Great Expectations - wydania kolejne

"I’ve been waiting for ages for my Prince Charming, I think he died on the way to the castle…"
Miss Havisham 



   Przyszedł weekend i postanowiłam sięgnąć po ostatnie - jeszcze przeze mnie nieobejrzane - adaptacje powieści Charlesa Dickensa, mianowicie serial BBC z roku 2011 oraz niedawno w Polsce(Ameryka: wrzesień 2012, Polska: czerwiec 2013r.) wydaną wersję amerykańsko-brytyjską. Oczywiście oba filmy znacznie się od siebie różnią(ale czy na pewno?). Serial oczywiście zmieścił więcej materiału oraz był w miarę zgodny z powieścią, jednak niektórzy uważają, iż filmowa adaptacja była "ładniejsza". Ba, nie ma produkcji idealnych.
   Filmów i seriali opartych na "Wielkich Nadziejach" jest mnóstwo. Pierwszy powstał w 1917 roku, ostatni zaś w 2012. Znam sześć produkcji o tym tytule i nie jestem pewna, czy jest to właściwa liczba. Z kolejną premierą zadaję sobie to samo pytanie: po co nam tyle nowych adaptacji? Kto to jeszcze ogląda?! Zwykle ludzie nudzą się, oglądając już po raz trzeci tą samą historię, jednak nie w tym przypadku, gdyż - o dziwo - najnowsza wersja miała dość wysoką oglądalność. Czy mnie to szokuje? Wielce. Powoli dość mam wszystkich Oczekiwań i ich wersji(zdecydowanie mam dość wersji pół-porno - nawiązanie do filmu z Gwyneth Paltrow) i jeżeli wyjdzie ich więcej - definitywnie nie obejrzę. Zapisać to do postanowień noworocznych.

Szalone panie Havisham: Helena Bonham Carter(2012) oraz Gillian Anderson(2011).
Uwielbiam Helenę , lecz zaczyna mnie już nudzić odgrywanie tych samych ról. Dlaczego nie może zagrać czegoś nowego?  Gillian zaskoczyła mnie w tej roli. Może jest to szufladkowanie, jednak dla mnie zawsze pozostanie Scully i dziwnie ogląda mi się ją w tak "zwariowanej" roli.


   Historia toczy się tak: młody chłopiec imieniem Pip, żyjący ze swoją okrutną siostrą oraz jej niezbyt inteligentnym mężem kowalem, pewnego dnia poznaje skazańca. Wyszło jak wyszło - dziecko jest dla więźnia miłe(za bardzo nie miało wyboru, gdyż grożono mu śmiercią) i żyją dalej. Niedługo później Pip dostaje zaproszenie do rezydencji panny Havisham, gdzie poznaje urocze, aczkolwiek nieczułe dziewczę - Estellę oraz jej szaloną przybraną matkę. Chłopiec oczywiście zakochuje się w młodej damie, lecz nie jest mu dane wyznać swych uczuć, gdyż zaproszenia na dwór panny Havisham przestają przychodzić. 
   Mijają lata i uczeń kowala dorasta. Nagle Pip otrzymuje pieniądze z anonimowego źródła, które umożliwiają mu edukację, zostanie dżentelmenem oraz wyrwanie z biedy. Co robi chłopiec? Jedzie do Londynu oczywiście! I tam zaczyna się zabawa.

Douglas Booth jako Pip(2012). Moja rodzicielka stwierdziła, że ktoś musiał bardzo długo pracować nad tymi ustami. Czy ten chłopiec wygląda jak kowal?


  Zasadniczo obie wersje mają podobną fabułę(jedyne różnice to los siostry Pipa oraz brak kilku bohaterów w produkcji z 2012 roku), jednak - jak już wspomniałam wcześniej - film pełnometrażowy jest ubogi w wątki książkowe. Osoba, która nie czytała "Wielkich nadziei" Dickensa może uznać go za lekko chaotyczny. Czasami ciężko jest się połapać, o co chodzi - twórcy po prostu pędzą z materiałem, przez to widz może się pogubić.
  Adaptacje adaptacjami, jednak zarówno Jeremy Irvine jak i Douglas Booth nie udźwignęli roli Pipa. Obaj byli sztuczni, obaj przez cały film posiadali umęczone spojrzenie rodem ze "Zmierzchu". Jeżeli miałabym powiedzieć, który z dwóch aktorów zagrał lepiej, byłby to Douglas Booth. Pomimo jego wyglądu, który nie pasował do chłopca ze wsi, posiada on znacznie większe umiejętności aktorskie niż Jeremy. Powiedzmy sobie szczerze, Irvine był w tej roli po prostu... płytki. Nic dodać, nic ująć.
   W obu wersjach nie podoba mi się brak uzasadnienia miłości Pipa do Estelli. Zarówno z serialu jak i z filmu wynika, iż chłopiec zakochał się w panience tylko dlatego, że była przecudnej urody i za to darzył ją uczuciem do końca swoich dni. Rozumiem, że mężczyźni to wzrokowcy, każdy chciałby mieć piękną kobietę ale bez przesady. Dickens opisywał również charakter Estelli, lecz w filmie scen opowiadających o niej troszkę zabrakło.
   Wielkim plusem dla serialu jest to, że pozwolił nam zrozumieć dziewczynę i poświęcił dużo czasu na przedstawienie jej charakteru oraz pobudek, jakimi się kieruje. Oczekiwałam czegoś więcej od Holliday Grainger(filmowej Estelli), gdyż stworzyła świetną rolę w 'Borgias'. Możliwe, że to wina ograniczonego czasu, jaki miała na pokazanie, co potrafi, gdyż Estella pojawiała się w filmie pełnometrażowym dość rzadko = kolejna zaleta serialu, ponieważ tam zauważamy, że dziewczyna ma emocje! Alleluja!


Herbert Pocket bardzo podobał mi się w serialowej wersji. Zawsze lubiłam tę postać, zaś Harry Lloyd tylko wzmocnił mą sympatię.


   Warto wspomnieć o aktorkach, odgrywających rolę panny Havisham. W nowej wersji oczywiście musiała wystąpić Helena Bonham Carter, gdyż wszyscy uwielbiają ją w roli szalonej kobiety. Najwyraźniej twórcy filmu uważali, że inne aktorki nie nadają się na tego typu postaci. Cóż, jeżeli tak było - byli w błędzie. Owszem, Helena jest świetna: jak zwykle szalona, groteskowa i mroczna, jednak "jak zwykle" to sentencja kluczowa. My już to wszystko widzieliśmy i chcemy czegoś więcej - emocji! 
   Gillian Anderson bardzo dobrze poradziła sobie jako panna Havisham. Potrafiła pokazać prawdziwy charakter i emocje tej kobiety; kobiety zakochanej, zdradzonej, kobiety ze złamanym sercem, pragnącej zemsty na męskiej rasie za krzywdy jej wyrządzone. "Helenowa" pani Havisham wzbudziła we mnie jedynie negatywne emocje, takie jak nienawiść, bądź wstręt. Gillian zagrała inaczej. Sprawiła, że poczułam żal i współczucie dla tej postaci. Po okrutnej zdradzie, jakiej doświadczyła nikt nie starał się jej pocieszyć, dręczyła ją egoistyczna rodzina, marząca jedynie o jej śmierci i spadku, jaki otrzymają. Nic dziwnego, że kobieta chciała się zemścić. Cholera, też bym żądała krwi męskiego rodu, a co.
   Hmm, chyba za bardzo wychwalam serial, ale to BBC, cóż począć? Jestem jednak w stanie podać niezaprzeczalną zaletę produkcji pełnometrażowej, a jest to... Ralph Fiennes. Wszyscy dobrze wiemy, że jakąkolwiek rolę mu podarujesz - definitywnie sobie poradzi i wyjdzie świetnie. W filmie zagrał Magwitcha i zrobił to całkowicie inaczej, niż Ray Winstone w adaptacji serialowej. Ralphowi świetnie wyszła postać zbiegłego więźnia skłonnego dosłownie do wszystkiego. Jednak gdy *spoiler* zwracał się do Pipa widać było, że darzy go wręcz ojcowskim uczuciem i pragnie podarować mu dobrobyt do końca życia za drobny kawałek ciasta - akt dobroci małego chłopca.

Pip wersja druga(2012) - Jeremy Irvine.

   Podsumowując(czuję się trochę, jakbym pisała rozprawkę): serial BBC jest zdecydowanie lepszą adaptacją powieści Dickensa. Nie nazwałabym go jednak jedyną słuszną produkcją, gdyż jest dosyć przeciętny w porównaniu do wcześniejszych. Definitywnie lepiej wypadł serial z 1999 roku; aktorstwo na wysokim poziomie, wszystko "trzyma się kupy", przyjemnie się ogląda. 

***


To mój pierwszy wpis w nowym mieszkaniu, więc jeżeli jest mało "Yuzulowy", to wybaczcie - muszę po prostu się odnaleźć, gdyż na razie czuję się dosyć nieswojo. Zrobiło się trochę lepiej, gdy powiesiłam plakaty na ścianie. Teraz jeśli tylko będę nieszczęśliwa - spojrzę na Benedicta i stan psychiczny zaraz się odmieni.
Mówiłam, że będę pisać trzy razy w tygodniu? Trudno. Powiedzmy, że mi się nudziło i dzisiejszy wpis będzie wpisem poniedziałkowym. Lepiej tworzyć więcej, niż mniej, prawda?

Połowa plakatowej ściany. This is so beautiful *__*

Komentarze

Popularne posty