czyta się lekko i przyjemnie. Nie jest to ćwiekowe "lekko i przyjemnie teraz, nic nie pamiętam z książki później", lecz to właściwe "och, jak dobrze czyta mi się tę powieść". Nie muszę chyba mówić, że przeczytanie "Dumy..." zwykle zajmuje mi jeden wieczór(oczywiście, że robiłam to więcej niż raz!)
   Drugim powodem, dla którego książka ta nie ląduje na dnie szafy jest jej humor. Możliwe, że to moje osobiste zdanie, lecz perypetie dziewcząt rodziny Bennet oraz ich nieudolnej matki definitywnie są dla mnie zabawne. Najbardziej bawi chyba fakt, iż tak było naprawdę. Jesteś mężatką, przekroczyłaś wiek, w którym możesz tańczyć na balach, masz pięć córek... co innego pozostało ci w życiu? Nic, tylko poświęcić życie na szukanie godnych mężów swoim pociechom! 
   Pomyślmy: dlaczego po tę powieść sięga raczej płeć piękna...? Oczywista oczywistość. To romans. Która z nas nie wzdychała do dumnego pana Darcy'ego, bądź jego przesympatycznego przyjaciela - pana Bingleya? 

Nadal jestem przekonana, że jeżeli nie będę w stanie odnaleźć własnego pana Darcy - będę równie zadowolona z jego kompana.

   Zapewne więcej fanek ma pierwszy wymieniony dżentelmen, co wcale mnie nie dziwi. Wyniosły, dumny, chłodny, inteligentny, wyrozumiały jedynie dla swej młodszej siostry... dodajmy do tego: wysoki i zabójczo przystojny. Zawsze miałam słabość do drani, na których ciągle jest moda(ostatnio moda zmieniła się lekko i kobiety ciągną do wampirów, wilkołaków, łowców demonów bądź sadystycznych milionerów, nie zamierzam tego jednak uwzględniać w mojej notce), czego więc brakuje Darcy'emu? Cóż, lekkiej ogłady oraz "umiejętności rozmawiania z nieznajomymi".


Zwykle wyglądam(i zachowuję się) podobnie na imprezach.



   Powieść Austen nie opowiada jedynie o pogoni za małżonkiem, lecz przedstawia również świetne portrety kobiet, usłane lekką ironią, której nie mogłoby oczywiście zabraknąć. Dodajmy jeszcze piękną angielską prowincję oraz masę wiadomości o Anglii i jej obyczajach w okresie XVIII i XIX wieku. 
   Pomimo, że autorka stąpała po ziemi przeszło dwieście lat temu i pisała - oczywiście - o czasach sobie współczesnych, "Duma i Uprzedzenie" w niektórych zagadnieniach nadal pozostaje aktualna. Powiedzmy sobie szczerze: ludzie wciąż biorą ślub dla pieniędzy. Większość, wybierając sobie partnera, bierze pod uwagę wypłacalność jego karty kredytowej. Z jednej strony: cóż w tym złego? Chcemy, by było nam w życiu wygodnie. Jednak patrząc z innego punktu widzenia jest to ocenianie człowieka na podstawie pozornie nieważnej rzeczy, kompletnie nie świadczącej o jego charakterze. Panna Austen nie przedstawia jednak owej problematyki w taki sposób. Dla niej(jak dla większości osób, żyjących w tamtych czasach) dobre małżeństwo = bogate małżeństwo. Kropka. 



Oczywiście panna Austen dowodzi, że można mieć i pieniądze, i miłość. Dlatego lubimy "Dumę i Uprzedzenie", nie ukrywajmy tak istotnego faktu.

   Jak już wspomniałam, "Duma..." znajduje się na liście mych ulubionych powieści, dlatego spędzi ze mną całe życie. Istotnym jest fakt, iż czytam ją zwykle gdy mam chandrę, co niekoniecznie jest dobrą rzeczą, bowiem po skończeniu książki mam jeszcze większego doła. Z drugiej strony zaś, jestem szczęśliwa, wzruszona i płaczę. FEMALE LOGIC. Never completely understood.


   Cóż mogę więcej napisać, jak tylko zachęcić osoby, które nie czytały nigdy tej wspaniałej powieści, do zrobienia tego, tu i teraz? Warto jest to uczynić, nawet jeśli tylko raz. Czytanie nie boli, naprawdę. Może jedynie wyjść człowiekowi na dobre. Oh, wait. Przepraszam, myliłam się. Jeżeli czytacie "Zmierzch" lub "50 twarzy Greya" - czytanie może zaszkodzić, odbierając mózg i raz po razie wasze umiejętności składania zdań. Taka literatura nie uczy jak się wyrażać, jedynie jak tego nie robić. Udowodnione naukowo. Cóż za hate w biały dzień, mon dieu!

Komentarze

Popularne posty