Chwała ci, Mistrzu! - Pratchett




   Sir Terry Pratchett – mój osobisty Mistrz i Guru. Autor wielu powieści fantastycznych, twórca serii książek, których akcja odbywa się w unikalnym Świecie Dysku.

„Świat Dysku jest tak nierzeczywisty, jak to tylko możliwe, będąc przy tym dostatecznie rzeczywistym, by istnieć”.




   Dysk spoczywa na grzbiecie czterech słoni, których imiona brzmią: Beril, Tubul, Wielki T’Phon oraz Jerakeen. Słonie te stoją na skorupie A’Tuina – wielkiego żółwia, płynącego przez Wszechświat.  
Posłużyłam się opisem świata przedstawionego powieści Pratchetta, pochodzącym z książki pt. „Humor i Mądrość Świata Dysku”.

„Świat Dysku zamieszkuje ogromna i zróżnicowana populacja – od wiedźm po wampiry, od przerażających do przygłupich… To świat, w którym magiczne księgi mogą pożerać niewinnych czytelników, a Śmierć ucieka niekiedy na wieś, na krótkie wakacje.”

   Dokładnie. W Świecie Dysku żyją ludzie, krasnoludy, czarownice, wampiry, zombie, magowie, trolle, wilkołaki, patrycjusze… i wszyscy są w centrum wydarzeń w przynajmniej jednej książce.


   Swoistym centrum Świata Dysku jest jego największe(i najbrudniejsze) miasto – Ankh-Morpork. Rządzi tam niejaki Patrycjusz(Vetinari, którego w „Kolorze Magii” odgrywał wspaniały Jeremy Irons!), zaś porządku pilnuje Straż Miejska pod komendą Samuela Vimesa(jedna z moich ulubionych dyskowych postaci). Pierwszą budowlą Ankh-Morpork była Wieża Sztuk Niewidocznego Uniwersytetu, wokół której powstała reszta miasta. Możecie się domyślić, iż w Niewidocznym Uniwersytecie żyją i kształcą się magowie.



„Niewidoczny Uniwersytet nigdy nie przyjmował kobiet na studia; tłumaczono mętnie, że w grę wchodzą problemy z kanalizacją, lecz rzeczywistą przyczyną była niewypowiedziana trwoga, że gdyby pozwolić kobietom na zabawy z magią, prawdopodobnie radziłyby sobie znakomicie.”

CIEKAWOSTKA: bibliotekarzem Niewidocznego Uniwersytetu jest orangutan.

„ –mrumrumrumrumrumru – rzekł wyzywającym tonem dziekan, buntownik bez przeszkody.”

   Ankh-Morpork jest ciekawym miejscem, w którym zamieszkują wszystkie gatunki istot Świata Dysku. Miasto słynie również z wielu gildii, od Gildii Skrytobójców, Złodziei do Gildii Prawników, Tancerek Egzotycznych lub Gildii Chytrych Rzemieślników.

   Terry Pratchett posiada nietuzinkowe poczucie humoru oraz niezwykły styl pisarski, który urzekł mnie od samego początku. Artysta często posługuje się czarnym humorem bądź ironią. W Świecie Dysku możemy znaleźć wiele odniesień do świata rzeczywistego zwykle użytych, by zadrwić lub uświadomić nam śmieszność obecnych systemów. Świat Dysku przedstawia naszą rzeczywistość w tzw. „krzywym zwierciadle”. Pratchett nie oszczędza nikogo i niczego. Uwielbia komentować politykę i parodiować religię tudzież tolerancję. Autor potrafi użyć komizmu, by uświadomić nam ważne aspekty w życiu lub po prostu z nich pokpić. Jego ulubioną tematyką do ironizowania są ludzie i ich codzienność. Czytając jego powieści jesteśmy w stanie spojrzeć z innej strony na czynności, które wykonywaliśmy codziennie i regularnie oraz uświadomić sobie, że były całkowicie bez sensu i czyniły z nas jedynie kretynów.

„Ludzie, którzy nie potrzebują innych ludzi, potrzebują innych ludzi, by im okazywać, że są ludźmi, którzy nie potrzebują innych ludzi.”

   Są dwa typy ludzi tych, którzy zaznajomili się z literaturą pratchettowską: ci, którzy ją wyznają oraz ci, którzy jej nie rozumieją. Można oczywiście powiedzieć, iż każdy ma własny gust i może po prostu tego typu fantastyki nie lubić, oczywiście. Są ludzie, których nie bawi ironia bądź czarny humor. Nie ważne jednak jest to, czy Pratchett drwi sobie z ludzi czy nie. Faktem jest, iż w jego powieściach zawarta jest swoista mądrość życiowa.
   Autor serii „Świata Dysku” przede wszystkim bawi i pozwala oderwać się od rzeczywistości. Ja powiedziałabym, że Pratchett pozwala na poszerzenie wyobraźni i zmianę kierunku postrzegania. Pomaga zmienić sposób postrzegania świata, choćby na chwilę.
   Yuzu zwykle czyta w podróży – w pociągach – i często wyciąga z torby właśnie pratchettowską powieść. Nie uważam, by był to znakomity wybór, ponieważ ludzie siedzący z Yuzulem w przedziale zwykle dziwnie się na niego patrzą, gdy ten dostaje nagle niekontrolowanego napadu śmiechu w środku lektury. Cóż, może oznaczać to tylko dwie rzeczy: 1) nie mieli zaszczytu poznać fenomenu sir Terry’ego Pratchetta, 2) próbowali… lecz im się nie udało.

   Ciężko mi wskazać ulubioną powieść Pratchetta. Po krótkim zastanowieniu myślę, że jednak byłyby te części, w których głównym bohaterem jest moja ulubiona postać cyklu – Śmierć.

   Śmierć – jak sama nazwa wskazuje – jest ponurym żniwiarzem(szkieletem) z kosą, który zabiera życia mieszkańcom Dysku oraz przeprowadza ich duszę do następnego świata. Posiada nawet wiernego rumaka – Pimpusia(jest to żywy koń – płonący szkielet się nie sprawdzał: ciągle zajmowała się od niego stodoła a ze szkieletu ciągle wypadały jakieś części, co było krępujące) oraz własnego sługę – Alberta. Śmierć sam siebie nazywa „antropomorficzną personifikacją ludzkich wyobrażeń na swój temat”. Ciekawym aspektem tej postaci jest to, że wszystkie jego wypowiedzi są pisane WIELKIMI LITERAMI(głos, który słyszymy wyłącznie w naszym umyśle).

   Śmierć jest fascynującą postacią. Wiecznie usiłuje zrozumieć ludzi, ich postępowanie i naturę, co często prowadzi jedynie do katastrofy. Kosiarz uwielbia curry, koty oraz jest wspaniałym pszczelarzem(zadziwiające, nieprawdaż?) Jego „partnerem w robocie” jest Śmierć Szczurów. Nie ma dowodów na istnienie innego typu śmierci oprócz tych dwóch postaci.



„Śmierć pochylił się w siodle i spojrzał z góry na królestwa tego świata.
- NIE WIEM JAK TY, powiedział. ALE JA Z ROZKOSZĄ ZAMORDUJĘ PORCJĘ CURRY.”

   Bezczelnie zboczyłam z tematu, a przecież miałam napisać, która powieść jest moją ulubioną! Cóż, zdecydowanie jest to „Mort” oraz „Wiedźmikołaj”. Ta druga opowiada o Nocy Strzyżenia Wiedźm(dyskowy odpowiednik Gwiazdki) oraz katastrofie, która wtedy następuje. Wnuczka Śmierci(tak, wnuczka ;D) – Susan – postanawia wziąć sprawę w swoje ręce i… cóż, robi to. Podaję dość mało szczegółów, lecz nie chciałabym spoilerować. Napiszę jedynie, iż Śmierć wciela się w rolę Wiedźmikołaja i nie może oczywiście zabraknąć słynnego „Ho ho ho!”.




   Na podstawie „Wiedźmikołaja” powstał film o tym samym tytule(‘The Hogfather). Uważam, że jest to definitywnie „must watch” w każdą gwiazdkę. Co roku oglądam ekranizację(plus okazyjnie gdy choruję, nie mam pojęcia dlaczego akurat w tym okresie - po prostu film działa na mnie kojąco), bawiąc się świetnie za każdym razem. Zdecydowanie polecam ten tytuł, zarówno książkę jak i film(to pierwsze może ciut* mocniej).


   „Wiedźmikołaj” nie jest jedynym filmem związanym ze Światem Dysku. Pierwszy nakręcony został „Kolor Magii”, oparty na powieści o tym samym tytule, która niejako rozpoczyna tę serię. Cóż mogę powiedzieć o tej ekranizacji? Po pierwsze: nie jestem wielką fanką książki. Nie zaczęłam mojej przygody z Pratchettem tym tytułem i raczej nie doradzałabym przeczytania jej jako pierwszej nikomu innemu. Uważam, że „Kolor Magii” docenić można tylko wtedy, gdy poczujemy już tę pratchettowską magię i mamy na koncie parę przeczytanych dyskowych tytułów. Nie każdy może polubić głównego bohatera – Rincewinda lub pierwszego na Dysku turystę(mieszkańcy Ankh-Morpork dowiedzieli się, że turysta znaczy: „idiota”) – Dwukwiata. Powieść może wydawać się nudna – podobnie jak film, który trwa całe trzy godziny. Yuzul znowu za chwilę napisze, że również ma swój klimat ale to jest oczywista oczywistość i tyle.

„ WILLIAMIE SCROPE.
- Tak?
JEŚLI MOŻNA, PRZEJDŹ TĘDY.
- Jesteś myśliwym?
WOLĘ MYŚLEĆ O SOBIE JAKO O PODNOSZĄCYM PORZUCONE OKRUCHY.
Śmierć uśmiechnął się z nadzieją. Scrope zmarszczył swe postfizyczne czoło.
- Znaczy co? Z ciasta? „

    Z tego, co wiem, powstał jeszcze jeden film oparty na „Piekle Pocztowym”, lecz nie byłam nim zachwycona. Uważam, że Pratchett ucierpiał na tej ekranizacji. Z pewnością napiszę kiedyś recenzję tego filmu, więc jeżeli ktoś będzie takowej oczekiwał – nie zawiedzie się. Jeżeli miałabym zacząć „hejtować” w tej chwili… obawiam się, że ten post byłby odrobinę zbyt długi. Tylko odrobinę.

- Chciałem powiedzieć, że na tym świecie jest chyba coś, dla czego warto żyć.
Śmierć zastanowił się przez chwilę.
- KOTY – stwierdził w końcu. –KOTY SĄ MIŁE.




*Wybaczcie okazyjne „ciut określenia”. Jeżeli znacie Pratchetta to wiecie, że po prostu czytałam go zbyt wiele co sprawiło, że mowa Ciutludzi mi się udzieliła.


A Ty myślałeś, że masz problemy.

Komentarze

Popularne posty