Po wieczornym(niekoniecznie udanym) seansie, czyli Byzantium

   Yuzu dziś postanowiła posiedzieć w domu(trzeba świętować poniedziałki dopóki nie rozpoczną się studia >_<) i trochę się "ukulturowić" jak to mawiają w moich stronach. Niestety, wybrała niewłaściwy do tego film. Po całkiem przyjemnym seansie "Rise of the Guardians"(miło jest czasem obejrzeć sobie bajkę), postanowiłam sięgnąć po "Byzantium", o którym swoimi czasy trąbiono na prawo i lewo. I stało się...



"Byzantium" reżyserii Neila Jordana.

   Film opowiada historię dwóch tajemniczych kobiet – matki oraz córki, które okazują się być również wampirami(och, żaden spoiler, wiedzieliście to od początku). Panie prowadzą tryb koczowniczy(zwykle z powodu obciętych głów). Matka – Claire – zarabia na życie, sprzedając własne ciało. Jej szesnastoletnia córka na to przystaje - po dwustu latach raczej idzie się przyzwyczaić. Najwyraźniej nie mogą robić niczego innego, by zdobyć pieniądze. Zanotować.
  Wrażliwe dziewczę ma dosyć życia w tajemnicy. Zabija jedynie biednych staruszków w rzekomym akcie miłosierdzia, próbując oczyścić sumienie. W końcu nie wytrzymuje i opowiada swoją historię. Człowiek pomyślałby, że po dwustu latach dziewczę zrobi się bardziej inteligentne i pomyśli o niebezpieczeństwie, które może nastąpić gdy ujawni rodzinną tajemnicę… ale najwyraźniej jestem w błędzie.
   Dodajmy do historii mordercze Bractwo szowinistycznych świń, które uważa, że kobiety nie mogą być wampirami(och, cóż za okrucieństwo!), prowadzące pościg za bohaterkami tego niezwykłego filmu akcji(dostrzegacie ironię?). Wszyscy wiedzą, co nastąpi, więc nie męczę się dłużej z nakreślaniem fabuły.


   Film jest wielkim przerostem formy nad treścią. Reżyser usiłował najwyraźniej stworzyć godnego następcę „Wywiadu z wampirem”, ponieważ po tej produkcji żadna inna z jego prac nie nadawała się raczej do zachwytów. „Byzantium” przepełnione jest powtórkami ze słynnego „Wywiadu...” Najbardziej zapadła mi w pamięć scena gry na fortepianie, w której ujęcia na główną bohaterkę są identyczne z tymi na Lestata, podczas jego melancholijnego występu dla Claudii. Film podejmuje również identyczną problematykę co ten z 1994 roku.
   Przepis na „Byzantium”? Smutek, melancholia, młoda(lat 200) dziewczynka przemieniona w wampira i jej matka-ladacznica. Do tego dodajmy chłopca umierającego na padaczkę, odrobinę więcej smutku i poszukiwania sensu wiecznego życia. Kropla cycków seksownej i jak zwykle pięknej Gemmy Arterton, cierpiące ekspresje Saoirse Ronan przez cały film, które po piętnastu minutach doprowadzały Yuzu do szewskiej pasji. Odrobina krwii i mordu, śmierć, cierpienie, znów smutek i ryjek tego dziewczęcia...
   Wspomniałam już wcześniej, że aktorstwo również pozostawia wiele do życzenia. Sztuczność Saoirse Ronan odbiegała od normy. Czy to możliwe, że reżyser podał jej niewłaściwe instrukcje? Może jest to kolejny fenomen typu Roberta Pattinsona czy Kirsten Steward(„wspaniałych” bohaterów serii „Zmierzch”) – jeden wyraz twarzy(cierpienie w przypadku Roberta, brak całkowitej mimiki lub wyraz obrzydzenia u panny Stewart), którego używać będzie przez całą karierę filmową? Przypominam sobie, iż w „Intruzie” również nosiła „umęczony” wyraz twarzy.
  Gemma Arterton według mnie jest pięknością – do tego jest na co popatrzeć, ponieważ figury też jej nie brakuje i można ją nazwać lepszą aktorką niż panna Ronan. Wydaje mi się, że dramatyzm scenariusza był dla niej zbyt silny i w niektórych scenach(zwłaszcza końcowych) nie podołała i wyszła sztucznie. Ciężko dobrze zagrać tyle emocji naraz(desperacja, cierpienie i histeryczny płacz nie każdemu wychodzą… wcale się z resztą nie dziwię).
   Według mnie reżyser próbował nadać swemu dziełu zbyt wiele sensu i dlatego właśnie posiadał go niewiele. Tak jest, gdy próbujesz zlepić scenariusz z tylu filozoficznych wątków.
      Nie zamierzam jednak do końca krytykować filmu. Scenariusz - owszem, był trochę zbyt przebarwiony, jednak zdjęcia ratują produkcję. Dzięki nim możemy poczuć tę atmosferę melancholii, grozy i tajemnicy, którą najwyraźniej próbował stworzyć reżyser. Mądrze wybrane również zostały miejsca, w których kręcono owy film, bowiem cieszą oko. Przynajmniej moje własne.
   Proszę o zrozumienie. Jestem osobą, która spędziła godziny po obejrzeniu dobrych filmów, zastanawiając się nad nimi i ich głębią… jednak gdy jest tych pytań za dużo lub brzmią one wręcz kretyńsko, czuję jedynie znudzenie. Ileż można w kółko powtarzać to samo, próbując za każdym razem ująć to w inny sposób?


   Tym wspaniałym memem kończę moje wypociny. Miło jest czasem ponarzekać na Hollywoodzkie produkcje. Człowiek zaraz lepiej się czuje. Nocny wpis czas zakończyć.

Komentarze

Popularne posty