Czemu,och dlaczemu, czyli Yuzulowa przygoda z Dexterem

   Ten wpis może być chaotyczny, może nie mieć ładu ani składu, jeżeli tak będzie - przepraszam. Nastał ciężki etap w moim życiu, mianowicie: pakowanie, plus chyba zachorowałam, więc popijam matczyną miksturę na zdrowie. Nie wiem cóż owa mikstura uczyni z moim ciałem, bądź umysłem. Dowiemy się za chwilę.


Owy post może zawierać liczne spoilery z serii "Dexter". Czytacie na własną odpowiedzialność.




   Cóż. Obejrzałam finał Dextera. Przyznam szczerze, że nie oczekiwałam czegoś tak kontrowersyjnego. Naczytałam się mnóstwo wypowiedzi internautów na temat ostatniego odcinka oraz ostatniego sezonu w całości, co ostatecznie pchnęło mnie do przedstawienia własnego zdania na ten temat. Zacznę jednak od początku.

   Moja przygoda z "Dexterem" trwa już wiele lat. Zaczęłam oglądać ten serial w 2007, gdy wyszedł już drugi sezon. Piękne czasy. Pamiętam klimat serialu, w którym się zakochałam. Pamiętam Dextera: bezwzględnego lecz w pewnym sensie sprawiedliwego mordercę, któremu nie wychodzi randkowanie. W sumie nie wychodzą mu żadne uczucia, nieważne, czy względem siostry, czy kochanki. Dexter z pierwszych sezonów czuje się niezręcznie w tłumie, bowiem nigdy nie wie, jak się zachować. Czy to, co powie, będzie właściwe? Czy takiej właśnie reakcji oczekują inni? W takim Dexterze się zakochałam i takiego właśnie wielbiłam przez tyle lat. Co poszło nie tak, Showtime, co poszło nie tak?


Dziękuję użytkownikom tumblra za te wspaniałe gify.

   Z tak wielką nostalgią przypominam sobie teraz pierwszy odcinek tej serii. Rozpoczynała go tajemnicza muzyka Daniela Lichta oraz mroczny głos Michaela C. Halla, odgrywającego główną rolę. "Tonight's the night". Dexter opowiada o swoich ulubionych kanapkach z wieprzowiną... lecz on cierpi na inny rodzaj głodu. Pierwsze serialowe morderstwo. Każdy widz zastanawiał się, co ogląda i po co to ogląda. Krwawe szkiełka - trofea.. Dlaczego Dexter owija swoje ofiary w plastik? O co chodzi z "Mrocznym Pasażerem"? Krok po kroku dowiadujemy się tego wszystkiego i zagłębiamy w świat i umysł głównego bohatera. Wędrówki ulicami Miami, rozwiązywanie spraw morderstw, przeżywanie niezręcznych sytuacji i nauka kodeksu. 


 
Nam wszystkim poprawia to humor, Dex. Nie jesteś samotny.

   Dobrze, więc. Jest Dex - główny bohater - boski, piękny, męski, bla bla... ale co z resztą postaci? O nich też chciałabym napisać! "Dexter" radzi sobie bowiem bardzo dobrze, jeśli chodzi o role drugoplanowe. Jest to również dowód, dlaczego darzę ten serial takim uczuciem. Jak bowiem można nie kochać zboczonego Vince'a Masuki i jego śmiechu? Zawsze jednak zachwycałam się Angelem Batistą. Powiedzmy sobie szczerze: jest on jedynym porządnym gliną w całym Miami. Do samego końca pozostaje wierny przyjaciołom i stara się przy tym być jak najbardziej sprawiedliwy, co nie zawsze idzie w parze. Boli mnie dobroć jego serca, bo nie wierzę w istnienie takowego. Cóż, Angel nie jest do końca taki święty, jakim go maluję. Zawsze jednak podziwiałam go za to, że potrafił pozostać dobrym człowiekiem, pomimo całego syfu dookoła. Uważam, że jest to bardzo dobrze stworzona postać, bowiem błędy, które popełnił, czynią go jedynie ciekawym i zarazem ludzkim.
   Nie chcę pisać o Quinnie, bowiem nigdy nie darzyłam go sympatią. Podczas jego pijackich wyczynów najnormalniej mnie irytował, w ósmym sezonie zaś nauczyłam się go tolerować. Nie rozumiem potrzeb na taką postać, nie dotarła do mnie jego głębia. Wybaczcie, może gorączka mi się podnosi?
   Debra. Urocza siostra Dextera, która "lekko" nadużywa słowa "fuck". Zawsze uważałam, że kobieta potrafi wyrazić emocje i za to ją lubiłam. Zwykle mówiła to, co myślała, co również jest wielkim plusem. Popełniała błędy, jak każda kobieta - zakochiwała się w niewłaściwych mężczyznach(za to przystojnych, co się chwali). Starała się być dobrym gliną, chciała iść w ślady ojca... uniwersalne i amerykańskie. Deb jest jednak czymś więcej. Jest najważniejszą osobą w życiu Dextera. Sprawia, że jest normalniejszy; czuje się normalniejszy. Kocha ją, bo Deb należy do rodziny. Darzy ją miłością, którą każdy brat darzy siostrę. Co niekoniecznie przystoi seryjnym mordercom.



 Po pierwszym sezonie potoczyło się jak zwykle. Były lepsze i gorsze momenty. Do tych pierwszych z pewnością należała fabuła zawierająca Briana - uroczego deksiowego brata. Sezony z "Zabójcą z Samochodu-Chłodni" to arcydzieła. Niestety, musicie się ponudzić i  poczytać o mym wielkim uczuciu do pierwszych serii. Będę je wyrażała często, gdyż jestem świeżo po finałowym odcinku, gotowa pozwać scenarzystów ostatniego sezonu za ten skandal. 

   W pewnym momencie serial przeżywałkryzys. Cóż, by być dokładnym, to w kilku momentach, lecz w jednym szczególnie. Czwarty sezon. Dexter się żeni, rodzi mu się dziecko, Rita jest irytująca(nawet na kolanach w przebraniu Lary Croft), Trójkowy nudny... Nie chcę opowiadać nikomu serialu, dlatego nie będę rozpisywać wszystkiego, co się działo. Powiem jedno: koniec 4 sezonu? Dzięki wam składam, scenarzyści! Nadzieja na lepsze jutro powróciła.
   Sezon piąty: pojawia się Lumen, w której rolę wciela się urocza Julia Stiles. Och, cóż za świetna seria to była według Yuzu! Pomyślałam nawet, że Lumen może być jedyną partnerką dla naszego Dextera. Dziewczyna nie chce się bawić w uczucia, Dex tego nie potrafi = para idealna. Cóż, nie wyszło, a miało być tak pięknie. Next, please.

W szóstym sezonie zaś kryzys przechodzi Debra. Yuzu ją lubi i nawet rozumie, dlatego nie dotnęło jej to mocno. Czasami jednak działało na nerwy.

   Czy muszę oznajmiać, że sezon 6, w którym grasował the Doomsday Killer(wybaczcie, nie wiem jak to przetłumaczono na polski), niezwykle mnie urzekł? Nie zwracajmy uwagi na irytujące uczucia Debry: popatrzcie na te morderstwa! Toż to istne cudeńka! Nie wiem, kto to wymyślił, ale powinien otrzymać za to nagrodę. Podobne uczucia miałam, podczas oglądania nowego Hannibala. To jest dopiero sztuka. Mówię to oczywiście jako obserwator czysto obiektywny.
Końcowa scena trzeciego epizodu sprawiła, że moja miłość do Dextera wróciła i to ze zdwojoną siłą. Emocjonowałam się każdym odcinkiem, zaś im dalej z sezonem - tym było lepiej. Szósty sezon zakończył się wielkim wdechem, powietrze zaś wypuścić mogłam dopiero z początkiem sezonu siódmego. Teraz czasem żałuję, że w trakcie oczekiwania po prostu się nie udusiłam.

   Sezon ósmy. *wkleić tu muzykę grozy*
   Doktor Evelyn Vogel. Dobry pomysł zaiste, milordzie. Podobały nam się początki sezonu ósmego, mieliśmy nadzieję na klimacik sezonu szóstego. Co mogło pójść źle po tym, jak pozbyliśmy się Hannah? Och... no tak.
  Nie wiem, kto wymyślał tę fabułę. Wydaje mi się, że jest za to odpowiedzialny James Manos, jednak ciężko mi znaleźć konkretne informacje na ten temat. Wierzcie mi, że szukałam. Nie wiem, kogo winić. Zapowiadało się bowiem tak dobrze... i bodajże po szóstym odcinku było już tylko gorzej, aż serial osiągnął całkowite dno. 
Why, season 8, WHY?!

   Cieszyłam się, że Debra umarła. Powiedzmy sobie szczerze: jakoś ten serial zakończyć musieli. Nie mogli "żyć długo i szczęśliwie". Śmierć Debry głęboko dotknęła Dextera - co było widać gołym okiem i to również bardzo mi się spodobało. Deb była bowiem dla niego swoistą podporą, kluczem do pewnej normalności i jego własnych uczuć. Wszystkie uczucia Dextera przecież rozpoczęła bratnia miłość do Debry, co w ostatnim odcinku zostało wyraźnie zaznaczone. Scena, w której Dex wrzuca martwe ciało siostry do wody pokazuje, że bohater nie będzie już w stanie żyć normalnie bez centrum jego świata, którym ostatecznie jednak była Deb. Wzruszyła mnie ta scena, jednak nie płakałam. Często płaczę na filmach. Dlaczego nie płakałam na Dexterze? Nie urzekł mnie ten odcinek, nie podobały mi się poprzednie. Wiedziałam, że dalej może być już tylko gorzej.
   I gorzej było zdecydowanie. Dexter zabija Saxona PUBLICZNIE i uchodzi mu to na sucho(czemu nie wyznał wszystkim przy okazji, że jest seryjnym mordercą? Nikt by go przecież nie zamknął, w końcu w policji sami kumple), zostawia swojego ukochanego syna ze zbiegłą morderczynią i zostaje drwalem.


Jako fan tego serialu czuję się obrażona. 
Nie urażając żadnych drwali oczywiście.

   Zwykłam mówić, że jeżeli Dexter zginie pod koniec serialu, to umrę z rozpaczy(jest to hiperbola ale mam nadzieję, że rozumiecie, o co mi chodzi), jednak teraz chciałabym, by to się stało. Nie mógł po prostu utonąć na tej łodzi? Dajcie spokój, to jest najbardziej żałosne zakończenie, jakie można wymyślić. "A teraz będę robił za ascetę i umrę samotnie. Wśród ściętych drzew. Bez golarki. Gdzie moja siekiera?"


   Wiecie, co mnie najbardziej załamało? To, że wszyscy czekaliśmy na zakończenie, które wryje nas w fotele. Challenge accepted. 
To zakończenie na pewno wryło w fotele 98% fanów. Cel osiągnięty. 
Auć.

Sezon ósmy zabrał mi przyjaciela, jakim był ten Dexter. Czuję się teraz dość osamotniona. Moje emocjonalne podejście zwalam na przeziębienie.



PS. Mój brat uświadomił mi niedawno, że przez całe osiem sezonów w serialu nie występuje żadna nieładna kobieta. Przyglądając się wszystkim paniom z bliska - muszę się z nim zgodzić. Nieładnie, Showtime, nieładnie...

Komentarze

Popularne posty